8/2020

Pobierz PDF

SĘTOWSKI/GAWRON NA STARCIE

Jan Sętowski jest mocno osadzony w Częstochowie. Jak sam przyznaje, bezwarunkowej miłości do naszego miasta nauczyli go rodzice – Małgorzata i Juliusz. Jest pomysłodawcą projektu „Twarze Przyszłości”, realizowanego we współpracy z miastem z okazji 800-lecia pierwszej historycznej wzmianki o Częstochowie. Wraz z Łukaszem Gawronem kreuje teraz nowy projekt.


CGK: MONSTFUR zakończył w tym roku swoją działalność. Z Łukaszem Gawronem tworzycie obecnie nowy projekt artystyczny SĘTOWSKI/GAWRON (S/G). Zdradź, jaki jest jego zamysł?


Jan Sętowski: Tak, to na ten moment koniec Monstfura. Ruszamy dalej. Po pierwsze, odcinamy się od street art’u, który mocno się zdewaluował. Dziki wilk, jakim był kiedyś, jest dzisiaj łagodnym pieskiem z różową kokardką. Po drugie, jakiś czas temu rozstaliśmy się z trzecim członkiem naszej grupy, który wspólnie z Łukaszem zakładał Monstfura. Po trzecie i w sumie najważniejsze, człowiek dojrzewa, uczy się, a gust estetyczny i wrażliwość intelektualna się zmieniają. Szukamy w sztuce czegoś więcej niż tylko samej estetyki. W projekcie Sętowski/ Gawron oprócz malarstwa, które jest bazą, otwieramy się na nowe formy ekspresji, takie jak sztuka konceptualna, ready made, wideo art czy fotografia. Chcemy w ciekawy sposób opowiadać historie, dzielić się spostrzeżeniami, kreować rzeczywistość. Podsumowując - najwyższy czas na sztukę współczesną.


W zeszłym roku w Galerii IRON OXIDE odbyła się ostatnia wystawa Monstfura w Częstochowie. To już definitywny koniec projektu?


Ekspozycja („Primitive country breads primitive people”), o której wspominasz, została przez nas przepisana na konto projektu Sętowski/Gawron i uznajemy ją za naszą wystawę „0”. Pełnoprawny, ekspozycyjny debiut już niebawem, bo prawdopodobnie we wrześniu lub najpóźniej w październiku tego roku. Oczywiście będziemy o tym informować w naszych mediach społecznościowych, ale już teraz mogę zdradzić tytuł wystawy - „Krew w piach”. Etap inkubacyjny S/G jest już jednak za nami – chodzi o CZAK czyli Częstochowską Agencję Kosmiczną. Jej wideodokumentację obejrzało na naszym facebookowym profilu kilkadziesiąt tysięcy osób, a krótki reportaż przyjechała zrobić Olga Drenda. To było mocne wejście.


Wspomnijmy jeszcze o Iron Oxide - to prywatna i komercyjna galeria sztuki współczesnej założona w Częstochowie przez Ciebie i Łukasza Gawrona. Skąd pomysł na nią?


Prowadzenie takiej galerii w Częstochowie to ogromne ryzyko, dlatego być może jest to powód, dla którego jesteśmy jedyni w regionie. „Konduktorownia” odważnie przetarła szlaki w aspekcie prezentowania jakościowej sztuki współczesnej, jednak jej model działania opiera się bardziej o stowarzyszenie non profit. Wierzymy w to, że gust estetyczny częstochowian się zmienia i że coraz więcej osób będzie chciało rozpocząć swoją przygodę z aktualną sztuką. Prezentujemy prace ciekawych artystów, których ostatnie sukcesy są niezaprzeczalne, takich jak np. Tomek Górnicki. Testujemy też młodych twórców, którzy naszym zdaniem mają ogromy potencjał na przyszłość, jak Magda Kanawka czy Michał Szumlas.


Jeśli pozwolisz, wrócimy jeszcze do Częstochowskiej Agencji Kosmicznej (CZAK-u). O co tu chodzi?


To przede wszystkim satyra na przerośnięte ambicje astronautyczne władzy centralnej. Stworzyliśmy fikcyjną organizację, która miała rzekomo funkcjonować na terenie naszego miasta od połowy lat 60. XX wieku. Po części jest to też hołd dla historii Częstochowy. Chcieliśmy stworzyć dzieło sztuki, którego materią twórczą jest czas, a narzędziem realizacji gigantyczny kompleks budynków. W warstwie znaczeniowej nawiązujemy w nim również do aspektu fake news’ów, które coraz częściej są nieodróżnialne od faktów. Ten proces homogenizacji jest bardzo ciekawy i jestem przekonany, że w pewnym sensie stanie się on jednym z fundamentów inspiracji dla projektu Sętowski/Gawron.


No właśnie, macie pomysł, jak dalej poprowadzić projekt?


Zdecydowanie tak. Do startu S/G szykowaliśmy się bardzo długo. Jak wspomniałem, wczesną jesienią tego roku odbędzie się u nas w galerii wystawa „Krew w piach”, równocześnie pracujemy nad cyklem „Odwrotna przemiana materii”, który zaprezentujemy na wiosnę 2021 roku. W kolejne wakacje szykujemy sekretny projekt w OPK „Gaude Mater”, a przez następne 5 lat chcemy budować uniwersum CZAK-u i zakończyć to wystawą w jakiejś prestiżowej instytucji kultury. To tak na dobry początek.


Macie „dużo na talerzu” w Waszym autorskim projekcie artystycznym, prowadzicie rozwojową galerię sztuki współczesnej. Czy w Twoim życiu zawodowym jest czas na coś jeszcze?


Z Łukaszem rozwijamy również Primitive Design czyli firmę, która zajmuje się implementacją sztuki do komercyjnych rozwiązań, takich jak restauracje, hotele, galerie handlowe. Realizowaliśmy warszawskie restauracje dla Mateusza Gesslera, kompleksową artystyczną obsługę jednej z największych galerii handlowych w Polsce – Forum Gdańsk (wspólnie z Your Art Maison). Lokalnie i globalnie współpracujemy z najlepszymi architektkami i architektami wnętrz. Ostatnio interesuję się też coraz bardziej aspektem biznesowo–inwestorskim, ze szczególnym uwzględnieniem start-up’ów telemedycznych i żywieniowych.


Mimo wszystko znajdujesz czas na aktywizm społeczny. W czasie pandemii koronawirusa założyłeś na facebooku grupę pod hasłem „Wspieramy częstochowską gastronomię”.


To był impuls, który sprawił, że po krótkiej analizie podjąłem natychmiastowe działanie. Rozpędzona karuzela strachu zabarykadowała wszystkich w domach, więc moje tematy biznesowe również wylądowały w „zamrażarce”. Po niecałych dwóch dniach oglądania filmów powiedziałem dosyć, najwyższy czas wziąć sprawy w swoje ręce. Wybrałem wsparcie gastronomii, bo to segment rynku, który praktycznie z dnia na dzień odnotował straty na poziomie 90%. Zbudowałem społeczność 5600 częstochowian, która regularnie zamawiała jedzenie na dowóz, chwaląc się tym na grupie, co spowodowało „modę” na ten model pomocy. Zapewniliśmy dodatkowy dochód dla lokalnych restauracji na poziomie przynajmniej setek tysięcy, jeśli nie bliżej miliona złotych, na przestrzeni dwóch najcięższych miesięcy pandemii. Inicjatywa rosła, więc potrzebowałem pomocy – dziękuję za nią Antkowi Borkowskiemu, fotografowi Bartłomiejowi Zgrzeblakowi i Irminie Rydzykowskiej, którzy zasilili szeregi akcji.


Przyznajesz się do tego, że jesteś lokalnym patriotą, że nie chcesz działać poza Częstochową? Nasze miasto ma artystyczny klimat?


Tak, zdecydowanie uważam się za lokalnego patriotę. Bezwarunkowej i trudnej miłości do Częstochowy nauczyli mnie moi rodzice. Tata Juliusz, historyk, walczy o ocalenie każdego skrawka dziedzictwa naszego miasta, a mama Małgorzata, poza swoimi zawodowymi obowiązkami organizowała masę akcji charytatywnych, szczególnie dla dzieci. Jeśli chodzi o drugą część pytania, to nie do końca tak jest. Przyjąłem zasadę, żyj lokalnie, ale działaj globalnie. Na przestrzeni ostatnich lat realizowałem projekty w Berlinie, Paryżu i kolumbijskiej dżungli, wystawiałem prace w Monachium, Bazylei i Sztokholmie, regularnie prowadzę interesy w Katowicach, Warszawie, Poznaniu oraz Trójmieście. Mimo wszystko mieszkam w Częstochowie, bo nie lubię chodzić na łatwiznę, a ucieczka do miast, gdzie „robota jest już zrobiona”, to trochę geograficzny eskapizm.


Jesteś pomysłodawcą projektu „Twarze Przyszłości”. Skąd wziął się ten pomysł?


Wiedziałem, że zbliżają się obchody 800-lecia dziejów pisanych Częstochowy, więc postanowiłem złożyć społeczną propozycję własnego projektu. Pomysł był efektem przemyśleń, które narastały we mnie od lat. Zauważyłem, że miejskimi celebrytami są w większości boomerzy, których największe (i często przesadnie wysoko oceniane) osiągnięcia przypadają na przełom lat 90. i dwutysięcznych. Minęło 20 lat, nowe pokolenie buduje w wielu dziedzinach niesamowite rzeczy, a ciągle wraca się do przysypanych kurzem starych, dobrych i sprawdzonych „opowieści z krypty”. Czas rzucić światło na to, co nadchodzi. Osobiście żałuję, że kryterium wiekowe nieznacznie przekroczył Michał Świerczewski, bowiem dokonał tu biznesowych cudów. Zachęcam do zgłaszania kandydatur przez stronę www i na facebooku, bo członkowie kapituły, mimo że znają bardzo wiele osób, nie są w stanie dotrzeć do wszystkich zakamarków specjalistycznych dziedzin, gdzie liczą się merytoryczne niuanse.