9/2020

Pobierz PDF

LEKCJA DZIENNIKARSTWA

Marcin Piwnicki, jedna z naszych Twarzy Przyszłości, jest dziennikarzem z wieloletnim stażem. Swoje pierwsze kroki zawodowe stawiał w ogólnopolskim dzienniku „Rzeczpospolita”, potem wciągnęło go radio. Nam opowiedział o warsztacie rzetelnego dziennikarza oraz o swojej pasji – fotografii.


Magda Fijołek: Zaczynałeś w czasach Radia Fon, radia lokalnego, które wyglądało inaczej: z redakcją działającą na miejscu, marketingiem, układaniem własnych playlist, z prowadzącymi programy, którzy są tutaj, na miejscu, z telefonami na żywo od słuchaczy. Teraz radio lokalne wygląda inaczej, prawda?


Marcin Piwnicki: Radio Jura, w którym pracuję i które współtworzyłem, posiada wszystkie elementy, o których wspominasz: newsroom, dział marketingu i stały kontakt ze słuchaczami. Bardzo zmieniły się jednak narzędzia, a absolutną rewolucją okazał się Internet. Jestem z wykształcenia socjologiem i lubię obserwować społeczeństwo, to, jak się zmienia nasze życie. Wiem, że zmieniło się ono w kilku momentach historii świata: najpierw rewolucja przemysłowa, a następnie informatyczna - Internet plus nowoczesne technologie. To wszystko sprawiło, że redakcje ograniczyły etaty, a „roboty” wkroczyły na miejsca stworzone wcześniej dla ludzi. Tak jest właściwie w każdej branży na świecie. Z jednej strony jest więcej pracy wskutek zredukowanych etatów, z drugiej strony mamy większe możliwości. Nie trzeba kosztownych wozów satelitarnych, ponieważ często wystarczy telefon komórkowy z dostępem do netu. Można też zrobić relację wideo live ze smartfona. Uważam, że da się w tym nowoczesnym świecie robić radio lokalne i prawdziwe przy użyciu nowych narzędzi i nowej formy komunikacji.


Ale musisz przyznać, że przez wprowadzenie radiostacji sieciowych wiele radiostacji lokalnych w różnych miastach zniknęło.


To prawda, wiele radiostacji upadło, wielka szkoda. Trudno tu jednak szukać winnych. Zmienia się świat. Zawsze jest dobrze, kiedy miasto ma dziennikarzy „zanurzonych” w lokalności, którzy informują mieszkańców o tym, co ważne. Częstochowa jest jednym z wyjątków - w pozytywnym znaczeniu. Mamy lokalną redakcję, która zna miasto i jego problemy na wylot. Tworzymy więź z mieszkańcami. Wraz z upadkiem małych radiostacji pojawiły się radia internetowe, social media, które są tworzone z domowego zacisza i przy użyciu laptopa. To sprawia, że właściwie każdy może być dziennikarzem, często bez warsztatu zawodowego, odpowiedniej wiedzy i bez odpowiedzialności za słowo. Takie dziennikarstwo powszechne, „domowe” może powodować ludzkie dramaty. Ktoś powie o innym nieprawdę, nie sprawdzi źródła, źle osądzi, powtórzy plotkę. Na dodatek wszystkim rządzi szybkość podania informacji, a informacja wypuszczona w świat żyje własnym życiem, właściwie nie da się jej cofnąć, mało kto zwraca uwagę na sprostowania. W radiu lokalnym FM, jakim jest m.in. Radio Jura, myślimy o tej odpowiedzialności. Traktujemy ją bardzo serio. Każdy słuchacz jest dla nas ważny.


Według Ciebie współczesne dziennikarstwo poszło w dobrym czy złym kierunku?


Według mnie zmierza w złym kierunku, bowiem coraz częściej łączy informację z jej oceną i opinią. Dziennikarz newsowy powinien podawać wiadomości maksymalnie obiektywnie, bez komentarza. Oceny zostawmy publicystom. Niestety media, także te największe, coraz częściej miksują informację z opinią. Dziennikarz ma przekazać newsa, a dopiero potem można go skomentować. Najlepiej, jak zrobią to publicyści i zaproszeni goście ze wszystkich możliwych stron tematu, sporu. Tymczasem „dziennikarstwo” uprawiane w Internecie, chałupniczo, często opiera się na opiniach „zmielonych” z informacją i oceną. Zwykle w ten właśnie sposób powstają fake newsy, ploteczki i pospolite kłamstwa. Na szczęście są jeszcze media, które traktują dziennikarstwo zgodnie ze sztuką - rzetelnie i obiektywnie.


Wszystko zależy zatem od tego, czy chcesz być prawdziwym dziennikarzem, czy też chcesz zaistnieć.


Właśnie, czy chcemy robić z czegoś skandal, wrzucać tytuły, które powodują większą „klikalność”, czy zadymę dla zadymy. Prawdziwe dziennikarstwo newsowe, o którym rozmawiamy, to obiektywne i rzetelne prezentowanie faktów.


Do radia trafiłeś przez przypadek czy z pełną premedytacją?


Media zawsze mnie interesowały, a najbardziej zaczęły mnie wciągać na studiach. Skupiałem się głównie na prasie amerykańskiej. Fascynowało mnie dziennikarstwo śledcze. „The New York Times”, czy „The Washington Post” to były dla mnie wzory do naśladowania. Pociągało mnie to, że możemy „użyć” mediów w dobrym celu: opisać korupcyjny skandal, czy nawet obalić rząd. Udało mi się w tym czasie trafić na staż do dziennika „Rzeczpospolita”, co okazało się skokiem na głęboką wodę. Ten tytuł miał w Polsce ogromną renomę, słynął z rzetelności i świetnego dziennikarstwa śledczego.


To była przygoda z prasą, a radio?


Pojawiłem się w Radiu Lublin, byłem świadkiem tworzenia audycji nocnych, bardzo klimatycznych. Ktoś siadał po zmierzchu przy mikrofonie, o czymś opowiadał, prezentował swoją ulubioną muzykę, to było super. Nikt nie liczył wejść ze „stoperem” w ręku. Po studiach wróciłem do Częstochowy i złożyłem w Radiu Fon swoje CV. Po jakimś czasie zadzwoniono do mnie i spotkałem się na rozmowie wstępnej z Katarzyną Woszczyną - Redaktor Naczelną. W Fonce nauczyłem się radiowego rzemiosła. To była moja pierwsza „dorosła” praca. Kiedy Radio Fon przejęła Grupa RMF, zostałem w redakcji. Wtedy coraz mocniej w radiowe rzemiosło wchodził Internet. Nagle miałem dostęp do świetnych dziennikarzy z całej Polski i do ich pracy. Uczyliśmy się funkcjonować w globalnej wiosce, gdzie informacja leciała z prędkością światła. Doświadczenie, które zdobywałem przez lata, procentuje teraz w Radiu Jura.


Miałeś świadomość, że masz głos radiowy?


Nie, nikt mi tego nigdy nie powiedział. Kiedyś Kasia Woszczyna zdradziła mi, że zwróciła na mnie uwagę, bo pracowałem w teatrze. Na studiach rzeczywiście działałem w Scenie Plastycznej KUL, byłem aktorem. Być może Kasia pomyślała sobie: o, aktor, to pewnie jego głos dobrze brzmi. Paradoksalnie Scena Plastyczna to „teatr bezsłownej prawdy”. Na scenie nie pada ani jeden wyraz. Są tylko: ruch, scenografia, światło i muzyka. Jednak z tego, co wiem, Kasia nigdy nie żałowała, że przyjęła mnie do redakcji.


Nigdy nie myślałeś o pracy w telewizji, tak aby był to kolejny z etapów sprawdzenia się?


Raczej nie. Nie czuję się dobrze przed kamerą…


Ale tego się można nauczyć…


Można, ale nie wiem, czy chcę. W telewizji głównie się patrzy, nie słucha. Ja jednak wolę audio. Choć z drugiej strony… lubię fotografować. To rodzaj obserwacji. Lubię patrzeć na kogoś, na coś. Nie czuję się jednak komfortowo, gdy ktoś obserwuje mnie. Nie lubię też być na świeczniku, a tu przydarzyły się Twarze Przyszłości...


Pojawiły się jednak radia, które w Internecie pokazują obraz ze studia…


To prawda, na początku mnie to peszyło. Teraz oswajam się z rzeczywistością wideo. Radio to coraz częściej także wizja. Wracając jednak do zdjęć, to mam w domu pokaźną kolekcję na kilku dużych dyskach, ale na niewielu fotografiach widać mnie. Lubię robić zdjęcia, lecz nie lubię na nich być. Popularne teraz selfie jest poza obszarem moich zainteresowań. Jeśli kogoś fotografuję, to często działam dyskretnie, nie proszę o „minę do zdjęcia”. Szukam emocji. Może w przyszłości fotografia stanie się moim nowym zawodem?


Co jeszcze znajdziemy na Twoich fotografiach?


Fotografię traktuję trochę jak dziennikarstwo. Bardziej dokumentuję, obserwuję niż kreuję. Lubię uchwycić jakiś moment, detal, fragment rzeczywistości. Kieruję obiektyw tam, gdzie jest piękno, czasami głęboko ukryte i trwające ułamek sekundy