Marta Rembielak-Kucharska
10/2020

Pobierz PDF

Kontynuuję tradycje rodzinne

Niewielu z częstochowian wie, że mamy lokalnych sędziów, którzy sędziują zawody siatkarskie zarówno na polskich, jak i międzynarodowych turniejach. Jest wśród nich kobieta - Marta Rembielak-Kucharska, jedna z naszych Twarzy Przyszłości.


Magda Fijołek: Od geodezji do bycia sędzią siatkówki trochę daleka droga…


Marta Rembielak-Kucharska: Mogę powiedzieć, że nie taka daleka, jak mogłoby się wydawać. Boisko do siatkówki ma wymiary w metrach i określoną powierzchnię. Siatka i inne elementy boiska do gry też mają ustalone wymiary. Również w siatkówce plażowej trzeba zbudować boisko przy pomocy taśmy mierniczej i wyznaczonych punktów... Tak więc trochę geodezji w tym wszystkim jest. A tak na poważnie, to sport był obecny w moim życiu od czasów dzieciństwa. Mój tata był zawodnikiem, działaczem, a później sędzią piłki nożnej. Jest nim zresztą do dziś. Ja pisałam w szkolnej gazetce artykuły na tematy sportowe, głównie o siatkówce. W tamtym czasie tylko o siatkówce w hali, ponieważ plażówki nie było w rozgrywkach szkolnych. Sama też trenowałam siatkówkę, zdobywając medale i puchary dla VII LO im. Mikołaja Kopernika. Później przyszedł czas wyboru studiów - zdecydowałam się na geodezję i kartografię na obecnym Uniwersytecie Rolniczym we Wrocławiu. Dla chwili odpoczynku od nauki i zmiany otoczenia, a także z chęci kontynuowania zainteresowań sportowych, postanowiłam zostać, tak jak tata, sędzią. Tyle tylko, że w swojej ulubionej dyscyplinie sportu – siatkówce.


Twój mąż również jest sędzią siatkówki, tak się poznaliście czy też jedno wciągnęło drugie?


Tak. Razem z mężem jesteśmy sędziami. Mogę powiedzieć, że połączyła nas właśnie siatkówka i sędziowanie. Poznaliśmy się w 2002 roku na kursie na sędziego siatkówki halowej. Wtym roku mamy naszą „18” sędziowską. Zaiskrzyło między nami rok później, a w 2010 roku powiedzieliśmy sobie sakramentalne „tak”. Na początku przygody z sędziowaniem bardzo często zdarzało nam się razem jeździć na mecze. Po pojawieniu się na świecie naszych córek, ze względu na organizację opieki nad nimi, sędziujemy wspólnie coraz rzadziej.


Jak się zostaje sędzią siatkówki?


Aby zostać sędzią siatkówki, trzeba ukończyć kurs na sędziego oraz zdać egzamin teoretyczny i praktyczny. Teoretyczny polega na omówieniu przepisów gry w siatkówkę halową czy plażową oraz wytycznych i przypadków sędziowskich. Kurs praktyczny to sędziowanie meczów siatkówki na wszystkich pozycjach: jako sędzia pierwszy, sędzia drugi, sędzia sekretarz oraz sędzia liniowy. Pozwala to na poznanie specyfiki pracy w każdej z funkcji, do której możemy być jako sędziowie nominowani. Kurs na sędziego zarówno siatkówki halowej, jak i plażowej kończyłam w swoim rodzinnym mieście, Częstochowie. Z 50 osób, które brały udział w kursie na sędziego siatkówki halowej, tylko 12 pozytywnie zaliczyło egzaminy, a do chwili obecnej z tej dwunastki w profesji wytrwały tylko trzy osoby: ja, mój mąż Artur oraz nasz kolega Marcin Dobrzański.


Większość osób, które lubią grać w siatkówkę, woli zostać zawodnikami niż sędziami. Skąd zatem u Ciebie taka decyzja?


Grałam w siatkówkę, ale, jak wspomniałam, w domu od zawsze był sędzia sportowy. Naturalnym więc było kontynuowanie „tradycji rodzinnej”. Tata przeczytał w gazecie informację o kursie na sędziego siatkówki. Stwierdziłam, że mogę spróbować swoich sił i spróbowałam. Nie żałuję. W ciągu minionych osiemnastu lat byłam na wielu meczach, które większość kibiców może zobaczyć tylko w telewizji, a ja mogłam być bardzo blisko tych wydarzeń.


Co jest najtrudniejsze w byciu sędzią siatkarskim? Trzeba mieć jakieś szczególne predyspozycje?


Myślę, że najtrudniejsze jest szybkie podejmowanie decyzji. W ciągu kilku sekund trzeba ułożyć w głowie wszystkie elementy: przepisy, wytyczne i możliwe przypadki sędziowskie. Jeżeli sprawa jest ewidentna - piłka w boisku czy na aucie lub wyraźnie po bloku - nie ma się za bardzo nad czym zastanawiać. Sprawy komplikują się w sytuacjach mniej oczywistych i tu właśnie trzeba wykazać się znajomością wszystkich wspomnianych elementów. Od kilku lat na najważniejszych meczach w Polsce jest system wideo weryfikacji, czyli tzw. challenge. Błąd o 3 milimetry czy lekkie muśnięcie piłki po palcach są teraz w miarę łatwe do wychwycenia. Wciąż jednak należy się uczyć i doskonalić swe umiejętności.


Co jest kluczem do uzyskania nominacji w zawodach siatkarskich na poziomie Mistrzostw Polski czy Mistrzostw Świata?


Myślę, że jednym z wyznaczników jest dobre sędziowanie i niepopełnianie zbyt często błędów. W ciągu całego sezonu jesteśmy obserwowani i poddawani ocenie przez sędziów głównych oraz kolegów, którzy sędziują wyższe ligi. Liczy się też doświadczenie i obycie na ważnych imprezach.


Nie zawsze z decyzją sędziego, nawet jeśli jest właściwa, zgadza się zawodnik, trener czy kibic. Jak sobie radzisz w takiej sytuacji?


Zawsze po podjęciu decyzji analizuję, czy na pewno była właściwa. Jeżeli jest to decyzja poprawna, a ktoś ją kwestionuje, dla jej uzasadnienia jestem w stanie podeprzeć się przepisami gry, czy też wytycznymi. Oczywiście na boisku tylko kapitan ma prawo zapytać o interpretację podjętej przez sędziego decyzji. Pozostałe, uczestniczące w meczu osoby nie mają takiej możliwości i z nimi nie powinno się rozmawiać. Na imprezach międzynarodowych czy w najwyższych polskich ligach od kilku lat obowiązuje system challenge, więc wątpliwości można szybko rozwiać.


Który mecz najbardziej utkwił Ci w głowie i dlaczego?


W ciągu minionych osiemnastu lat było sporo takich spotkań i trudno jest wybrać tylko jedno. Byłam nominowana jako sędzia liniowy na mecze Mistrzostw Świata (w tym na półfinał Brazylia-Francja), Mistrzostw Europy, Ligi Światowej, Grand Prix kobiet, Volleyball Nations League czy europejskich Pucharów. W 2012 roku sędziowałam na linii w meczu finałowym Challenge Cup. W 2018 roku byłam sędzią liniowym w finale Klubowych Mistrzostw Świata, gdzie zagrały dwie włoskie drużyny. Sędziowałam też na linii w meczach reprezentacji Polski z Brazylią, gdy ta była najlepsza na świecie. Doskonale pamiętam mecz w katowickim Spodku, gdy podszedł do mnie ówczesny trener kadry Brazylii, Bernardo Rezende i zainicjował krótką rozmowę. W 2018 roku pojechałam po raz pierwszy do Krakowa na turniej finałowy Mistrzostw Polski kobiet i mężczyzn w Piłce siatkowej i od razu dotarłam do finału i meczu o złoty medal, gdzie byłam sędzią drugim. Miło wspominam sytuacje, gdy ten sam mecz sędziowałam wspólnie ze swoim mężem. Śmiejemy się, choć być może jesteśmy blisko prawdy, że prawdopodobnie stanowimy jedyne na świecie małżeństwo sędziów, które sędziowało razem te same mecze MŚ, ME, LŚ, europejskich pucharów czy finał KLŚ! Wmojej głowie utkwiły mecze naszej męskiej reprezentacji, gdy ta dwukrotnie zdobywała mistrzostwo świata, pokonując Brazylię. Dobrze także pamiętam swój pierwszy mecz w Częstochowie z wykorzystaniem systemu challenge. W tym roku sędziowałam finał Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży. Sędziowanie wśród młodych osób jest szczególnie trudne, ponieważ po przegranych meczach zdarzają się łzy…


Sędzia siatkarski, żona i matka – chyba nie jest łatwo to wszystko ze sobą pogodzić?


Faktycznie, czasami łatwo nie jest. Tym bardziej, że mamy z mężem jednakowe hobby i zdarza się, że dostajemy nominacje na spotkania w tym samym dniu. Wtedy nieoceniona jest pomoc dziadków, na którą zawsze możemy liczyć. Oczywiście zdarzają się sytuacje, kiedy muszę z jakiejś nominacji zrezygnować albo się z kimś zamienić ze względu na obowiązki domowe czy służbowe.


Wraz z innymi częstochowskimi sędziami promujecie nasze miasto na zawodach, zakładając koszulki z miejskim logo. Nie jest to częste zjawisko…


Tak, to fakt. Jesteśmy nielicznymi sędziami siatkówki, którzy w ten sposób pokazują, z jakiego miasta pochodzą. Dostrzegły to nawet nasze koleżanki i koledzy z całej Polski. Pomysł z koszulkami zapoczątkował Marcin Dobrzański. Na zawodach ligowych, czy na turniejach siatkówki plażowej, podczas prezentacji sędzia jest wymieniany z imienia i nazwiska, podawane jest też miasto, z którego przyjechał. W koszulkach z logo Częstochowy chodzimy również w wolnych chwilach po turnieju. Zakładamy je, gdy jesteśmy w hotelu, czy zwiedzamy miasto. Skoro zawodniczki i zawodnicy innych dyscyplin promują Częstochowę poprzez sport, mając na swoich koszulkach i innych strojach logo miasta, my także postanowiliśmy działać w ten sposób.