Olga Desperak
11/2020

Pobierz PDF

Częstochowa to nie tylko Jasna Góra

Czy Częstochowa jest fascynującym miastem? Dla tych, którzy wnikliwie się jej przypatrują zdecydowanie tak. Olga Desperak, jedna z prowadzących profile „Nie tylko Jasna Góra” na FB i Instagramie, jest tego najlepszym przykładem. Co więcej, zachęca poprzez nie do przyglądania się Częstochowie uważniej.


Magda Fijołek: W swojej wizytówce na stronie Twarzy Przyszłości napisałaś, że Częstochowa jest niedocenianym miastem. Skąd taka diagnoza?


Olga Desperak: Przekonałam się o tym, studiując historię sztuki na Uniwersytecie Wrocławskim. Przedstawiając w tym czasie liczne prezentacje odnośnie różnych zagadnień na temat architektury czy urbanistyki Częstochowy, spotykałam się z wielkim zdziwieniem moich słuchaczy - zarówno koleżanek i kolegów, jak też wykładowców. Gdy przeszukiwałam liczne zbiory specjalistycznych publikacji o urbanistyce i architekturze polskiej, szczególnie XIX i XX wieku, trudno mi było w nich znaleźć nie tylko rozbudowane, ale jakiekolwiek wzmianki o Częstochowie. Zdarzało mi się nawet doszukać błędów w najnowszych publikacjach, np. odnośnie datowania. Być może rok w tę czy w drugą stronę w przypadku rozpoczęcia budowy jakiegoś obiektu nie robi aż tak wielkiej różnicy. Jednak dla szczegółowych badań, zwłaszcza tych porównawczych, ma to znaczenie. Raz popełniony błąd, powielony zostaje w kolejnych publikacjach. Częstochowa nie jest i nie była małym miastem, a jej historia (poza dziejami Jasnej Góry) jest słabo znana. Nie chcę się tutaj wymądrzać, bowiem sama, nim rozpoczęłam pracę badawczą na studiach, nie byłam zachwycona naszym miastem. Po prostu go nie rozumiałam, ale gdy poznałam je lepiej, w końcu je doceniłam.


Co w Częstochowie odnajdujesz dla siebie?


Częstochowa zawsze była moim domem. To z niej wyruszałam na objazdy w liceum, na studia, i to do niej za każdym razem wracałam. Nieustannie zachwycam się architekturą Częstochowy i staram się aktywnie działać, uświadamiając mieszkańców naszego miasta, jak ważne jest utrzymanie istniejących budynków i niewyburzanie ich w celu postawienia kolejnych galerii handlowych czy utworzenia parkingów. Częstochowa stała się moim skarbem, który chciałabym utrzymać w jak najlepszym stanie. Każdy spacer ulicami naszego miasta powoduje u mnie uśmiech i zachwyt, ale też dumę, że jestem częstochowianką i mogę kogoś zaciekawić nieznaną historią Częstochowy czy poszczególnych budynków.


Wraz z koleżanką założyłaś na portalach społecznościowych profile, w których pokazujecie różne miejsca w Częstochowie - czasem mniej popularne, a wręcz niezauważane przez częstochowian. Co jest Waszym celem?


Naszym celem jest właśnie zwrócenie uwagi na nieznane miejsca i dostrzeżenie ich piękna. Niektórym wydaje się, że poza Jasną Górą nie ma w Częstochowie niczego szczególnego. Nie wznoszą się tu pięcio- czy sześciokondygnacyjne kamienice, jak w Warszawie, Łodzi czy Wrocławiu. Nasze miasto ma inny klimat, bo też ma inną historię i jest tu inna skala budownictwa. Poza tym na co dzień widzimy tylko szyldy sklepów mieszczących się w przyziemiach kamienic, bądź patrzymy na nie tak często i powierzchownie, że nie dostrzegamy detali. My, jako historyczki sztuki, potrafimy zachwycać się zaniedbanymi kamienicami, ale u większości osób nie wzbudza to pozytywnych emocji. Chciałybyśmy, aby odbiorcy naszych zdjęć dostrzegli urok i różnorodność Częstochowy.


Na zdjęciach Częstochowa nie jest wygładzona, przepuszczona przez filtry i aplikacje. Czemu przyjęłyście właśnie taki sposób?


Oczywiście stosujemy korektę zdjęć, taką jak poprawa kontrastu, zacienienia czy wyostrzenie, ale ma to na celu jedynie wydobycie jakości zdjęcia, a nie zamaskowanie czegoś. Chcemy pokazywać rzeczywisty wygląd naszego miasta. Nie ukrywam, że czasem trzeba się sporo nagimnastykować przy wyborze fotografii i sporo z nich nie zyskuje naszej akceptacji do publikacji. Wiele obiektów pokazywanych z bliska kadrujemy od drugiej kondygnacji wzwyż, aby uciąć wszelkiego rodzaju szyldy sklepowe i reklamy, które zacierają układ elewacji, a przede wszystkim jej estetyczny wygląd. Niektóre budynki, choć ładne, pewnie nigdy nie ukażą się na naszym profilu, bo np. okna poobklejane są reklamami. To bardzo zaburza obraz miasta. Częstochowa jest przepełniona kolorowymi, chaotycznymi afiszami oraz „krzyczącymi”, zmultiplikowanymi i często niestety bardzo kiczowatymi szyldami sklepowymi. Polecamy profil naszego instagramowego kolegi Piotra Skorupy (o nazwie @czenstochoviana, z subiektywnymi ujęciami przestrzeni miejskiej), który również „wycina” ze swoich kadrów to, co nieestetyczne.


Napisałaś również, że przez sześć lat mieszkałaś we Wrocławiu, a kiedy tu wróciłaś, zdałaś sobie sprawę z tego, że nigdy Częstochowy nie opuściłaś. Co miałaś na myśli?


Sześć lat mieszkałam we Wrocławiu, a przez cztery zajmowałam się badaniem architektury i urbanistyki naszego miasta. Czytałam książki o historii Częstochowy, przeglądałam stare przewodniki, stare zdjęcia i mapy, plany i projekty. Przez pewien czas miałam wrażenie, że lepiej znam dawne nazwy ulic (z początku XX w.) niż obecne. Pisząc pracę magisterską, myślałam o przestrzeni, posługując się starymi nazwami. Jak wiadomo, nazwy ulic nie bez przyczyny są, jakie są. Na drugim roku studiów magisterskich bardzo często przyjeżdżałam do naszego Archiwum Państwowego, gdzie poszukiwałam materiałów naukowych. Mimo że bardzo cieszyłam się, iż „wyrwałam się” na studia poza rodzinne miasto, to chyba zawsze wiedziałam, że tu wrócę. Obecnie nie wyobrażam sobie nawet, by mieszkać gdzie indziej.


Skąd pomysł, aby naukowo zagłębić się w Częstochowę?


Zupełny przypadek. Zapisałam się na seminarium licencjackie o architekturze starożytnej oraz seminarium pomocnicze o architekturze polskiej XIX i XX wieku. Całkowite przeciwieństwa, ale zachęciła mnie do tego moja przyjaciółka ze studiów (ta sama, z którą prowadzę profil „Nie Tylko Jasna Góra”), mówiąc, że zajęcia na drugim seminarium są prowadzone przez bardzo mądrą osobę. Po przedstawieniu nam przez nią planu zajęć, okazało się, że każdy z uczestników będzie zajmować się rozwojem jakiegoś miasta Królestwa Polskiego, przełomu XIX i XX wieku. Na liście była Częstochowa i moja decyzja o wyborze tematu była bardzo szybka. Chciałam napisać pracę licencjacką o architekturze egipskiej, jednak mając możliwość korzystania z lokalnej biblioteki czy Archiwum Państwowego, postanowiłam zamienić seminaria i było to bardzo dobrą decyzją. Tak rozpoczęła się moja wieloletnia współpraca naukowa z Panią Profesor Agnieszką Zabłocką-Kos. Gdy zakochałam się w naszym mieście i stałam się ciekawa jego historii, decyzja o kontynuacji badań nad Częstochową na studiach magisterskich była już oczywista.


Skończyłaś częstochowskiego Plastyka, czy miało to wpływ na wybór zainteresowań i sposób patrzenia na Częstochowę?


I tak, i nie. Na lekcjach historii sztuki zdecydowanie bardziej ciekawiły mnie wątki dotyczące architektury. Głęboko zapadły mi w pamięć zajęcia z Panią Dyrektor Anną Maciejowską, dotyczące renesansu włoskiego. Z Plastyka miło też wspominam zajęcia z malarstwa i ceramiki – szczególnie z roku dyplomowego – jednak wiedziałam, że nie chcę iść na żadną Akademię Sztuk Pięknych. Bliżej mi było do studiów humanistycznych. Byłam w pewien sposób zafascynowana tym, w jak lekki sposób Pani Dyrektor czy Pani Ewa Ciosek omawiały poszczególne zagadnienia z historii sztuki. Idąc na studia, nie miałam jednak pojęcia, jaka będzie moja przyszłość, ani - tym bardziej - że zajmę się badaniem naszego miasta. Na pewno poprzez praktykę malarstwa w Plastyku łatwiej mi było na studiach dokonywać analizy obrazów znanych malarzy, znałam to bowiem z doświadczenia.


Wraz ze swoją koleżanką Pauliną Korneluk przygotowałaś wystawę o „Domu Księcia”. Możesz zdradzić trochę tajemnic z nim związanych?


Dom Księcia jest ogromną tajemnicą i nam samym nie udało się jeszcze rozwikłać całej jego historii. Dotychczas największą niewiadomą w dziejach tej kamienicy był brak powszechnej wiedzy na jej temat z okresu dwudziestolecia międzywojennego. W popularnonaukowych książkach nie napisano niczego konkretnego o tym czasie i po dwóch zdaniach przechodzono do lat po II wojnie światowej. A to właśnie wówczas obiekt został nazwany „Pawilonem Oficerskim im. Marszałka Józefa Piłsudskiego” i, znajdując się pod władzą wojska, przeszedł generalny remont elewacji, pozbywający go secesyjnych dekoracji. Celem remontu było dostosowanie kamienicy do pełnienia nowej funkcji - obiektu mieszkalnego dla oficerów. Znaczące jest, że owa modernizacja została zakończona przed końcem 1928 r., a w jej trakcie, bądź najpóźniej przed początkiem roku 1931, od strony ul. Boya-Żeleńskiego został dobudowany parterowy pawilon. Nie wszyscy również wiedzą, że Dom Księcia miał być dwukrotnie większy, czy też że miałby stać się częścią dzielnicy carskiej, składającej się z czterdziestu podobnych budynków. Na ten temat same snujemy przypuszczenia, bowiem, mimo naszych starannych poszukiwań, nie udało się nam odnaleźć oryginalnego projektu autorstwa Brunona Paprockiego, z początku drugiej dekady XX w.


Na pewno masz swoje ulubione miejsca w naszym mieście. Które i dlaczego?


Otóż nie, nie mam żadnego konkretnego. Są miejsca, które lubię bardziej lub mniej, ale nie mam jakiegoś ulubionego do wskazania. Oczywiście sentymentem darzę dzielnicę Tysiąclecie, gdzie się wychowałam i gdzie dalej mieszkam. Na pewno lubię Aleję Najświętszej Maryi Panny i ulicę Śląską. Z mniej oczywistych miejsc wymienię ulicę Dąbkowskiego z jej modernistyczną zabudową i starą nawierzchnią. Ja sama wciąż odkrywam Częstochowę...


Czym się zajmujesz, kiedy Twojej głowy nie zaprząta Częstochowa?


Na co dzień moją drugą pasją jest roślinne gotowanie, ale trudno mi powiedzieć, że Częstochowa nie zaprząta mojej głowy. Nawet wtedy, gdy idę do pracy, zauważam po drodze nowe elementy przestrzeni miejskiej, jakieś zmiany czy detale, mimo że codziennie chodzę tą samą drogą. W czasie wolnym, kiedy jestem na przykład na spacerze, moją uwagę przykuwają dotąd niedostrzeżone czy nowo budowane obiekty. To już chyba skrzywienie zawodowe, że - patrząc na jakieś miejsce - zastanawiam się, jak wyglądało ono kiedyś, jaka jest jego historia i jak się zmieniało. Polecam wszystkim przejść jedną wybraną drogą w dwie strony, np. Aleją Najświętszej Maryi Panny. Kierunek spaceru bardzo zmienia patrzenie na poszczególne elementy przestrzeni i znajdujące się w niej dominanty