Klaudia Respondek z pucharem
11/2020

Pobierz PDF

Dziewczyna z procą

Kto z Was próbował swoich sił w rugby albo jest fanem tej dyscypliny sportu? Miłośników owalnej piłki jest u nas w mieście coraz więcej. Warto przy tym wiedzieć, że mamy częstochowiankę, która o rugby wie niemal wszystko – to Klaudia Respondek, rugbystka, reprezentująca Polskę na międzynarodowych zawodach.


Magda Fijołek: Dziewczyna i rugby, to brzmi trochę zaskakująco. Skąd u Ciebie zainteresowanie tą dziedziną sportu?


Klaudia Respondek: Zawsze byłam osobą pełną energii. Oprócz typowych obowiązków: szkoły, studiów, a potem pracy, miałam bardzo dużo zajęć. Nigdy nie potrafiłam usiedzieć w miejscu. Już w latach 2009 i 2010 mój chłopak, a obecnie mąż, robił materiał fotograficzny o rugby i wraz z dziewczynami tam grającymi próbował mnie namówić na treningi. Jednak wtedy się nie odważyłam. W 2013 r. zobaczyłam ogłoszenie o naborze i stwierdziłam, że to jednak będzie to, czego potrzebuję. Jeszcze więcej ruchu i nowe wyzwania, bo siłownia, na którą wtedy uczęszczałam, wydawała mi się już zbyt monotonna.


Jest wiele odmian rugby – rugby union, rugby league, Ty grasz w Rugby 7. Rozszyfruj, co kryje się pod tą nazwą?


Rugby union to odmiana rugby, gdzie na boisku jest w jednej drużynie 15 osób. W rugby league w jednej drużynie gra 13 osób. A w rugby 7, jak sama nazwa wskazuje, drużyna na boisku składa się z siedmiu osób. Przepisy są praktycznie takie same. Gra różni się długością oraz dynamiką, a co za tym idzie taktyką. Jak bardzo musi być dynamiczna gra w rugby 7, może wskazywać to, że wymiar boiska jest taki sam, jak w odmianie 15-osobowej. Mecz trwa 14 minut (2 x 7 minut), będąc niezwykłym wysiłkiem dla organizmu.


Rugby to też bardzo kontaktowa gra, czasami wręcz twarda i brutalna. Nigdy nie miałaś wątpliwości, że jest to ten sport, który chcesz uprawiać?


Od zawsze byłam raczej dziewczyną z procą niż małą księżniczką. Zanim spróbowałam rugby, miałam różne przygody ze sportem. Idąc na nabór do drużyny, wiedziałam z czym się wiąże uprawianie rugby i nie mogłam się doczekać, aż zacznę grać. Jest to sport kontaktowy i twardy. Ale czy brutalny? Tego nie jestem pewna. Na pewno jest to dyscyplina, która wymaga bardzo dużego samozaparcia i pewności siebie. Wydaje mi się, że ta pozytywna adrenalina, która pojawia się podczas turniejów, daje mi pewność, że to właśnie ten sport.


Zdarzały się kontuzje?


Zdarzyła się jedna, poważna kontuzja. W 2017 r. podczas meczu doznałam kontuzji kolana. Zerwane więzadło przednie krzyżowe oraz pęknięta łąkotka. Jest to jedna z częstszych kontuzji w tym sporcie. Ale znam przypadek, że osoba idąca po chodniku rozbiła sobie kolano jeszcze bardziej. Kontuzja wykluczyła mnie na półtora roku z grania, ponieważ musiałam przejść dwie operacje. Miałam jednak bardzo dobrą opiekę medyczną i fizjoterapeutyczną oraz wparcie najbliższych, co pomogło mi wrócić do wysokiego, profesjonalnego poziomu.


Czy trzeba mieć jakieś predyspozycje do uprawiania rugby, szczególnie kobiecego?


Jak w każdym sporcie, trzeba mieć predyspozycje. Wiadomo, że nie każdy zostanie tancerzem, lekkoatletą czy rugbystą. W odmianie 7-osobowej najlepiej być zawodnikiem uniwersalnym, ale osób potrafiących się znaleźć na wysokim poziomie na każdej pozycji, jest bardzo mało. Uważam jednak, że ta dyscyplina jest mimo wszystko otwarta na różnorodność. Jeżeli ma się w sobie duszę sportowca, potrafi pracować w grupie i nie boi się kontaktu, to można znaleźć dla siebie pozycję w tej grze. Na boisku są potrzebne osoby do kreowania gry, osoby szybkie do akcji na skrzydle, czy osoby od tzw. czarnej roboty. Jedni odnajdują się w ataku, inni zaś w obronie.


Zaczynałaś w klubie częstochowskim, ale trenowanie Twej dyscypliny przerzuciło Cię na drugi koniec Polski, do Gdańska. Dlaczego?


Chciałam się dalej rozwijać. Nadarzyła się okazja, żeby grać w Gdańsku i tak znalazłam się w drużynie Biało-Zielone Ladies Gdańsk.


W 2016 r. zostałaś po raz pierwszy powołana do reprezentacji Polski Rugby 7 Kobiet. To nie lada wyróżnienie. Co wtedy poczułaś?


To prawda, że jest to nie lada wyróżnienie. Było to zaledwie 4 lata temu, ale tyle się dzieje w moim życiu, że mam wrażenie, jakby to wydarzyło się zdecydowanie dawniej. Byłam bardzo szczęśliwa, że mogę jechać na zgrupowanie Reprezentacji Polski, ale był to również ogromny stres. Widziałam, na jakim poziomie są dziewczyny z reprezentacji i wiedziałam, że będę musiała dać z siebie wszystko i pokazać z jak najlepszej strony, żeby zostać zauważona. Zaczynając grać, wzorujemy się na lepszych. Śmiało mogę powiedzieć, że są zawodniczki w ka - drze, które do tej pory są dla mnie ogromnym autorytetem, a stres i adrenalina pojawiają się na każdych ważnych zawodach.


Pierwsze drużyny kobiece Rugby 7 powstały w Polsce stosunkowo niedawno, bo w 2001 r. Od niedawna też pojawił się podział na ekstraligę, I ligę i II ligę. Czy to oznacza, że ten sport powoli, ale konsekwentnie się w Polsce rozwija?


Tak, w Polsce jest to stosunkowo młoda dyscyplina w wykonaniu kobiet. Mężczyźni grali w rugby już w okresie międzywojennym, jednak regularne rozgrywki udało się rozwinąć dopiero wraz z założeniem w 1957 r. Polskiego Związku Rugby. Od 2001 r. ogromny postęp w grze zrobiły drużyny kobiece. Z gry na poziomie, można powiedzieć podwórkowym, przeszły na poziom zawodowy, gdzie mecze są pełne emocji i solidnego rugby. Bardzo dużo drużyn inwestuje teraz w szkolenie dzieci i młodzieży, co - miejmy nadzieję – za kilka lat zaowocuje jeszcze większym rozwojem tej dyscypliny sportu. Cieszy też to, że przy klubach, w których wcześniej były tylko sekcje męskie, powstają sekcje kobiece.


Dola rugbystki nie jest łatwa. Praca, po pracy przez pięć dni w tygodniu treningi, a w weekendy udział w zawodach. Jest jeszcze przy tym wszystkim czas na życie prywatne?


Ciężko jest z czasem wolnym. Na szczęście dzień jest długi, a niektóre weekendy nie są zajęte. Mogę też śmiało stwierdzić, że bardzo lubię swoją pracę i to, co w niej robię. A każdy przecież wie, że jeśli robi to, co lubi, wówczas mniej się męczy i pracuje z przyjemnością. Ponadto mam bardzo wyrozumiałego pracodawcę, który umożliwia mi połączenie pasji z pracą na etacie. Życie prywatne poniekąd jest też powiązane z rugby. Trenując ze sobą 5 razy w tygodniu i spędzając wspólnie weekendy na wyjazdach, człowiek nawiązuje relacje, które nie kończą się wraz z zejściem z boiska czy wyjściem z szatni. Często spotykamy się też na stopie prywatnej po treningach czy w weekendy. Życie prywatne to mój mąż i nasz wspólnie budowany „dom”. To dla mnie odskocznia od sportu, odpoczynek i ogromne wsparcie. Tak samo jak moja rodzina i przyjaciele, których na co dzień nie ma Gdańsku.


Czyli życie prywatne to także Częstochowa?


Oczywiście, że moje życie prywatne to Częstochowa. Tu się urodziłam i wychowałam. W Częstochowie mam nie tylko rodzinę. Przez 23 lata mieszkania w tym mieście spotkałam na swojej drodze ludzi, z którymi chcę utrzymywać kontakt. Teraz już jesteśmy dorośli i każdy wiedzie swoje życie. Jedni mają rodziny i dzieci, ktoś wyjechał z Częstochowy do innego miasta, a ja mam rugby. Ale w czasie świąt czy urlopu, jeśli tylko jest taka możliwość, spotykamy się w Częstochowie, odwiedzając nasze ulubione miejsca.