Adam Pietraszko
11/2020

Pobierz PDF

As branży motoryzacyjnej

Od motorów do samochodów niedaleka droga – tak jest w życiu Adama Pietraszko. Nie tak dawno startował na torach żużlowych w Polsce i za granicą, a obecnie jest specjalistą w sprzedaży samochodów marki BMW. Powrotu do Częstochowy nigdy nie żałował, ponieważ uważa, że nasze miasto jest miejscem, które daje możliwości rozwoju.


Magda Fijołek: Z branżą motoryzacyjną jest Pan za pan brat. Od żużlowca do specjalisty od sprzedaży dobrej marki samochodów. Świadomy wybór?


Adam Pietraszko: Na pewno tak, od dziecka byłem związany z samochodami. Mój tata miał warsztat samochodowy, a później otworzył salon samochodowy i można powiedzieć, iż to był naturalny i w pełni świadomy wybór.


Zajrzyjmy jednak w Pana przeszłość. Gdy miał Pan 15 lat, rodzice zapisali Pana do szkółki żużlowej. To była Pana inicjatywa?


Mój tata sponsorował zawodnika CKM Włókniarz - Roberta Juchę i na jednym z treningów Robert zaproponował mi przejażdżkę motocyklem żużlowym. Po tym doświadczeniu od razu chciałem spróbować swoich sił na torze. Warunkiem podpisania zgody przez moich rodziców na jazdę w szkółce żużlowej było zdanie egzaminów wstępnych do szkoły średniej na piątki i tak też się stało.


Kolejny etap w Pana rozwoju żużlowca to licencja żużlowa i wejście do drużyny młodzieżowej CKM Włókniarz. To normalna kolej rzeczy, czy też ktoś dostrzegł w Panu talent?


Pewna blondynka na trybunach – moja żona. A tak na poważnie, to ciężko stwierdzić. Nie byłem jakimś wybitnym talentem, ale trenerzy i zarząd klubu na mnie stawiali, więc mieli w stosunku do mnie wysokie oczekiwania.


Od tego momentu posypały się medale: Złoty Medal w 2000 r. na Młodzieżowych Drużynowych Mistrzostwach Polski, Srebrny Medal w 2003 r. na Młodzieżowych Mistrzostwach Par Klubowych, Brązowy Medal w 2003 r. na Młodzieżowych Drużynowych Mistrzostwach Polski, Złoty Medal w 2003 r. na Drużynowych Mistrzostwach Polski.


Te medale to piękne wspomnienia tamtych czasów. Szczególnie z 2003 r., gdy ze Zbigniewem Czerwińskim zdobyliśmy srebrny medal w Młodzieżowych Mistrzostwach Par Klubowych, a wraz z Arturem Tomczykiem i Jordanem Jurczyńskim - brąz w Młodzieżowych Drużynowych Mistrzostwach Polski. Mieliśmy wtedy silny zespól juniorski.


Jednak później opuścił Pan częstochowski klub i trafił do Opola. Tu także nie obyło się bez sukcesów. W 2004 r. został Pan wybrany sportowcem roku w województwie opolskim. Jak Pan wspomina tamten opolski czas?


Sezon 2003 był ostatnim w mojej karierze juniorskiej, po tym sezonie zdecydowałem się na kontynuację kariery w niższej lidze. Trudno byłoby mi się dostać do składu Włókniarza w roli seniora, a bardzo mi zależało na systematycznej jeździe i podnoszeniu umiejętności. Pojawiła się propozycja z Opola, na którą szybko się zdecydowałem. Rok 2004 był dla mnie szczególnie ważny, ponieważ udało mi się wykręcić najlepszą średnią w II lidze i pomogłem Kolejarzowi awansować do I ligi żużlowej. Za te wyniki zostałem wybrany sportowcem roku w województwie opolskim, to było naprawdę świetne wyróżnienie.


Jednocześnie, w tym samym roku, zaczęła się Pana przygoda z ligą angielską? Jak to się stało?


Kiedyś w wywiadzie dla tygodnika żużlowego stwierdziłem, iż chciałbym spróbować swoich sił w lidze angielskiej i nie musiałem długo czekać. Zadzwonił do mnie Pan Robert Noga z Tarnowa i zaproponował skontaktowanie się z Panem Mirosławem Szafrańcem, który mieszka w Anglii. On zorganizował mi kontrakt w lidze angielskiej.


Trafił Pan do drużyny Berwick Bandids, która ma piękną 60-letnią historię żużlową w Wielkiej Brytanii. Kiedy startował Pan w tej drużynie, odnosiła ona największe sukcesy w swoich dziejach. Czy była to dla Pana wspaniała przygoda, czy też przede wszystkim zdobycie doświadczenia?


Jechałem do Anglii przede wszystkim z nastawieniem na naukę i zbieranie doświadczenia. Początki były bardzo trudne pod względem logistycznym, ale szybko odnalazłem się w nowym środowisku i zacząłem zdobywać pokaźne ilości punktów dla mojej drużyny. W 2005 r. zajęliśmy drugie miejsce w Premiership – odpowiedniku I ligi żużlowej w Polsce.


Czym różnią się od siebie żużlowe ligi, polska i angielska?


Przede wszystkim są zupełnie inne tory, zarówno pod względem geometrii – są krótsze i bardziej techniczne – jak i nawierzchni. Jest też więcej drużyn i zdecydowanie więcej meczy. Zdarzało się, że w tygodniu miałem 4 mecze. W polskiej lidze mecz ligowy jest raz w tygodniu. Za to na Wyspach jest mniej kibiców na trybunach i większy luz podczas zawodów.


Po sześciu latach udanych startów zakończył Pan jednak karierę żużlową. Czym podyktowana była ta decyzja?


Na moją decyzję miał wpływ przede wszystkim fakt, że nie otrzymywałem terminowo pieniędzy wywalczonych na torze.


Wrócił Pan do Częstochowy bez żalu?


Na pewno był żal i rozczarowanie, ale szybko znalazłem sobie nowe wyzwania. Założyłem rodzinę. Dzisiaj mam wspaniałą żonę i dwie cudowne córki, które ostatnio mocno wciągnął żużel - są fankami drużyny Włókniarza.


Żużel nadal gra w Pana sercu?


Tak, jestem zagorzałym kibicem klubu, w którym się wychowałem i staram się oglądać każdy mecz CKM Włókniarz. Ale kibicuję też reprezentantom Polski w ich zmaganiach międzynarodowych.