Starsza kobieta w dymie przechodząca przez ulicę między samochodami
12/2020

Pobierz PDF

FOTOGRAFIA ULICZNA TO FORMA AKTYWNEJ MEDYTACJI

dobywca głównej nagrody w międzynarodowym konkursie fotograficznym Fujifilm Moment Street Photo Awards - Michał Krzyszkowski - opowiada nam o swojej pasji do obrazowania osamotnienia, zagubienia i melancholii.


Adam Markowski: Jesteś zdobywcą pierwszej nagrody w Fujifilm Moment Street Photo Awards 2020. Jak wrażenia?


Michał Krzyszkowski: Jest to absolutnie wspaniałe uczucie. Wiem, że tak się często mówi, otrzymując nagrodę, ale naprawdę nie spodziewałem się tego! W konkursie było dużo prac na wysokim poziomie i wielu zdolnych fotografów. Tym większa satysfakcja z wygranej. Ale też motywacja do działania, bo mój wewnętrzny perfekcjonista mówi, żeby nie osiadać na laurach, tylko robić jeszcze lepsze rzeczy.


Twoje czarno-białe zdjęcie zostało także dostrzeżone przez wybitnego fotografa Martina Parra w konkursie „Life Framer”. Opowiedz nam, jak to zdjęcie powstało.


To wielki zaszczyt zostać wyróżnionym przez fotografa z agencji Magnum. Co do zdjęcia, była to klasyczna sytuacja, kiedy znajdujesz się we właściwym miejscu, we właściwym czasie. Odwiozłem akurat syna do przedszkola, po czym, wracając do domu, dostrzegłem wielką chmurę nad ulicą. Z daleka wyglądało to na pożar. Instynkt podpowiedział mi, żeby tam pojechać, choć wiedziałem, że wpakuję się w niezły korek. Porzuciłem auto przy drodze i pobiegłem fotografować. Na miejscu okazało się, że to awaria ciepłownicza. Pękła rura z gorącą wodą, a ponieważ był mróz, nad ulicą unosiły się spektakularne kłęby pary. Do tego świeciło mocne, zimowe słońce. Idealne warunki do fotografowania. Na ulicach panował chaos, nad którym starali się zapanować strażacy. Nagle dostrzegłem starszą kobietę o lasce, jak gdyby nigdy nic przechodzącą przez ulicę. Instynktownie zrobiłem zdjęcie, w ostatniej chwili, bo sekundę później cała kompozycja „rozsypała się”.


Zawsze nosisz ze sobą aparat?


Prawie zawsze. Mam plecak fotograficzny, z którym rzadko się rozstaję. Wprawdzie, kiedy wychodzę lub jadę gdzieś z dziećmi, wiem, że nie będę miał głowy, żeby ustawiać przysłonę, czas naświetlania itd. Zawsze jednak mam przy sobie telefon, który przy dobrym świetle sprawdza się całkiem nieźle, mimo że nie zapewni plastyki obrazu z profesjonalnego aparatu. W tym wypadku stary iPhone 6 spełnił swoje zadanie. Wyrzucałem sobie przez jakiś czas, że nie miałem wtedy ze sobą lustrzanki, jednak potem zdałem sobie sprawę, że gdybym ją miał, nie zrobiłbym tego zdjęcia. Byłbym pewnie w innym miejscu, patrzył w inną stronę, kombinował z ustawieniami. Może zrobiłbym inne dobre zdjęcie, ale nie to. Rodzaj sprzętu, którym fotografuję, wpływa na cały proces.


Czego szukasz w fotografii ulicznej? Jakie tematy Cię interesują? Na czym się skupiasz, szukając motywu dla dobrego kadru?


Świetne pytanie. Niestety, nie umiem na nie precyzyjnie odpowiedzieć. Działam bardzo intuicyjnie. Szukam czegoś, co mnie urzeknie, a kiedy to widzę, działam. To na ogół połączenie ciekawego otoczenia, światła i koniecznie elementu ludzkiego. Ulica to ludzie, życie. Bez nich zdjęciom najczęściej czegoś brakuje. Jeśli chodzi o przekaz zdjęć, które robię, to jest to zestaw moich emocji oraz refleksji wobec otaczającej rzeczywistości, wobec zmian społecznych i kulturowych. Każdy oczywiście może, a nawet powinien interpretować te obrazy po swojemu. Jednak ja sam w moich fotografiach odnajduję pewne osamotnienie, zagubienie, melancholię, czasem zauroczenie, czasem absurd…


Czym jest dla Ciebie fotografia uliczna?


Wieloma rzeczami. Przede wszystkim sztuką, formą ekspresji, szansą na stworzenie czegoś pięknego. Jest również sposobem opowiadania o świecie i czasach, w których żyjemy. Dla mnie osobiście fotografia uliczna stanowi też formę aktywnej medytacji. Jestem w ruchu, na świeżym powietrzu i - choć przebywam wśród ludzi - spędzam czas ze sobą i swoimi myślami. To fantastyczny stan umysłu, który potrafi uzależniać.


Wychodzisz na ulicę specjalnie, czy raczej fotografujesz podróżując z punktu A do punktu B?


Coraz częściej są to planowane wypady. Rezerwuję sobie w kalendarzu parę godzin, sprawdzam prognozę pogody i obmyślam miejsce, w którym zacznę działać. Cytując wspomnianego Martina Parra: „albo robisz to porządnie, albo wcale”.


Czy zdarza Ci się wejść w interakcję z ludźmi fotografowanymi na ulicach?


Czasami. Na przykład wówczas, gdy ktoś ma ciekawą twarz i chcę takiej osobie zrobić portret. Zdarza się też, że fotografuję kogoś z bliska, aż do momentu, kiedy mnie zauważy. Wtedy wypada jakoś się zachować. Czasem mówię „dziękuję bardzo” albo „super pani wygląda w tym świetle i musiałem zrobić zdjęcie”. Na ogół jednak staram się unikać interakcji, żeby nie wpływać na fotografowaną rzeczywistość, nie zmieniać jej swoją obecnością.


Czy ludzie reagują na to, że robisz im zdjęcia?


Trudno nie zauważyć gościa, który cię fotografuje profesjonalnym aparatem. Czasem ludzie patrzą z ciekawością, a nawet uśmiechają się, ale częściej odwracają wzrok albo próbują uciec z kadru. Myślę, że w polskim społeczeństwie panuje pewna granicząca z nieufnością ostrożność wobec obcej osoby robiącej nam zdjęcia. Muszę wkładać sporo wysiłku, żeby nie zwracać na siebie uwagi, np. udając, że fotografuję coś innego, gdzieś w oddali.


Jak rozwijała się Twoja przygoda z fotografią? Gdzie się uczyłeś? Czy może jesteś samoukiem?


Jestem samoukiem w tym sensie, że nie ukończyłem studiów o profilu artystycznym. Bardzo dużo skorzystałem jednak z kursów online, warsztatów z fotografami oraz z książek i albumów fotograficznych. To wszystko razem to kawał niezłej edukacji, tyle że organizowanej całkowicie samodzielnie.


Kiedy przestałeś być zwykłym przechodniem, a zacząłeś uprawiać street photo?


Trudno powiedzieć. Wydaje mi się, że pierwsze zdjęcia tego typu robiłem już 15 lat temu, podczas studiów w Szwecji. Nie wiedziałem wtedy, co to street photo, po prostu interesowali mnie zwykli, obcy ludzie i z jakiegoś powodu czułem potrzebę, żeby ich fotografować. Jednak poważnie i świadomie zajmuję się fotografią uliczną od 6 lat.


Fotografujesz na ulicach Warszawy. Czy aparat towarzyszy Ci też w podróżach? Często wyjazdy są dla fotografów pretekstem do twórczych spacerów i odkrywania nowych momentów i miejsc.


Oczywiście. Nowe miejsca zawsze inspirują do fotografowania, bo fotografia jest formą poznawania rzeczywistości. Odkrywania jej. 10 lat temu byłem z żoną na wakacjach w Hawanie. Praktycznie nie rozstawałem się z aparatem, choć teraz, z perspektywy czasu, tamte zdjęcia wydają mi się mało porywające. Moim cichym marzeniem jest wrócić tam z obecnym warsztatem i doświadczeniem. Czuję, że w tej podróży powstaną wspaniałe fotografie.


Ostatni czas był wyzwaniem dla fotografujących. Pandemia jednych zablokowała, dla innych stała się impulsem, by wyjść z domu i zmierzyć się z nią fotograficznie. Jak to było w Twoim przypadku?


Miałem parę pomysłów na wyjazdy fotograficzne, które musiałem przełożyć na przyszłość. Nie powiedziałbym jednak, że pandemia powstrzymała mnie przed robieniem zdjęć. Ograniczenia bywają inspirujące. Zamiast myśleć, dokąd wyjadę fotografować, planowałem sobie zdjęcia w różnych zakątkach Warszawy, odkrywając przy tym świetne miejsca. Wszechobecne maski też mi nie przeszkadzają. Ja jestem bardziej anonimowy, schowany i podobnie ludzie, których fotografuję. Myślę, że dzięki temu czują się bezpieczniej i mniej przeszkadza im obecność fotografa.


W Twoim portfolio można znaleźć portrety. To drugi z tematów, który Cię interesuje?


To tak naprawdę ten sam temat: ludzie. Tu też jest miejsce na niespodzianki, zaskakujące odkrycia, także trzeba być czujnym, by nie przegapić decydującego momentu. Kiedy robię portret, podobnie jak w fotografii ulicznej, szukam jakiejś prawdy. Nie chcę wspólnie z modelem kreować czegoś, co nie istnieje. Rozmawiamy, poznajemy się wzajemnie, a ja w odpowiednim momencie naciskam spust migawki.


Masz swoich mistrzów, którymi się inspirujesz?


Nie próbuję odtwarzać cudzych pomysłów, ale inspiracje z pewnością siedzą gdzieś w mojej podświadomości i biorą udział w procesie twórczym. Do fotografów, których prace podziwiam, na pewno zaliczają się Alex Webb, Steve McCurry czy Fan Ho, z uwagi na niezwykle plastyczne obrazy, które stworzyli. Również Todd Hido, Saul Leiter, Gregory Crewdson za sprawą nastroju, który mają ich zdjęcia. Oczywiście Bruce Gilden oraz Bruce Davidson. Oni świetnie czują klimat miasta, potrafią oddać charakter miejskiej dżungli. Na początku mojej drogi duży wpływ na mnie wywarli też klasycy, tacy jak Henri Cartier- -Bresson czy Elliott Erwitt. Dużo tych nazwisk, bo nie brakuje w historii sztuki wybitnych fotografów. Nic, tylko oglądać i uczyć się.


Czego można Ci życzyć? Co jeszcze chciałbyś osiągnąć w fotografii?


Życzyć - to oczywiście zdrowia. I szczęścia. Bez niego w fotografii ulicznej ani rusz. A jeśli chodzi o moje cele, to w niedalekim czasie chciałbym zorganizować pierwszą indywidualną wystawę i wydać książkę fotograficzną