Fotograf Grzegorz Skowronek i jego dwa reporterskie zdjęcia
2/2021

Pobierz PDF

Grzegorz Skowronek - poradnik dla początkującego fotografa

Każdego dnia na całym świecie powstają miliardy nowych zdjęć i Ty pewnie też dokładasz do tego swoją cegiełkę. Fotografujesz siebie, bliskich, nieznajomych – to, co na wyciągniecie ręki i to, co daleko. Robisz zdjęcia, by zachować w pamięci ważne dla Ciebie chwile, pejzaże czy zjawiska. Za pomocą fotografii chcesz wyrazić siebie. Chcesz, aby Twoje kadry miały „to coś”, by były wyjątkowe. Niezależnie od tego, co Cię kręci - portretowanie, dokumentowanie, eksperymentowanie w plenerze – stając na starcie fotograficznej przygody, zadajesz sobie pytanie: jak zacząć? Postanowiliśmy Ci pomóc. Zebraliśmy garść porad od znakomitych fotografów związanych z naszym miastem: portrecistki, która fotografuje w gorącym Madrycie; fotoreportera i streetowca, dokumentujących życie naszego miasta; fotografki ślubnej, chwytającej w kadr ważne chwile młodych par; fotografki modowej, współpracującej z branżowymi czasopismami oraz fotografa lotniczego, który obserwuje świat z poziomu chmur. Wszyscy oni opowiadają o swojej pasji i przy okazji zdradzają, co zrobić, by Twoje zdjęcia były coraz lepsze.


GRZEGORZ SKOWRONEK, fotoreporter Gazety Wyborczej


Pracuję w tym cudownym zawodzie już ponad ćwierć wieku i nadal jestem przekonany, że wybrałem słusznie. Cofając czas, postąpiłbym podobnie, mimo trudnej specyfiki tej profesji, nienormowanych godzin pracy, zajętych weekendów i dni, kiedy ja biegam z aparatem, podczas gdy znajomi siedzą przy grillu. Nie zamieniłbym tej pracy na żadną inną. Fotoreporterem nie zostanie osoba, która widzi się w sztywnych biurowo-korporacyjnych ramach. Tu trzeba być trochę zakręconym, pozytywnym wariatem. I mieć bardzo wyrozumiałą rodzinę.


Dobry fotoreporter nie powinien fotografować oczywistych tematów w sztampowy sposób. Nie może stać tam, gdzie wszyscy, powinien rozglądać się wokół i podejść do tematu z innej strony. Tak, żeby zaciekawić odbiorcę, szukając niezwykłych sytuacji, emocji, nieoficjalnych gestów, ulotnych chwil.


Wiele jest dróg, by zostać fotoreporterem. Niektórzy idą tradycyjnie. Po maturze jakaś szkoła fotograficzna, studia w tym szeroko pojętym kierunku. Wybór jest ogromny. Najlepsi, najbardziej utalentowani i wytrwali lądują w czeskiej Opavie albo na którymś z wydziałów łódzkiej filmówki. Jedni miłość do fotografii dostrzegają u siebie bardzo wcześnie, drudzy na późniejszym etapie życia, często porzucając dotychczas wykonywaną pracę. Ale absolutnie na samym początku drogi do zawodu fotoreportera czy dziennikarza musimy znaleźć w sobie jeszcze „to coś”. Trudno ramowo to zdefiniować, dla każdego iskrą jest coś innego. Dla mnie była to ciekawość otaczającego świata, ludzi, obserwacja mojego bardzo specyficznego miasta, zachodzących w piorunującym tempie przemian. Dzięki fotografii jestem w samym środku wydarzeń. Bardzo różnych, nie ma nudy. Moja praca polega na fotografowaniu zwykłych miejskich sytuacji, codziennych ludzkich zajęć, ale też imprez sportowych, kulturalnych i politycznych. I nie ma znaczenia, że pracuję w trochę mniejszym mieście niż Warszawa, Wrocław czy Kraków. Że dzieje się tu nieco mniej, że tematy fotograficzne są mniej nośne w skali ogólnopolskiej. Mój szef z agencji fotograficznej Gazety Wyborczej, Sławomir Sierzputowski miał takie powiedzenie do młodych, wyrywnych i niepokornych fotografów: „Myśl globalnie, działaj lokalnie”. Coś w tym jest.


full-PORADNIK05.jpg


O tym, że zostałem fotoreporterem zdecydował trochę przypadek. Ot, rodzice kupili prostą „małpkę” 16-letniemu jedynakowi, a ten, w trudnych czasach początku lat 90. XX w., zamiast być wdzięczny, po kilku miesiącach przehandlował ją za używanego radzieckiego Zenita. Podczas Światowych Dni Młodzieży na Jasnej Górze w 1991 r., całą noc czekałem, żeby być w pierwszym rzędzie za barierkami i móc zrobić zdjęcie papieżowi. Później, któregoś dnia, już jako licealny fotograf „Słowaka”, zamiast do szkoły powędrowałem za starszą panią, która postanowiła pojechać z kozą autobusem PKS. Koza mi pomogła, bo zdjęcie ukazało się w jednym z częstochowskich dzienników, z którym potem zacząłem współpracować. A że nadal byłem licealistą, wielokrotnie jeszcze - chcąc zrobić zadany temat do Gazety - skręcałem w inną drogę niż do szkoły. Rodzice wybaczyli mi moje wielogodzinne przesiadywanie w łazience przerobionej na ciemnię, a ja już wiedziałem, że fotografia jest tym, co chcę robić w życiu.


Dzisiaj, w dobie internetu, błyskawicznie reagujących mediów i komunikatorów społecznościowych, bycie fotoreporterem stało się prostsze. Możemy obserwować publikacje agencji fotograficznych z całego globu, podglądać styl pracy fotoreporterów, ich sposób patrzenia na świat. Właściwie każdy, kto ma odrobinę wrażliwości, wyobraźni i znajdzie się w centrum jakiegoś wydarzenia, może przekazać je obrazem i komentarzem w sieci. Fotografując, należy tylko pamiętać o takiej zwykłej ludzkiej etyce, zachowaniu taktu i dyskrecji. I już stajemy się lokalnym fotoreporterem. Nie trzeba mieć sprzętu wartego kilkadziesiąt tysięcy złotych, żeby zilustrować zastaną scenę. Pewnie, dobry aparat fotograficzny i komplet obiektywów bardzo pomagają, ale współczesne telefony komórkowe w wielu sytuacjach mogą nam służyć niewiele gorzej. Wybór sprzętu to już inna historia, każdy fotoreporter ma swoje ulubione marki, które mu dobrze „leżą”. Bardzo ważne jest, by znać swój aparat i nie być zaskoczonym żadną zastaną sytuacją.


Wybitny francuski fotoreporter, Henri Cartier-Bresson twierdził, że w fotografii liczy się tylko ta chwila, podczas której naciskany jest spust migawki i to tę chwilę trzeba znaleźć w otoczeniu. Wychodził z założenia, że oko fotografa musi dostrzec w przestrzeni kompozycję i intuicyjnie powinno wiedzieć, w którym momencie uwiecznić to na zdjęciu. Jeśli się ten moment przegapi, już nigdy się on nie powtórzy. No właśnie, gdy znajdziemy się w tym odpowiednim czasie i miejscu oraz kiedy będziemy przekonani, że to właśnie ta chwila, którą chcemy pokazać, wówczas nie ma czasu na zastanawianie się nad możliwościami naszego sprzętu.


Dzieląc się zdjęciami w sieci, czy pokazując je znajomym, zawsze pamiętajcie, by każdy, nawet najnudniejszy temat fotograficzny pokazać z sercem. A gdy już poczujecie się na siłach, żeby podzielić się swymi zdjęciami z którymś z portali informacyjnych, przyjdzie czas na weryfikację waszych umiejętności. I tego, czy te umiejętności, a także wysiłek, poświęcony czas i praca włożona w realizację tematu będą odpowiednio wycenione przez zamawiającego. Ale to już zupełnie inny temat.

full-AAAA_GRAFIKA_NA_KONIEC.jpg