Fotografie podróżnicze Krzysztofa Muskalskiego
2/2021

Pobierz PDF

UTRWALAM NA ZDJĘCIACH ŚWIAT, KTÓRY PRZEMIJA

Rozmawiamy z Krzysztofem Muskalskim – lekarzem okulistą i fotografikiem, który prowadzi w Częstochowie autorską galerię fotografii „Czas podróży”, zdobywcą tytułu wybitnego artysty fotografika Federation Internationale de l’Art Photographique.


Sylwia Góra: Z zawodu jest Pan lekarzem okulistą. Jak zatem zrodziła się Pana pasja do fotografii?


Krzysztof Muskalski: Rozwijało się to stopniowo, w powiązaniu z podróżami, które zainspirowały mnie do fotografii. Chciałem utrwalać to, co widziałem, dzielić się tym, szukać nowych inspiracji. A moje wyjazdy zaczęły się już w latach 70. XX w. Stopniowo nabywałem nowy sprzęt z lepszymi możliwościami i to też stymulowało do kolejnych poszukiwań.


Czyli najpierw były podróże?


Tak, to z podróży wyrosła fotografia. A przełomowym momentem w prezentacji moich zdjęć na zewnątrz, na arenie międzynarodowych konfrontacji, stał się konkurs, który sam zainicjowałem, czyli Międzynarodowy Salon Fotografii Artystycznej Lekarzy „PhotoArtMedica”. Jego pierwsza edycja odbyła w roku 2013. Wiedziałem, że wielu moich kolegów też robi dobre zdjęcia, więc zaproponowałem taką formułę w skali międzynarodowej. Okazuje się, że jest to jedyna taka impreza fotograficzna na świecie. Trochę się obawiałem, czy spotka się ona z zainteresowaniem, ale już w pierwszej edycji było dość dużo zgłoszeń, a w tej chwili, po ósmej edycji, mamy już ponad 300 uczestników z 30 krajów świata. Rośnie nam społeczność fotografujących medyków, a całe przedsięwzięcie zostało zauważone przez największą międzynarodową organizację fotograficzną FIAP. To taka fotograficzna FIFA. Od 2015 r. mamy ich auspicje, a od roku jestem w kontakcie z prezydentem FIAP. Podjęliśmy wspólną inicjatywę, żeby w strukturach FIAP utworzyć klub fotografujących medyków. Sam chętnie biorę udział w konkursach, a zdobywanie nagród skutkuje nadawaniem różnych tytułów artystycznych właśnie w FIAP. Moim największym osiągnięciem jest uzyskanie tytułu Excellence FIAP/gold, czyli Wybitny Artysta - poziom złoty – jak tłumaczy to Fotoklub RP. To dla mnie duże wyróżnienie, ponieważ tylko trzech fotografów w Polsce ma ten tytuł. W 2020 r. zaproszono mnie do pokazania wystawy moich fotografii w ramach „The Asia Photo Festival” w Singapurze. Przed miesiącem zostałem nagrodzony Honorowymi Wyróżnieniami w prestiżowym konkursie „Monochrome Photography Awards”, w którym dwie moje fotografie zostały dostrzeżone wśród 7096 zgłoszeń z 91 krajów świata. Te wszystkie osiągnięcia stymulują mnie do dalszych poszukiwań i rozwoju twórczego.


A czy na świat patrzy się inaczej przez obiektyw aparatu fotograficznego?


Myślę, że tak. Aparat pozwala na zatrzymanie się. Zwykle w podróży jesteśmy w biegu, jest mało czasu, napięty program. Ale ta chwila, kiedy stajemy z aparatem, pozwala się zanurzyć w tym konkretnym momencie, w czymś, co nas otacza.


Fotografuje Pan zarówno krajobrazy, architekturę, jak i ludzi. Czy w którymś z tych obszarów czuje się Pan najlepiej?


Określam swoją aktywność jako fotografię podróżniczą. Oczywiście może to być kojarzone z fotografią wakacyjną, rekreacyjną i część osób na pewno tak to odbiera. Natomiast, jeśli myślimy poważnie o fotografii podróżniczej, to jest to prawdziwe wyzwanie. W tej fotografii jest bowiem wiele gatunków, o których Pani wspomniała: portret, krajobraz, fotografia uliczna, makrofotografia. Ja staram się dotknąć tych gatunków możliwie najwięcej, daje mi to bowiem satysfakcję, pozwala rozwijać nowe przestrzenie, badać możliwości kreacji fotograficznej.


Podróżuje i fotografuje Pan już od kilku dekad. Czy jest takie miejsce, osoba, sytuacja, które zapadły Panu w pamięć?


Każdy wyjazd jest inny, inne jest też każde miejsce, nawet jeśli do niego wracamy, bo zmienia się nie tylko świat, ale i nasze na niego spojrzenie. Niewątpliwie sporym dla mnie wyzwaniem było fotografowanie w Korei Północnej. Obowiązywały tam duże restrykcje i nigdy nie było do końca wiadomo, czy można wykonać jakąś fotografię, czy nie. Na szczęście nawet w obecności miejscowych przewodników udawało się sfotografować coś ciekawego. Podróżując, każdy z nas jest zaskakiwany przez nowe sytuacje. Niekiedy mamy wykreowany zupełnie inny obraz jakiegoś miejsca, niż wygląda ono w rzeczywistości i musimy weryfikować swoją ocenę. Na pewno miejscem, które mnie zaskoczyło, była Republika Vanuatu. Śmieję się, że trafiłem tam, wyprzedzając naszych podróżników – Martynę Wojciechowską i Wojciecha Cejrowskiego, którzy byli nawet w tych samych wioskach i nakręcili tam bogaty, ciekawy materiał. To jest archipelag wysp leżący dokładnie „pod nami”, po drugiej stronie kuli ziemskiej. Jeden z najbardziej zróżnicowanych kulturowo krajów świata. Byłem tym miejscem oczarowany i miałem możliwość fotografowania zupełnie innej rzeczywistości. Utrwaliłem na zdjęciach świat, który już też pewnie przeminął, bo to było blisko 20 lat temu.


Dalekie podróże to gros Pańskich wypraw, ale fotografuje Pan też bliskie, rodzime miejsca.


Jak najbardziej, zawsze powtarzam, że żyjemy w pięknym kraju, bardzo różnorodnym. Szczególna jest nasza Jura Krakowsko-Częstochowska. W swojej galerii zaprezentowałem już kilka wystaw pod hasłem „Kraj Jurajski” i ten cykl będzie miał swoją kontynuację. Nie uciekam od tematów rodzimych, wręcz przeciwnie – bardzo je lubię. I w samym mieście i wokół miasta jest wiele ciekawych kontekstów, miejsc do fotografowania.


A kogo lub co najtrudniej się fotografuje?


Człowiek to temat najtrudniejszy, najbardziej wymagający. Potrzebne jest zaangażowanie, zbudowanie relacji, bo ludzie bardzo różnie reagują na fotografowanie - zwłaszcza w obcych kulturach, kiedy to my przyjeżdżamy do kogoś. Należy zachować pewne reguły, stosować się do życzeń czy oczekiwań fotografowanych. Na pewno fotografia uliczna wymaga też dużego refleksu, wyłapania chwili, oddania celnego strzału.


Dzisiaj fotografia stała się powszechnie dostępna i króluje myślenie, że każdy może zostać fotografem. Jak to jest naprawdę, ile czasu wymaga zrobienie i opracowanie dobrego zdjęcia?


Dawniej kupowało się kilka rolek filmu - po znajomości, bo był to towar deficytowy. I wtedy, przy mocno ograniczonej ilości klatek, zastanawialiśmy się nieco dłużej, czy aby na pewno zrobić jakieś ujęcie. Dzisiaj fotografia cyfrowa stwarza pod tym względem nieograniczone możliwości, ale jest to też swego rodzaju „przekleństwo”. Czasami naciskamy migawkę bez opamiętania i przywozimy po parę tysięcy zdjęć. Ja sam staram się ograniczać i wracać mentalnie do tych klisz. W obróbce pierwszym etapem jest selekcja, potem kolejna i dopiero wtedy mam materiał do pracy. Dzisiaj mamy do obróbki zdjęć programy komputerowe, które dają dużo większe możliwości kreatywne niż ciemnia. Programy te sprawiają również, że - gdy już ma się pewne umiejętności - to pracuje się o wiele szybciej niż dawniej.


Czy po odwiedzeniu tylu miejsc ma Pan jeszcze swoje fotograficzne marzenie, miejsce do którego chciałby Pan dotrzeć?


Mam, ale jest ono niezdefiniowane. Chciałbym zostać przez nie zaskoczony. Przez miejsce, sytuację, ludzi. To cały czas musi być przede mną, bo nie da się zamknąć rozwoju twórczego w jakichś ramach i spocząć na laurach.