Naukowczyni Anna Fogtman i zdjęcia Siedziby Europejskiego Centrum Astronautów oraz podwodnego treningu dla astronautów
2/2021

Pobierz PDF

Z CZĘSTOCHOWY W KOSMOS

W Częstochowie coraz śmielej marzymy o wyprawie na Marsa. Świadczą o tym sukcesy projektów łazików marsjańskich, tworzonych przez studentów Politechniki Częstochowskiej, a także fakt, że w Europejskiej Agencji Kosmicznej mamy swoją przedstawicielkę, która zajmuje się opracowywaniem strategii ochrony zdrowia astronautek i astronautów. Z Anną Fogtman rozmawiamy o podróży na Czerwoną Planetę, karierze naukowej i równouprawnieniu.


Magda Fijołek: W kwestii załogowej misji na Marsa jesteś podobno sceptyczką. Dlaczego?


Anna Fogtman: Misje na Marsa są i pozostaną bardzo trudne do zrealizowania, ale możliwe. Jednak zupełnie innym wyzwaniem jest eksploracja powierzchni obcej planety za pomocą maszyn, które będą ją badały i wysyłały dane na Ziemię, a inną – eksploracja obcej planety przez ludzi. ESA i NASA planują przecież wspólną misję na Marsa, tzw. „Mars Sample Return”, której zadaniem jest po raz pierwszy w historii pobrać próbki z powierzchni tej planety i zabrać je na Ziemię, gdzie zostaną przebadane. Będzie to misja w pełni robotyczna, a europejskie technologie będą miały szansę udziału w tym bezprecedensowym wydarzeniu. Misja planowana jest na rok 2026 i potrwa około 5 lat. Będzie to też milowy krok na drodze do rozpoczęcia załogowych lotów na Marsa. Obecność człowieka na Czerwonej Planecie nie będzie możliwa bez wsparcia technologii, które zostaną przetestowane właśnie podczas tej misji. Jednak lot z udziałem człowieka jest dużo trudniejszy do zrealizowania, aniżeli lot jedynie z udziałem maszyn. Po pierwsze, taki lot wiąże się z dużo cięższym ładunkiem do wysłania: będzie on zawierał systemy podtrzymujące życie, zapas wody, jedzenia i leków na wiele miesięcy (szacuje się około 3 lat), a także ubrania i sprzęty, których ludzie potrzebują do funkcjonowania. Cięższy ładunek wiąże się też z wymaganiami dotyczącymi samego statku kosmicznego, których dzisiaj technologicznie nie jesteśmy jeszcze w stanie zrealizować. Do tego dochodzą poważne konsekwencje zdrowotne dla ludzi przebywających przez dłuższy czas w warunkach nieważkości i poddanych działaniu nieprzyjaznych czynników stresowych, w tym zagrażającego zdrowiu i życiu promieniowania kosmicznego. Należy także pamiętać, że czynniki oddziałujące na ciało człowieka zmienią się na różnych etapach misji, np. ze stanu nieważkości ludzie trafią do warunków częściowej grawitacji Czerwonej Planety, na której będą od razu musieli się poruszać i wykonywać pracę. Dodam, że po dziewięciu miesiącach lotu (w stanie nieważkości), nastąpi bardzo poważna utrata mięśni i kości, która wpłynie na zdolność poruszania się ludzi w warunkach grawitacji. Wszystkie te czynniki muszą zostać wzięte pod uwagę przy projektowaniu systemów wspomagających ludzi, a także przy budowie rakiet i statków kosmicznych. A na to potrzebne są duże środki finansowe. Osobiście nie mam dzisiaj większych wątpliwości, że kiedyś ludzkość zobaczy Marsa na własne oczy. Natomiast, mając świadomość opartą na operacyjnym doświadczeniu w lotach załogowych w kosmos, zdaję sobie sprawę, jak trudne wyzwanie przed nami stoi. Jestem absolutną realistką i wiem, że zanim polecimy na Marsa, musimy dowieść, iż potrafimy zrealizować program stałej obecności ludzi na Księżycu tak, jak robimy to dzisiaj na Niskiej Orbicie Okołoziemskiej. Dlatego takie projekty, jak Modernity z PCz Rover Team, są szalenie ważne, żeby dążyć do stałej, zrównoważonej obecności ludzi w przestrzeni kosmicznej.


Masz świadomość, że Twoja opinia chłodzi rozbudzone przez niektórych nadzieje na rychłe loty człowieka na Marsa?


Uważam, że rozbudzone nadzieje o ludzkiej kolonizacji Marsa są dzisiaj nierealistyczne i niemożliwe do zrealizowania. Misja „Mars Sample Return”, o której wcześniej wspomniałam, przywiezie na Ziemię około 1 kilograma pyłu i skały marsjańskiej. Jednak, by misję tę zrealizować, trzeba będzie wybudować kilka rakiet, wiele pojazdów kosmicznych oraz skomplikowanych systemów do pobierania próbek. A to tylko 1000 gramów! Myślę, że wrodzony realizm, spore doświadczenie zarówno akademickie, jak i to, które już mam w planowaniu misji załogowych na Księżyc, każą mi bardzo ostrożnie podchodzić do problemu misji marsjańskich. Wiem jedno, nie dolecimy tam, przeskakując kilka poważnych etapów przygotowań. Chyba, że ktoś wymyśli, jak efektywnie zagiąć czasoprzestrzeń. Mówiąc poważnie: aby z sukcesem zrealizować misję załogową (w obie strony), potrzebujemy całkiem nowych procedur i rozwiązań technologicznych na każdym etapie lotu. Nie oznacza to, że inicjatywy nieco wyprzedzające rzeczywistość nie są potrzebne. Śmiałe wizje są niezbędne, żeby się rozwijać.


Nie rozmawiamy na ten temat bez przyczyny. Pracujesz w Europejskiej Agencji Kosmicznej. Czym się tam zajmujesz?


Do Europejskiej Agencji Kosmicznej, a konkretnie do Zespołu Medycyny Kosmicznej ESA w Europejskim Centrum Astronautów, dołączyłam 3 lata temu. Moja funkcja jest przede wszystkim naukowa i dotyczy wyzwań związanych z eksploracją głębokiego kosmosu, czyli misji załogowych na Księżyc i dalej. W Zespole Medycyny Kosmicznej zajmuję się opracowywaniem strategii ochrony zdrowia europejskich astronautek i astronautów w nadchodzących misjach księżycowych, przede wszystkim przed szkodliwymi skutkami promieniowania kosmicznego. Do tego zalicza się także poszukiwanie nowych technologii medycznych, które jeszcze efektywniej pomogą nam dbać o zdrowie europejskich astronautek i astronautów w lotach kosmicznych. Reprezentuję ESA przed międzynarodowymi partnerami, z którymi wspólnie opracowujemy plany bezpiecznych lotów na Księżyc. Reprezentuję ponadto agencję w programie Gateway – budowie międzynarodowej stacji kosmicznej orbitującej wokół Księżyca. Przeprowadzam również własne badania naukowe, które skupiają się na operacyjnych wyzwaniach przyszłej medycyny kosmicznej. W listopadzie 2020 r. moja funkcja rozszerzyła się i dzisiaj wspieram także zespół SciSpacE w Europejskiej Agencji Kosmicznej. Zespół ten zajmuje się planowaniem i koordynacją badań naukowych na istniejących już i przyszłych platformach do przeprowadzania badań naukowych.


Twoja droga zawodowa i naukowa do ESA nie była wcale taka oczywista. Studiowałaś biotechnologię i biologię molekularną. Później dołączyłaś do jednego z zespołów Polskiej Akademii Nauk. Skąd wziął się pomysł, by starać się o pracę w prestiżowej ESA?


Myślę, że nie ma osoby, która znalazłaby się w ESA w „oczywisty” sposób. Nie istnieją studia przygotowujące do pracy w agencji. ESA tworzą ludzie o różnym wykształceniu, doświadczeniu i ekspertyzie. Jednak wspólnym mianownikiem wszystkich pracujących tu osób jest otwarty umysł, ciekawość świata i akceptacja innych ludzi. Moja osobista droga do ESA była jednak nieco bardziej kręta. Od dawna interesowałam się kosmosem, jednak dosyć późno w mojej karierze zawodowej zorientowałam się, że w dziedzinie lotów załogowych jest miejsce dla ludzi z zakresu nauk przyrodniczych. Był taki moment, w którym regularnie zaczęłam przyglądać się aktywnościom agencji i środowisk naukowych w dziedzinie lotów kosmicznych, śledziłam także oferty pracy, które pojawiały się w tym obszarze. Minęły około dwa lata, zanim ESA opublikowała ofertę, która była dla mnie wyjątkowo interesująca i która rezonowała z moim interdyscyplinarnym doświadczeniem. To właśnie ono doprowadziło mnie do tego miejsca. Kosztem dosyć późnej kariery w przemyśle kosmicznym zdobyłam doświadczenie, bez którego z pewnością nie byłoby mnie w ESA.


Na pewno nie wystarczyło złożenie tam swojego CV...


Proces rekrutacji do Europejskiej Agencji Kosmicznej jest nieco bardziej skomplikowany. Oczywiście pierwszym krokiem jest złożenie w wymaganym terminie CV i listu motywacyjnego. Po wstępnej selekcji osób aplikujących jest się zaproszonym na pierwszy etap rozmów kwalifikacyjnych, które polegają na zdalnej rozmowie, podczas której w czasie rzeczywistym odpowiada się na pytania zdefiniowane wcześniej przez ESA. Rozmowa ta jest nagrywana, a nagranie jest później analizowane przez specjalistki i specjalistów z odpowiednich zespołów, do których odbywa się rekrutacja. Po przejściu tego etapu jest się zaproszonym na rozmowę kwalifikacyjną, na którą trzeba stawić się osobiście. W moim przypadku było to Europejskie Centrum Astronautów w Kolonii. Na obu etapach padają pytania z zakresu zdobytego już doświadczenia i wiedzy o zadaniach, jakie stoją przed kandydatem/kandydatką w funkcji, na którą aplikują. Dodatkowo, bardzo ważnym elementem rozmowy osobistej jest ocena zdolności i cech interpersonalnych. W ESA znajdą miejsce jedynie osoby, które posiadają wrażliwość i akceptację dla drugiego człowieka, bez względu na jego tożsamość płciową, orientację seksualną, pochodzenie, kolor skóry czy religię. Dodam także, że cała komunikacja w Europejskiej Agencji Kosmicznej odbywa się po angielsku (drugim oficjalnym językiem agencji jest język francuski), dlatego biegłe władanie tym językiem jest warunkiem koniecznym.


Wielu Polaków pracuje w ESA? Czy jesteś jedyną Polką?


ESA zatrudnia ludzi bezpośrednio, a także przez firmy zewnętrzne, w ramach kontraktów dla firm z krajów członkowskich. Oczywiście Polki i Polacy pracują w zasadzie w każdym z ośrodków ESA w Europie. Ja jestem obecnie jedyną Polką pracującą w Europejskim Centrum Astronautów. Najwięcej Polek i Polaków pracuje w holenderskim oddziale ESA: Europejskim Centrum Badań Kosmicznych i Technologii (European Space Research and Technology Centre).


I tu dochodzimy do kolejnej kwestii. W swojej pracy w ESA, oprócz badań czy projektów naukowych, skupiasz się także na uprzedzeniach ze względu na płeć w istniejących już regulacjach dla astronautek i astronautów. „Praca w kosmosie” tak bardzo ogranicza udział w niej kobietom?


Po pierwsze, zauważ proszę, że pomimo iż w moim profilu na stronie „Twarzy Przyszłości” nie wspomniałam, że chodzi o dyskryminację kobiet, sama zrobiłaś takie założenie. Znaczy to tylko tyle, że „jest coś na rzeczy”. „Dyskryminacja” to mocne słowo, które może wskazywać na brak dobrych intencji, dlatego celowo go nie użyłam. Kwestia jest nieco bardziej skomplikowana. Niemniej jednak, problem uprzedzeń ze względu na płeć istnieje w medycynie i niestety nie omija medycyny kosmicznej. A to dlatego, że opiera się ona na medycynie „ziemskiej”. W medycynie kosmicznej braki w wiedzy medycznej o tym, w jak różny sposób ciała mężczyzn i kobiet reagują na warunki lotów kosmicznych, wiążą się także z poważnymi konsekwencjami finansowymi. Według obecnych strategii ochrony zdrowia NASA, amerykańskie astronautki spędzają mniej czasu w przestrzeni kosmicznej niż amerykańscy astronauci. Obecnie stosowane modele matematyczne wskazują na to, że u kobiet istnieje wyższe ryzyko wystąpienia nowotworu w wyniku promieniowania kosmicznego. Dlatego ich misje kosmiczne są krótsze, pomimo że szkolenie kobiet i mężczyzn zajmuje tyle samo czasu i kosztuje tyle samo pieniędzy. Problem polega na tym, że te modele korzystają ze zbieranych od ponad 75 lat danych, które są pełne założeń opartych na głęboko zakorzenionych stereotypach. Ponieważ ESA i NASA wkrótce zharmonizują swoje podejścia do szacowania ryzyka zdrowotnego, w naszym zespole bardzo intensywnie pracujemy nad tematem poznania i wyjaśnienia mechanizmu różnic w odpowiedzi kobiet i mężczyzn na promieniowanie jonizujące. Pozwoli nam to na ocenę całego spektrum ryzyka zdrowotnego astronautek i astronautów, a także na opracowanie personalizowanych środków zaradczych, dopasowanych do ich indywidualnej odpowiedzi.


Czujesz się „kosmiczną” feministką? W naszych wcześniejszych kontaktach zwracałaś uwagę na to, aby - opisując Twój zawód - używać nazw żeńskich.


Po pierwsze czuję się człowiekiem, który ma takie samo prawo bycia na tej ziemi i poza nią, jak każda inna osoba, a także każda istota żyjąca. Jestem humanistką, a co za tym idzie, feministką. Dzisiaj feminizm wykracza poza kanon, z którego wyrósł i walczy o prawa i godność wszystkich ludzi oraz istot z nimi współżyjących, ponieważ człowiek jest tylko jednym z elementów ekosystemu Ziemi. Podstawowym elementem walki z wykluczeniem jest język. Nie zastanawia Cię, dlaczego żeńskie formy używane są częściej przy określaniu mniej prestiżowych funkcji czy zawodów, w przekleństwach, a także przy wyrażaniu negatywnych cech osobowości? Natomiast męskie formy częściej używane są przy wyrażaniu cech pozytywnych, godnych naśladowania, przy prestiżowych, lepiej płatnych zawodach. Po pierwsze, jest to szalenie niesprawiedliwe. A po drugie, nie jest to poprawne. Powinniśmy aktywnie wracać do polszczyzny, w której reprezentowane są obie płcie. Uważam, że jest to obowiązek wszystkich osób, które wypowiadają się publicznie. Poprawna polszczyzna jest fundamentem równości ludzi w każdym z obszarów życia społecznego.


Pracujesz w Ośrodku Szkolenia Astronautów w Kolonii, nie ciągnie Cię, aby samej „wyskoczyć” na Księżyc, a nie zajmować się przygotowaniami astronautek i astronautów ?


Jasne, że ciągnie. Dzięki pracy w Europejskim Centrum Astronautów mam pełną świadomość, jak wymagający jest proces selekcji astronautek i astronautów. Należy do tego dodać, że Polska obecnie nie uczestniczy w programie lotów załogowych ESA. Bez względu na to, z pewnością złożę swoją aplikację przy następnej kampanii rekrutacyjnej. Myślę, że ujrzenie Ziemi z perspektywy kosmosu, a później postawienie własnej stopy na obcym ciele niebieskim, to coś najwspanialszego, czego człowiek może doświadczyć. Zdecydowanie jest to jedno z moich największych marzeń.


Kosmos, Kolonia, Częstochowa - łatwo to ze sobą połączyć?


Łatwiej, niż myślałam. Niestety, prawdziwą rakietą jeszcze nie dysponuję (choć mój samochód nazwałam „rakieta”), ale na szczęście istnieją alternatywne środki transportu, dzięki którym w miarę często i regularnie odwiedzam rodzinne strony. Lubię jednak najwolniejszy, a dzisiaj najbezpieczniejszy z powodów epidemicznych środek transportu – samochód, ponieważ zawsze mam się gdzie zatrzymać po drodze. W moim przypadku stosunek do długich podróży to raczej stan umysłu. Jeśli się czegoś chce, to zawsze się da. Bardzo liczę na to, że tak samo będzie z podróżą na Księżyc.