Fotografie: Cyprian Baszyński, Maks Mucha, Michała Rorata, Marek Pospieszalski, Paweł Surman. Okładki płyt: ?THE LOOK OF COBRA?, ?BERRY?, ?MOONRISE?, ?MAREK POSPIESZALSKI GRA PIOSENKI,
KTÓRE ŚPIEWAŁ FRANK SINATRA?, ?ERUPTION?
3/2021

Pobierz PDF

IDZIE MŁODE!

Podobno, jeśli chodzi o jazz, młodzi mają zawsze rację. I mimo że nie da się ostatecznie zweryfikować tak odważnej tezy, to jakaś prawda niewątpliwie się za nią kryje. Dlatego warto trzymać rękę na pulsie i bacznie śledzić muzyczne poczynania młodych jazzmanów związanych z Częstochową. W czasach pandemii oraz ograniczonego dostępu do koncertowej oferty mamy dla Was propozycję kilku płyt, na których można usłyszeć takich właśnie artystów.


„THE LOOK OF COBRA” (2017 r.)


Cyprian Baszyński i jego NSI Quartet nie oglądają się na nikogo. Nie lubią zwalniać, nie potrzebują też łapać oddechu. Czasami można odnieść wrażenie, że ich muzyka chciałaby pożreć cały świat. Druga płyta zespołu - „The Look of Cobra” jest tego najlepszym dowodem. Dzika improwizacja, która dominuje tu nad okrzepłymi jazzowymi formami i tematami, niesie nas przez ponad pięćdziesiąt minut muzyki. Jest to przejażdżka wielce satysfakcjonująca. Pewnie dlatego, że mimo żywiołowego charakteru, wszystko jest tutaj poukładane we właściwych proporcjach i konfiguracjach. Dlatego człowiek, słuchając tego albumu, ma przekonanie, że jest w dobrych rękach. Że nawet gdyby trafił na jakiś wyjątkowo zwodniczy wir, to muzycy i tak bezpiecznie przeprowadzą go na brzeg. Krótko mówiąc - jest to free jazz najwyższej próby, który śmiało romansuje również z innymi odcieniami gatunku. Oprócz trąbki Cypriana na „The Look of Cobra” usłyszymy Bartka Prucnala (saksofon), Macieja Adamczyka (kontrabas), Dawida Fortunę (perkusja) oraz gościnnie, w trzech utworach, doskonałego pianistę Dominika Wanię. Ten ostatni wniósł na płytę zaskakującą cegiełkę „melodyjności”, która doskonale komponuje się z całością.


„BERRY” (2019 r.)


Kontrabasista Maks Mucha nagrywa płyty z wieloma muzykami, w wielu składach. Zawsze jednak wybiera najciekawsze projekty, gwarantujące najwyższy poziom artystyczny. Podobnie jest w przypadku Więcek & Gawęda Quintet. Ralph Alessi (trąbka), Kuba Więcek (saksofon), Mateusz Gawęda (pianino), Moritz Baumgärtner (perkusja) to prawdziwa ekstraliga jazzowych scen. Mucha do tej ekstraligi od pewnego czasu również należy. Ich wspólne dzieło, album „Berry”, to opowieść wielobarwna i wielowątkowa. Można by powiedzieć, że jest ona wręcz zaskakująco „narracyjna”. Momenty dramatyczne przechodzą tutaj naturalnie w niepokój, by po chwili skręcić w jakieś wyciszenie i oczyszczenie. Nic, tylko zamknąć oczy i dobudowywać do tych dźwięków obrazy. Utwory skonstruowane są tu według prostej, ale przy tym niezwykle uwodzicielskiej formuły – mamy temat przewodni, wokół którego poszczególni muzycy i ich instrumenty krążą jak wolne elektrony. Wplatają w przestrzeń muzyczną ogrom pomysłów i emocji, pozostawiają przy tym sporo miejsca na grę pauzą i swoiste zawieszenie. „Berry” to lektura obowiązkowa.


„MOONRISE” (2018 r.)


Każdy częstochowski miłośnik jazzu doskonale zna Michała Rorata. Występował on tutaj na niezliczonej ilości koncertów i jam session, współpracował z wieloma lokalnymi muzykami. Był nawet opiekunem jednego z jazzowych cykli w ramach projektu „Aleje - tu się dzieje!” oraz współtworzył muzykę na potrzeby Teatru im. Adama Mickiewicza. Oczywiście muzyczna aktywność Rorata nie ogranicza się jedynie do naszego miasta, czego przykładem jest chociażby płyta „Moonrise” Robert Szewczuga Trio. Kooperacja częstochowskiego pianisty z Robertem Szewczugą (bas) i Pawłem Dobrowolskim (perkusja) zaowocowała materiałem zapatrzonym w klasyczne brzmienia, ale przy tym opartym na szukaniu własnych rozwiązań. To jazz melodyjny, pełen harmonii, a kojący potencjał tego albumu zyskuje jeszcze bardziej na aktualności w trudnych, pandemicznych czasach. I choć w większości utworów na pierwszym planie znajduje się przede wszystkim bass lidera projektu, to jednak charakterystyczne brzmienie klawiszy Rorata nadaje całości właściwego koloru i lekkości.


„MAREK POSPIESZALSKI GRA PIOSENKI, KTÓRE ŚPIEWAŁ FRANK SINATRA” (2017 r.)


Marek Pospieszalski jest już zasłużoną i ważną osobowością polskiej sceny jazzowej. Wybierając do tych polecajek płytę z jego udziałem, naprawdę było w czym przebierać. Ominęliśmy jednak oczywiste płyty z dyskografii Wojtek Mazolewski Quintet czy Kuba Płużek Quartet, by postawić na album zaskakujący. Tytuł „Marek Pospieszalski gra piosenki, które śpiewał Frank Sinatra” może sugerować jakiś żart czy zgrywę, jednak materiał, który się pod nim skrywa, jest całkowicie na serio i przynosi ogrom radości. Pospieszalski – w asyście Eliasa Stemesedera (fortepian), Maksa Muchy (kontrabas – tak, tak w ten sposób Maks po raz drugi wkradł się do tego zestawienia) oraz Maksa Andrzejewskiego (perkusja) – wziął na warsztat dorobek giganta amerykańskiej muzyki i zrobił na niej totalną dekonstrukcję. Zawiedzie się ktoś szukający tu lekkich, jazzujących coverów. Muzycy rozkładają przeboje Sinatry na najdrobniejsze elementy i układają z nich brawurowe dźwiękowe konstrukcje - to oddalając się o lata świetlne od oryginałów, to gwałtownie się do nich zbliżając. Bez dwóch zdań to album do wielokrotnego słuchania, przy każdym kolejnym odpaleniu z łatwością znajdziemy inne smaczki. A kto się już nim nasyci, niech koniecznie sprawdzi też płyty duetu „Malediwy”, gdzie Pospieszalski pokazuje się z jeszcze innej strony.


„ERUPTION” (2017 r.)


Paweł Surman pochodzi z Zawiercia, ale jest absolwentem częstochowskiej szkoły muzycznej i z naszą sceną muzyczną jest mocno związany (m.in. współtworzył projekty BlackBird, Coffee&Cigarettes oraz album „Mój ulubiony Młynarski” Piotra Machalicy). Tym razem jednak chcieliśmy polecić jego „wyjazdowy” projekt, czyli album „Eruption” zespołu SoundMeck. Liderką całego przedsięwzięcia jest Sabina Meck, niezwykle uzdolniona jazzowa wokalistka. Jej charyzma jest duchem napędzającym tę muzyczną machinę. Dzięki niej płyta pełna jest odważnych wokaliz i wypraw na wysokie rejestry kobiecego głosu. Z kolei trąbka Pawła Surmana jest tu znaczącym kontrapunktem – skacze od melodii do progresywnych brzmień, czasem dąży do równowagi, a czasem wyrywa się ku niezależności. W „Eruption” głos i trąbka to instrumenty wiodące. Choć nie można też zapomnieć o gitarze Łukasza Kokoszki, kontrabasie Adama Tadela i perkusji Szymona Madeja. Wszyscy oni potrafią trzymać słuchacza w napięciu, serwować mu nagłe zwroty akcji, gwałtowne załamania harmonii i cięcia muzycznej przestrzeni – na dodatek przy zachowaniu swoistej piosenkowej struktury całości.


af

full-GRAFIKA_NA_KONIEC.jpg