Na scenie Tie Break, Dianne Reeves i Billy Cobham
3/2021

Pobierz PDF

FOTO KWESTIONARIUSZ: Aneta Zalejska

Aneta Zalejska to pełna pasji częstochowska fotografka. Ma na koncie autorską wystawę fotografii pt. „Dźwięk uchwycony w kadrze” oraz udział w zrealizowanej wspólnie z Januszem Różańskim ekspozycji pt. „jazz &…”. Dokumentowała fotograficznie projekty Janusza YANINY Iwańskiego. Jej zdjęcia ukazały się gościnnie na wielu płytach (m. in. „Złota Edycja PROJEKT GRECHUTA” zespołu Plateau). Jest stałą bywalczynią festiwali jazzowych oraz aktywną animatorką muzycznych działań środowiska częstochowskiego.


Jak to się zaczęło? Moje pierwsze zdjęcia...


Wszystko zaczęło się niepozornie. Poszukiwałam sposobu na wyrażenie siebie, pokazanie, jaka jestem wewnątrz. W tamtym czasie zderzało się to we mnie z chwilami wypełnionymi muzyką, która mnie otulała i potrafiła wzbudzić szeroką tęczę emocji. To połączyło się instynktownie. Postanowiłam spróbować. Jedne z pierwszych zdjęć, jakie zrobiłam, zobaczyli Magdalena Pijewska oraz Marek Czekaj i to ich opinia zainspirowała mnie, by zrobić kolejny krok w stronę fotografii. Właściwie od dzieciństwa „podglądałam” muzyków - zawsze gdzieś z ukrycia. Z tych „tajnych miejsc” widziałam coś, co było wtedy tylko moje. Układało się to jakby w małe kadry. Taki był początek, mogłabym powiedzieć, realizacji dziecięcych marzeń.


Twoja fotograficzna specjalizacja...


Jak można się domyślać po wstępie, jest to fotografia muzyczna. Sądzę, że mogłabym ją nazwać „specjalizacją jazzową”. To właśnie jazz spowodował we mnie eksplozję odczuć dźwiękowych, które w konsekwencji zaczęłam przekładać na kadry. Ten rodzaj muzyki, tak wspaniały, otwierający wiele przestrzeni i wielopłaszczyznowy, nie jest dla każdego, ale dla mnie okazał się swoistą karmą. Drogę w poznawaniu coraz to większych głębi jazzowych podróży zawdzięczam Januszowi Yaninie Iwańskiemu. Czuję wielką wdzięczność za każdą „lekcję”, jaką od niego otrzymałam, wpłynęło to bowiem ogromnie na poszerzenie moich umiejętności słuchania muzyki i wsłuchiwania się w dźwięk. Dodam, że wspólna podróż z grupą Tie Break była totalnie zjawiskowa. Zaszczytem był dla mnie fakt, że moja wystawa stała się częścią obchodów 35-lecia zespołu.


W fotografii szukasz / omijasz...


W fotografii poszukuję człowieka. Miałam przyjemność poznać na swojej fotograficznej drodze wielu wspaniałych muzyków. Mogłam z nimi pobyć, porozmawiać, a następnie rozkoszować się ucztą, którą serwowali podczas koncertów. Zanurzając się w dźwiękach, niejednokrotnie stawali się jednością z instrumentem. Ich twarze, gesty, ekspresja sceniczna bywają zupełnie różne i indywidualne - to właśnie próbuję uchwycić i przekazać w swoich zdjęciach.


full-zalejska02.jpg


Największe fotograficzne wyzwanie...


To było totalne szaleństwo, kiedy Janusz Różański zaprosił mnie do wspólnej wystawy „jazz&...” w Pałacu w Nakle Śląskim. Do wystawy pozostawał miesiąc, a ja miałam tylko zdjęcia w plikach, bez oprawy. Zbieg okoliczności, czy jakkolwiek to nazwać, spowodował, że dwa miesiące wcześniej byłam u Oli i Tomasza Fularskich na warsztatach introligatorskich i podstaw oprawy obrazów. Właśnie w tej pracowni, z pomocą mojej córki Patrycji i mocą własnych rąk, z niesamowitą prędkością i w efekcie ogromnego oddania powstała moja czarno-biała część wystawy „jazz&...”. Ta ekspozycja odwiedziła również Częstochowę.


Twój pierwszy aparat a twój aktualny aparat, czyli historia sprzętowych zmian...


Tutaj pojawi się, że tak powiem, „mały początkowy zgrzyt”. Kiedy podjęłam decyzję, by za pomocą aparatu pokazywać, co dostrzegam i czuję, moje pierwsze kadry powstawały w niecodzienny sposób. Na mojej szyi zawisły dwie marki: Canon i Nicon. Tak było, ponieważ szukałam bliższego mi instynktownie i organoleptycznie sprzętu. Wygrał Canon! I ta marka jest już ze mną do dziś. Pierwszy aparat Canon 1D Mark II to wymagający reporterski sprzęt, dlatego szczerze obawiałam się, że mu nie sprostam. Jednak pokochałam go od razu. Obecnie czynny jest Canon EOS 6D, lecz z sentymentem wracam czasami do 1D Marka II.


Ulubione fotograficznie miejsce...


W moim przypadku fotografia jest okołosceniczna, więc trudno mi wskazać jedno miejsce w Częstochowie, które najbardziej lubię. Moim zdaniem najefektowniej oświetlone i najpełniej dopracowane w zakresie wizualnym koncerty proponuje nasza Filharmonia. Jednak najbardziej klimatyczne są małe podwórka, uliczne, kameralne koncerty, podczas których słuchacze mają większą szansę zespolić się z muzykami, a tym samym z dźwiękami.


full-GRAFIKA_NA_KONIEC.jpg