Ratownicy GOPR w czasie akcji w jaskini
4/2021

Pobierz PDF

JURAJSKI GOPR

Wielkimi krokami zbliża się długi weekend majowy. Dla wielu z nas będzie to otwarcie letniego sezonu wycieczkowego. Mamy wielkie szczęście mieszkać na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, dzięki czemu wspaniałe trasy turystyczne są tuż obok. Abyśmy mogli czuć się na nich bezpiecznie, proponuję poznać nieco bliżej naszych aniołów stróżów, którzy, choć niewidoczni na co dzień, zawsze są w gotowości, by wyciągać nas z tarapatów.


Historia ratownictwa górskiego na naszych ziemiach sięga założenia w 1909 r. we Lwowie Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, które za swą siedzibę obrało Zakopane. Okres powojenny i rzeczywistość PRL wtłoczyły organizację w ramy nowo powstałego, centralizującego nadzór nad działalnością turystyczną obywateli Polskiego Towarzystwa Turystyczno- Krajoznawczego. W tych strukturach, z inicjatywy ratowników, w 1952 r. powstało Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe, rozszerzające dotychczasową działalność na kolejne pasma górskie. Z czasem ratownicy zyskali niezależność od PTTK. Ze względu na wysokogórski charakter Tatr przywrócono autonomiczny TOPR, z kolei GOPR zaczął działać w ramach Grup Regionalnych.


Ważny jest fakt, że ratownictwo górskie obecne jest również na wyżynach. Jura Polska, rozciągająca się od Wielunia przez Częstochowę po Kraków, jest jednym z ciekawszych regionów turystycznych Polski. Liczne jaskinie i skały stwarzają możliwość uprawiania ekstremalnych sportów linowych. Mnogość szlaków oraz ścieżek pozwala również na spokojniejszą aktywność na łonie natury. Dzięki gęstej sieci dróg można dotrzeć w wiele miejsc własnym samochodem. Opuszczając pojazd i ruszając choćby tylko na spacer, niemal natychmiast znajdujemy się w terenie niedostępnym dla miejskich pojazdów, co wiąże się z tym, że przy różnego typu wypadkach i kontuzjach karetka pogotowia nie ma szans dotrzeć do potrzebującego. Nie jest w stanie wjechać na grząską, piaszczystą drogę czy manewrować między skałami. W takich przypadkach pomoc niesie Grupa Jurajska Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.


Geneza tej grupy jest ściśle związana ze sportami ekstremalnymi. Jeszcze na początku lat 90. XX w. na terenie rezerwatu przyrody Góra Zborów w Podlesicach biwakowało „na dziko” wielu wspinaczy. Z myślą o ochronie przyrody i komforcie gości gmina utworzyła pole biwakowe, które z czasem zostało oddane pod opiekę Polskiemu Związkowi Alpinizmu. Z jego ramienia pierwszymi gospodarzami byli Irena i Piotr van der Coghenowie, beskidzcy ratownicy GOPR. Była to wyłącznie baza sportowa, jednak społeczność wspinaczkowa wiedziała, że może od stacjonujących w tej bazie ludzi otrzymać pomoc. W taki sposób zaczęły tam spływać zgłoszenia o wypadkach. Oczywiście nie był to jedyny zalążek ratownictwa na Jurze, jednak to właśnie tam swe źródła ma obecna grupa ratowników. Tymczasem zapotrzebowanie na specjalistyczną pomoc ratowniczą w tym rejonie rosło. Początkowo ratownicy zorganizowali się w formie stacji sezonowej Grupy Beskidzkiej GOPR. W 1994 r. zyskali niezależność jako Jurajskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe. Ratowanie życia wymagało adekwatnego finansowania, co spowodowało powrót jednostki w 1998 r. do GOPR - już jako niezależnej Grupy Regionalnej.


Obecnie nad naszym bezpieczeństwem czuwa - przez cały rok, 24 godziny na dobę - ponad setka ratowniczek i ratowników. Są profesjonalistami, choć gros z nich poświęca na służbę swój prywatny czas i zasoby. Oczekują na wezwanie w trzech stacjach: centralnej w Podlesicach (działającej non stop), terenowej w Olsztynie (otwartej przez cały rok weekendowo) oraz terenowej w Będkowicach (otwartej cały rok weekendowo oraz przez cały tydzień od początku maja do końca września). Całą grupą kieruje Naczelnik Robert Pilarczyk.


Niosąc nadzieję i pomoc, ratownicy pracują wszędzie tam, gdzie inni nie mogą. Prowadzą niebezpieczne akcje docierania do osób poszkodowanych czy zaklinowanych w jaskiniach, przybywają pod eksponowane skały do poturbowanych wspinaczy, uczestniczą w akcjach poszukiwawczych oraz pojawiają się w każdym miejscu, w które tzw. niedzielnych turystów zaprowadził brak wyobraźni. Służą wyspecjalizowanym wsparciem również przy katastrofach i kataklizmach. Korzystają z najnowocześniejszego sprzętu i najwyższego możliwego wyszkolenia. Ludzi wspierają psy, quady i samochody terenowe. Ratownicy współpracują ze służbami oraz Lotniczym Pogotowiem Ratunkowym. Dodatkowo, wspólnie z organizacjami turystycznymi, promują naszą część Polski oraz zajmują się edukacją w zakresie bezpieczeństwa. Wyposażają kluczowe miejsca regionu w defibrylatory. Mogą służyć nam, turystom i mieszkańcom Jury, dzięki zleceniom MSWiA, mecenatowi oraz wpłatom bezpośrednio od osób, którym pomagają m.in. dzięki przekazywaniu 1% przy rozliczeniu podatkowym.


Daniel Zalejski