Trzy fotografie aktorki Iwony Chołuj
4/2021

Pobierz PDF

25 to fajna liczba

Do teatru trafiła prosto z planu „Bożej Podszewki”. Mieszka w Częstochowie dłużej niż w rodzinnym mieście i czuje się już prawdziwą częstochowianką. Dała się poznać jako wspaniała aktorka śpiewająca. Ostatnio Iwonę Chołuj można oglądać w spektaklu „Fałsz”.


Magda Fijołek: Jubileusz 25-lecia pracy twórczej wypadł Ci w zaskakującym czasie...


Iwona Chołuj: Nigdy tak go sobie nie wyobrażałam. Dobrze, że są portale społecznościowe, na których można się pochwalić tym jubileuszem.


Na szczęście są też przerwy między jednym a drugim lockdownem, kiedy teatr pracuje prawie normalnie. Dzięki temu można było Cię zobaczyć w premierowym spektaklu „Fałsz”. Twoja postać ma silny charakter, skrywający jednak wrażliwość. Wiesz, że jesteś kojarzona z rolami silnych kobiet?


Jestem aktorką organiczną. Czułabym się bardzo źle w tak zwanej „papierowej” roli, gdzie postać ma tylko być i dobrze wyglądać (śmiech). Mój temperament rozwaliłby mnie od środka. I tą energią właśnie ujął mnie „Fałsz”. Mamy fana, który był już wielokrotnie na tym spektaklu i ciągle doszukuje się w nim nowych rzeczy. Właśnie takie role lubię - czasami kontrowersyjne lub niejednoznaczne.


Mnie bardzo uwiodła Twoja rola w spektaklu „Czyż nie dobija się koni?”, w której jesteś delikatna i liryczna.


Jeśli chodzi o tę rolę, to była ona pisana dla mnie podczas prób. Początkowo miałam mówić tylko jedno zdanie, a potem, z próby na próbę, Magdalena Piekorz wraz ze swoim asystentem Krzysztofem Knurkiem dopisywali mi kolejne kwestie. To było niesamowite. Jak się czułam w tej roli? Uwielbiam swoją liryczność, zazwyczaj ujawniam ją podczas koncertów. W życiu scenicznym natomiast uwielbiam ostre postacie i komedie. Rosemary była postacią z moich piosenek.


A co się dzieje, kiedy nie czujesz roli, traktujesz ją jako wyzwanie?


Rezygnuję. Zdarzyło mi się to dwa razy w ciągu 25 lat, więc chyba nie jestem wybredna (śmiech).


Wróćmy do śpiewania. Jesteś śpiewającą aktorką, czy też uprawiasz piosenkę aktorską?


Nazwałabym się śpiewającą aktorką, chociaż lubię piosenki z tekstem, który chce coś przekazać. W moim śpiewaniu aż tak dużo interpretowania nie ma. Ja bardziej nazywam siebie klimaciarą. Uwielbiam, jak jest koło mnie dobry zespół i dobre aranżacje. Wybieram piosenki, które są dla mnie piękne. Co nie znaczy, że są one łatwe.


Pomimo zajęć ze śpiewu na studiach aktorskich, nie wszyscy aktorzy wykorzystują go na swojej drodze artystycznej. Ty wręcz przeciwnie. W domu też śpiewasz?


Tak. Często, idąc ulicą, śpiewam sobie różne piosenki. Zdarza się nawet, że wychodzę na jakąś nieuprzejmą osobę, bo nie zauważam kogoś znajomego, gdy jestem pochłonięta piosenką. Czasem śpiewam na głos, czasem tylko wewnętrznie. Musze też dodać, że jestem po szkole wokalno-aktorskiej w Gdyni, teoretycznie więc powinnam była zostać w Teatrze Muzycznym i występować w musicalach, które zresztą kocham oglądać. Jednak podczas studiów wspaniała aktorka Joanna Bogacka powiedziała mi – wybierz teatr dramatyczny, bo śpiewać zawsze będziesz mogła. Cieszę się, że tak mną pokierowała, bo jeśli chodzi o warsztat aktorski, to najlepiej rozwija się go w teatrze dramatycznym. Chociaż nie ukrywam, że bardzo chciałabym zagrać w jakimś musicalu.


Masz jakąś swoją ulubioną piosenkę spośród tych, które śpiewasz?


Z ulubionymi piosenkami jest tak, że to zależy od mojego nastroju. Poza tym ta, która była ulubiona koncert temu, jest już przeze mnie tak wyśpiewana, że mimo iż nadal ją kocham i mam ją w sobie, to już szukam następnej, która mnie zainspiruje. Nie mogłabym wskazać jednej ulubionej.


W jaki sposób dokonujesz wyboru piosenek do swoich koncertów?


Przede wszystkim zwracam uwagę na tekst. Są to piosenki innych autorów, choć sama mam kilka własnych tekstów ukrytych w szufladzie. Śpiewam też wyłącznie po polsku, bo tak czuję.


A jakiej muzyki słuchasz na co dzień?


Słucham różnej muzyki, jestem słuchaczem absolutnym.


Te 25 lat na scenie minęło jak jeden dzień?


Tak i myślę sobie, że 25 to bardzo fajna liczba. Tym bardziej, że w wieku 25 lat trafiłam tutaj do teatru.


Do Częstochowy ściągnął Cię Henryk Talar…


Historia była niesamowita. Jako studentka pojechałam na plan serialu „Boża Podszewka” i tam jedna ze starszych koleżanek poradziła mi, abym podeszła do któregoś z aktorów czy dyrektorów i zapytała o możliwość pracy. Byłam zaskoczona, że tak się to robi (śmiech). Wskazała Henryka Talara, podeszłam do niego, poprosił mnie, abym coś o sobie powiedziała. Posłuchał i powiedział: „Wiesz co… dzisiaj wieczorem spotkasz się z Panią Emilią Krakowską, przeczytacie razem tekst ‘Usta przewrotne’, bo jedna z naszych aktorek nie może zagrać”. Pojechałam do Pani Emilii do domu, przeczytałyśmy, zadzwonił Henryk i zapytał jak mi poszło, pani Emilia stwierdziła, że bardzo dobrze. Tydzień później dostałam informację, że mam natychmiast nauczyć się tekstu i jechać do Częstochowy, aby zacząć próby z Panią Emilią Krakowską. Przyjechałam, zagrałam i dostałam na scenie niezłą szkołę od Pani Emilii. Miała do tego prawo, a ja teraz czuję się wobec niej bardzo wdzięczna. Zaserwowała mi w krótkim czasie kurs aktorstwa dramatyczno-scenicznego. Nie spałam po nocach. Uczyłam się tekstu wszędzie. Po jednym ze spektakli, zagranym akurat w Poznaniu, Pan Henryk przybiegł do mnie z wielkim bukietem kwiatów i zapytał mnie, czy zechcę zostać aktorką w jego teatrze. Byłam w szoku.


Trafiłaś do Częstochowy i chyba dobrze się tutaj czujesz...


To prawda, fakt jest faktem, że dłużej mieszkam tutaj niż w swoim rodzinnym mieście. I czy się to komuś podoba, czy nie - jestem częstochowianką. Mam tutaj swoją ziemię w Aleksandrii, mam tu swoich przyjaciół, miałam tutaj swojego kochanego psa - to była sunia z Mirowa. Bardzo mi się podoba to, że wszędzie można pójść na piechotę, a ja lubię chodzić. A jeśli trzeba dotrzeć gdzieś dalej, to mam swój rower, z uwagi na kolor zwany pieszczotliwie „jagodzianką”. Tekstu też zaczynam się uczyć w domu, a potem idę na stadion go wybiegać. Lubię też uczyć się tekstu, idąc.


Mówisz wtedy do siebie na głos?


Nie... w środku (śmiech). Choć czasem zdarza mi się coś nagle powiedzieć, np.: „A gdzie pani idzie z tym wózkiem?”, a ktoś, kto mnie mija, nie ma wózka i wtedy pojawia się konsternacja (śmiech).


Twoja ulubiona rola, którą zagrałaś do tej pory?


Ta z „Ballady morderców” z Arkiem Głogowskim – spektakl pozwolił nam wyprodukować i wyreżyserować Marek Perepeczko. Zaprosiliśmy do tego projektu wielu bardzo zdolnych artystów amatorów. Nawet tancerzy ulicznych – dosłownie, Arek Głogowski spotkał młodych, uzdolnionych chłopaków, tańczących na ulicy i ich zaangażował. Drugą taką rolą, która we mnie siedzi, jest ta z „Antygony według Kaisera”. Miałam tam możliwość być Antygoną i śpiewać. Były wspaniałe kostiumy. Nie było jeszcze serii „Matrix”, a nasi bohaterowie nosili stroje jak bohaterowie z tego filmu. Po spektaklu zawsze przychodzili do garderoby młodzi ludzie i mówili do nas, że nie będą chodzić do kina, że to, co jest w teatrze, jest ciekawsze. To był spektakl, który wyprzedził swój czas.


Teatr jest Twoim zawodem i miłością?


Teatr jest moim domem.


full-teatralna_wspolnynaglowek.jpg