Zawodnicy Skry Częstochowa na boisku
7/2021

Pobierz PDF

SKRA ZASZOKOWAŁA PIŁKARSKĄ POLSKĘ

W kategorii największej sensacji w rozgrywkach krajowych w piłce nożnej sezonu 2020/2021 pobili chyba wszystkich. Nikt przecież nie stawiał na Skrę Częstochowa, która zamiast walczyć o utrzymanie się na drugoligowym froncie, rzutem na taśmę zakwalifikowała się najpierw do baraży, by następnie, ku zdumieniu futbolowej Polski, wygrać je we wręcz fenomenalnym stylu - w półfinale 1:0 z Chojniczanką Chojnice, w finale 3:0 z KKS-em Kalisz. Nikt nie potrafi mówić o wyniku Skry bez zachwytu. Szczególnie twórcy tego historycznego dla „skrzaków” sukcesu. Szczerze mówiąc, do tej pory mam w sobie taką szczeniacką radość. To jest coś nieprawdopodobnego.


Nikt z nas się tego nie spodziewał. Chcieliśmy się utrzymać w lidze, a tymczasem nasza drużyna wywinęła taki „numer”, że dziś możemy pękać z dumy. Jesteśmy klubem z niewielkim budżetem, bez jakichkolwiek gwiazd, za to z chłopakami w siedemdziesięciu procentach pochodzącymi z Częstochowy lub regionu. Ale ci gracze zostawiali na boisku serce, pokazali charakter i sprawili wszystkim swoim sympatykom ogromną radość
– przekonuje wiceprezes Skry, Piotr Wierzbicki.


Przez lata klub z serca Częstochowy, ze wspaniałym stadionem przy ul. Grunwaldzkiej, zlokalizowanym w bezpośrednim sąsiedztwie Jasnej Góry (dziś Skra zajmuje obiekt przy ul. Loretańskiej), funkcjonował na obrzeżach krajowego futbolu. W połowie lat 90. XX w., pozbawiony w haniebny sposób własnej bazy sportowej, przejętej w wyniku zmian uwłaszczeniowych dokonanych z naruszeniem prawa – co potwierdził wyrok sądowy – był nawet bliski upadku. Wierzbicki był piłkarzem Skry. W najtrudniejszym czasie zawiadywał klubem, gdy ten wylądował sportowo w częstochowskiej A-klasie. Wspólnie z kolegą z boiska, Tomaszem Musiałem i zaproszonym w 2006 r. do objęcia sterów w Skrze, lokalnym biznesmenem Arturem Szymczykiem, udało mu się jednak dokonać prawdziwego przełomu. I choć reanimacja momentami postępowała z dużym trudem, wydała wspaniały owoc: awans do I ligi.


Ten owoc to pokłosie świetniej dyspozycji zawodników, ale też pracy trenera Marka Gołębiewskiego i jego następcy, 31-letniego Konrada Geregi. Tego drugiego wspierał Jacek Rokosa. Gerega to jeden z ostatnich wychowanków legendarnego trenera Rakowa, Zbigniewa Dobosza. To on wspólnie z Maciejem Gajosem (dziś Lechia Gdańsk), Mateuszem Zacharą (liga bośniacka) oraz Piotrem Noconiem (Skra Częstochowa) był przed laty nadzieją częstochowskiej piłki. Właściwie to, co wydarzyło się w ciągu tych kilku miesięcy, mogę określić jak piękny sen. Przecież jestem bardzo młodym szkoleniowcem. Prowadzenie zespołu spadło na mnie trochę niespodziewanie, gdy działacze pożegnali się z trenerem Markiem Gołębiewskim. Ale ten awans to też jego wielka zasługa. Nie można o tym zapomnieć – przyznaje pełen pokory, skromny opiekun „skrzaków”. Gerega z powodzeniem w dalszym ciągu mógłby kopać futbolówkę na boisku w roli zawodnika. Jednak dwa i pół roku stracił na leczenie zerwanych więzadeł w kolanie. Z pięciu kluczowych dla mojej przygody z futbolem lat, połowę spędziłem u lekarzy, na zabiegach i rehabilitacji, dochodzeniu do formy. Wiedziałem, że karierę zawodniczą muszę odłożyć na bok i postawić na przygodę trenerską. Bardzo mi w tym wszystkim pomógł Jacek Magiera, Dziś to taki mój szkoleniowy mentor – tłumaczy młody opiekun beniaminka I ligi.


Zresztą Magiera tuż po wygraniu baraży przez Skrę jako jeden z pierwszych pośpieszył z gratulacjami. Skra nie tylko sportowo zameldowała się u wrót ekstraklasy, ale zgarnęła też premię za Pro Junior System, punktację nagradzającą występy zespołów ligowych z zawodnikami młodzieżowymi i własnymi wychowankami. A to kwota ponad miliona złotych. Jak na budżet Skry to rekordowe środki.


Andrzej Zaguła