Reżyser Łukasz Wylężałek z mikrofonem
7/2021

Pobierz PDF

JAK BYĆ NIEPOKORNYM W ŚWIECIE FILMU

Jego „Balanga” i „Darmozjad polski” powstawały, gdy odchodził PRL i rodziła się wolna Polska. Pojawiły się wśród filmów Wajdy, Kutza, Pasikowskiego, Żamojdy, Koterskiego i wywołały sporą burzę w kinowym świecie. Były niegrzeczne i wymykały się wszelkim próbom zaszufladkowania. W części widzów budziło to zachwyt, innych odstraszało. Po tak mocnym wejściu wydawało się, że Łukasz Wylężałek na długie lata zajmie pozycję etatowego filmowego buntownika. On postanowił jednak ponownie wszystkich zaskoczyć i odsunął się w cień. Dziś jego filmy wciąż znajdują nowych, młodych fanów - może dlatego, że świat wokół nas znów lekko wiruje.


Początki


Łukasz Wylężałek: Jestem absolwentem IV LO im. H. Sienkiewicza. Dużo chodziłem do kina, oglądałem sporo filmów. Interesowały mnie niełatwe tytuły: „Szarża Lekkiej Brygady” Tony’ego Richardsona, „Barry Lyndon” Stanleya Kubricka. Kino brutalne, takie, w którym przemoc staje się sztuką samą w sobie, w ogóle mnie nie obchodziło. Zresztą teraz również nie lubię takich filmów. Nie przemawia do mnie Tarantino. Doceniam jednak „If” Lindseya Andersona - o rebelii, która odbywa się w kampusie. Tam za sceną strzelaniny kryje się głębszy sens.


Po pierwszym nieudanym starcie na Filmówkę w Łodzi trafił do redakcji historycznej TVP, gdzie usłyszał o realizacji nowego filmu Wojciecha Marczewskiego „Zmory” i zatrudnił się przy nim. Marczewski zaproponował mu później współpracę (na stanowisku asystenta) przy realizacji filmu „Klucznik”, razem pracowali również przy „Dreszczach”. To właśnie Marczewski nauczył go rzemiosła filmowego - jak potem wielokrotnie będzie wspominał Wylężałek. To także ten reżyser namówił go do ponownego startu na łódzką Filmówkę.


Domokrążca


ŁW: Na studiach wszyscy moi koledzy kręcili swoje etiudy pod Wojciecha Hassa, który był wtedy wykładowcą i rektorem. Zbuntowałem się i zrobiłem etiudę wbrew regułom panującym na uczelni. Do projektu zaprosiłem Zbigniewa Zamachowskiego, Ewę Telegę, Wojciecha Nowaka i Andrzeja Krukowskiego. W ten sposób powstał „Domokrążca” - czarna groteska i opowieść filozoficzna w jednym. Film nie spotkał się z entuzjazmem i został skrytykowany przez Hassa. Trafił jednak na Festiwal Filmowy w Oberhausen. Razem z operatorem Marcinem Isajewiczem pojechaliśmy tam stopem. Wszystko potraktowaliśmy jako przygodę. Kiedy dojechaliśmy, okazało się, że pokaz naszego filmu odbył się dzień wcześniej. Z zaskoczeniem przyjęliśmy później wiadomość, że zdobył on nagrodę główną. Na bankiet poszliśmy w krótkich spodenkach. Po powrocie do szkoły czekała nas feta. Hass mnie wtedy przeprosił.


Film Wylężałka był także nominowany do studenckiego Oscara, czyli dorocznej nagrody przyznawanej studentom szkół filmowych przez Amerykańską Akademię Sztuki i Wiedzy Filmowej. Zdobył również kilka innych nagród. Później młody reżyser zrealizował jeszcze inne etiudy. Jako pracę dyplomową nakręcił „Ludożercę”. Opowieść o królu ludożercy, który na koniec swego panowania postanawia pozostawić po sobie demokratycznego następcę tronu. W filmie ponownie wystąpił Zbigniew Zamachowski.


Balanga


ŁW: „Balanga” była moim pierwszym filmem, który udało się zrealizować. Do współpracy przy nim zaprosiłem innego reżysera rodem z Częstochowy, Darka Gajewskiego. W Polsce zachłystywaliśmy się wtedy Europą i nadzieją, że teraz wszystko będzie dobrze. Ja myślałem inaczej, że przegapiamy swoją szansę, że patrzymy przez grubą szybę na „dziki zachód”. Bierzemy to, co widzimy, a nie to, co czujemy. Nie do końca rozumieliśmy, w jakich czasach żyliśmy. Ponieważ ludzie nie dostawali z tych przemian za dużo, rodziła się agresja. Siłę przebicia mieli wówczas ludzie cwani - ja w tym filmie chciałem to pokazać na przykładzie szkoły. Podobny świat pokazywał Władek Pasikowski, tylko że w sposób komercyjny.


Muńka do „Balangi” ściągnął Darek Gajewski, pomimo tego, że sam był z Traugutta, a ja i Zygmunt kończyliśmy Sienkiewicza. Tak się złożyło, że wcześniej nie znałem T.Love, nawet piosenkę „IV Liceum Ogólnokształcące” usłyszałem później. Jednak, ponieważ byłem punkowcem, to ich „King” bardzo mi się spodobał i wykorzystaliśmy go w filmie. W zamian za zgodę na wykorzystanie utworu daliśmy Muńkowi rolę pijaczka. Zespół z kolei wykorzystał fragmenty „Balangi” w swoim teledysku.


Film kręciliśmy w warunkach obozowych, czasami spaliśmy w jednym pokoju w wynajętym przez Darka Gajewskiego mieszkaniu za Żelazną Bramą. W tej klitce odbyły się również zdjęcia do filmu. Choć w „Balandze” w jednej scenie pojawia się Pałac Kultury, wszyscy twierdzili zgodnie, że akcja dzieje się gdzieś na prowincji. Do filmu zapraszałem aktorów, których znałem i którzy po koleżeńsku zgadzali się w nim zagrać. W ten sposób w „Balandze” znaleźli się Marcin Troński, Maciej Kozłowski, Zofia Merle, Stanisława Celińska. Krzysztof Globisz. Po pokazie filmu na festiwalu w Gdyni, spotkałem się z krytyką. Nie podobało się to, że w zachodzących zmianach nie dostrzegam pozytywów. W związku z tym wyjechałem z Gdyni. Film otrzymał na Festiwalu nagrodę za debiut, jednak ja jej nie odebrałem. Po „Balandze” chciałem iść za ciosem i nakręcić kolejny film, ale nie dałem rady. Pojawiły się głosy, żebym zrobił film pogodniejszy, prezentujący dobrą wizję Polski. Ja natomiast nie chciałem zmieniać swojego stylu. Skutek – dostałem szlaban. Nie oglądałem „Balangi” ze 30 lat.


W filmie oprócz Muńka Staszczyka pojawili się też inni częstochowianie, obsadzeni w głównych rolach naturszczycy: Paweł Fesołowicz i Jacek Pałucha. „Balanga” zrealizowana była w Studio Filmowym im. K. Irzykowskiego, a krytyk Tadeusz Sobolewski napisał po premierze filmu, że to polskie „Miasteczko Twin Peaks”. Inni doszukiwali się podobieństw do wczesnych nowel Marka Hłaski.


Darmozjad


ŁW: Kiedy wychodziłem ze Szkoły Filmowej, miałem już gotowy scenariusz do kolejnego filmu - „Darmozjad polski”. Scenariusz przeleżał na biurkach wiele lat. Znów budził kontrowersje. Udało się go wreszcie zrealizować w 1997 roku, czyli cztery lata po „Balandze”. W końcu znalazło się kilka osób w telewizji, które postanowiły mi pomóc i powstał pierwszy „niezależny” polski film. Film robiony był poza strukturami redakcji filmowej, z bardzo małym budżetem, trochę w tajemnicy i w katalogach telewizyjnych był opisany jako program rozrywkowy, aby nikogo nie kłuł w oczy. Aby informacja nie wydostała się niepotrzebnie przed czasem zakończenia produkcji - zatrudniłem tylko tych zaufanych aktorów: Jana Peszka, Zbyszka Zamachowskiego, Annę Samusionek oraz aktorów z Teatru im. A. Mickiewicza w Częstochowie: Adama Hutyrę, Ewę Kulę, Andrzeja Iwińskiego, Waldemra Cudzika, Agnieszkę Łopacką, Marka Ślosarskiego. W filmie wykorzystaliśmy również kostiumy ze spektaklu „Lot nad kukułczym gniazdem”, który wyreżyserowałem w częstochowskim Teatrze. Z racji ogólnej tajemnicy, „Darmozjada polskiego” nie można było zmontować w Warszawie, dlatego zrobił to debiutant Mirosław Kęsiak, który wcześniej montował tylko newsy.


Warto tu dodać, że za zdjęcia w filmie odpowiedzialny był Bartosz Prokopowicz, wtedy świeżo upieczony absolwent Filmówki, a obecnie ceniony operator. Kiedy „Darmozjad polski” wreszcie powstał, został pokazany na Festiwalu Warszawskim, gdzie zrobił furorę. W Gdyni również. Jego wartość docenili Jerzy Kawalerowicz i Elżbieta Czyżewska. Na festiwalu gdyńskim film zdobył Nagrodę Specjalną Jury, Anna Samusionek nagrodę za drugoplanową rolę żeńską, Andrzej Iwiński - za drugoplanową rolę męską, a Stanisław Kulczyk, scenograf z Teatru im. A. Mickiewicza - za kostiumy. Mimo to „Darmozjad polski” nie trafił do szerokiej dystrybucji i pokazywano go tylko w klubach studenckich. Często był tam porównany z wczesnym Milosem Formanem i czeskim nowofalowym kinem sprzed kilkudziesięciu lat.


Film o Muńku


ŁW: W 2015 roku zrobiłem swój ostatni film związany z Częstochową – drugą część opowieści o Muńku Staszczyku. Przy tej produkcji Darek Gajewski, mój asystent, podjął się zrobienia wywiadów z osobami znającymi Muńka: Walterem Hełstowskim, Jurkiem Owsiakiem, Robertem Brylewskim, Tomkiem Lipińskim. Powstało bardzo dużo materiału. Okazało się, że przede mną ogrom pracy przy jego wyborze i wtedy wpadłem na pomysł, aby zastosować przy nim inną metodę. Pojedyncze zdanie składaliśmy ze słów lub wyrażeń wypowiadanych przez kilkoro osób. W ten sam sposób montowaliśmy fragmenty koncertów. Początek z jednego występu, środek z drugiego, a z trzeciego koniec. Film zawieźliśmy do Warszawy jako pewnego rodzaju prowokację. Okazało się, że zastosowanie wspomnianej metody było strzałem w dziesiątkę.


Film o Muńku był już drugim (po obrazie „Śmierć leszczom” z 1993 r.) filmem Wylężałka o tym muzyku. Powstał film o poecie Zygmuncie Staszczyku, kronikarzu pewnej rzeczywistości. Nacisk postawiony został na teksty Muńka, a nie na ich muzyczny kontekst i popularność. Do udziału w przedsięwzięciu reżyser zaprosił między innymi harcerzy, panie z Koła Gospodyń Wiejskich z podczęstochowskiego Olsztyna, a także tworzony przez seniorów warszawski zespół Cała Praga Śpiewa. Ekipa filmowa gościła w Zespole Szkół Przemysłu Mody i Reklamy im. Reymonta w Częstochowie. A do śpiewania zachęcono uczniów szkoły.


Teraźniejszość


Częstochowski reżyser mieszka obecnie w domu z ogrodem - z dala od miasta, przy jednej z cichych, olsztyńskich ulic. Rzadko korzysta z telefonu i konta mailowego. Lubi, gdy rano budzi go kot. W tym spokojnym miejscu wciąż jednak pracuje – pisze scenariusze.


Magda Fijołek

full-GRAFIKA_NA_KONIEClipiec.jpg