Zespoły Makle Kfuckle, Lewe Łokcie, Elephant Stone, St, City Surfers, Krzywe Nogi, Rażeni Piorunem
9/2021

Pobierz PDF

6 KAPEL, O KTÓRYCH MOGLIŚCIE ZAPOMNIEĆ, A KTÓRE NALEŻY PAMIĘTAĆ

Bezpośrednią inspiracją do napisania tego tekstu jest fanpage na FB „Niezapomniane Zespoły z Częstochowy i okolic”. To prawdziwa skarbnica wspomnień o lokalnych kapelach, które już nie istnieją, ale zapisały się w historii częstochowskiej sceny. Powinien tam zajrzeć każdy miłośnik lokalnego, gitarowego grania. W ramach zachęty wspominamy sześć wyjątkowych, rockowych składów i namawiamy, by - czy to w internecie, czy w domowych muzycznych kolekcjach – poszukać innych częstochowskich, muzycznych perełek.


MAKLE KFUCKLE


Ten zespół to była przede wszystkim koncertowa petarda. Mocne riffy, gęsto utkana sekcja rytmiczna oraz dynamicznie zmieniający się wokal. Makle Kfuckle w sposób automatyczny generowały pogo pod sceną i wszelkie inne szalone reakcje publiczności. Ich występy były doświadczeniem formującym dla pewnego pokolenia miłośników ciężkiego brzmienia z Częstochowy. Zespół miał też oczywiście szerszą publiczność, bo koncertował w całej Polsce, m.in. na festiwalu w Węgorzewie (gdzie otrzymał nagrodę specjalną), na Przystanku Woodstock czy warszawskim Big Star Festival. Jego kawałki były regularnie grane przez radia i telewizyjne programy muzyczne. Coverowy singiel „No limits” miał nawet swoją chwilę prawdziwej sławy.


Zespół Makle Kfuckle powstał w 1994 r. i dziś to doskonale słychać - inspiracje popularnymi ówcześnie nurtami metalu przeplatają się tutaj z deathcore czy nawet nu metalem. Dzięki temu płyty grupy („Makle Kfuckle” z 1997 r., „La Bomba” z 1999 r. i „B.OOO.M” z 2005 r.) to trochę takie głośne, muzyczne pocztówki z „najtisów”. W najbardziej kanonicznym momencie Makle Kfackle tworzyli: Jacek „Młody” Adamczyk (wokal), Marcin „Kasa” Dawidowski (gitara), Dariusz „Daro” Bafeltowski (gitara), Rafał „Ciepek” Ociepa (bas) oraz Paweł „Pablo” Pietrzak (bębny).


LEWE ŁOKCIE


Częstochowskie Lewe Łokcie przez kilka lat scenicznej aktywności konsekwentnie szukały swojej autorskiej ścieżki na polu indie rocka. Zaowocowało to niezliczoną ilością koncertów, grupą oddanych fanów i dwoma albumami: „Niewiele się zmienia” (2013 r.) i „Spokojnie, Spokojnie” (2017 r.). Znakiem rozpoznawczym zespołu stały się chwytliwe melodie wymieszane z brudnym gitarowym brzmieniem. Z jednej strony było to granie zasłuchane w rockowej alternatywie lat 90. XX w., z drugiej zaś przefiltrowane przez wszystko, co od tamtej pory spotkało nas w gitarowym indie. Takie spojrzenie w przeszłość, przy równoczesnym mocnym osadzeniu w tym, co dziś. Doskonale wpisywały się w to proste i szczere teksty - opowiadające o niespodziewanej dorosłości, pogoni za marzeniami i studzeniu negatywnych emocji. Lewe Łokcie miały na siebie konkretny pomysł, nie miały ambicji gonić za nowościami i oryginalnością na siłę, zamiast tego konsekwentnie rzeźbiły riffami muzyczną przestrzeń. I choć w roku 2019 Robert Kafel, Piotr Rogoziński, Łukasz Szczepański i Janusz Binkowski zawiesili wspólne granie, to zdecydowanie warto wracać do ich starych nagrań oraz śledzić projekty, w których aktualnie się udzielają.


ELEPHANT STONE


Przed Lewymi Łokciami była grupa Elephant Stone i o niej też zdecydowanie nie można zapomnieć. Zespół zadebiutował w 2006 r. i fakt, że zaczerpnął nazwę z tytułu singla The Stone Roses, jasno wskazuje, w jakich rejonach muzycznych chłopaki (Adam Rogoziński, Piotr Rogoziński, Wojciech Wójcik i Robert Kafel) się poruszali. Dużo gitar, indie rockowe brzmienie, ogrom młodzieńczego entuzjazmu i radości z grania. Fajnie było obserwować, jak z koncertu na koncert, z kawałka na kawałek, stają się lepsi i dojrzalsi. Te doświadczenia z pewnością sprawiły, że później - jako Lewe Łokcie - mogli wystartować z zupełnie nowego poziomu. Na pewno sporym sukcesem Elephant Stone jest fakt, że udało im się wystąpić na wielu muzycznych festiwalach, m.in. na: OFF Festiwal (Mysłowice), Pepsi Vena Music Festival (Łódź), Maj Music Festival (Katowice), Gramy Festiwal (Szczecin), Seven Music Festival (Węgorzewo), Festiwal Frytka OFF (Częstochowa) i Jarocin Festiwal. Idealnie wpisywali się oni w ramy kanonu młodego, polskiego rocka alternatywnego pierwszej dekady XXI w.


ST. CITY SURFERS


Częstochowscy spece od rockabilly przemknęli przez naszą scenę jak kometa. Pojawili się z zaskoczenia, rozbłysnęli, podgrzali atmosferę i nagle zniknęli. Czwórka artystów, ukrywających się pod pseudonimami Gregory Saint, Luke Saint, Jack Saint i Monica Saint, mieli patent na to, by przenosić publiczność na kalifornijską plażę, do świata surferów, rolkarzy i kierowców cadillaców. Zespół działał w latach 2006-2011 i z jednej strony czerpał inspiracje z pionierskich czasów rock&rolla - gdy rodził się on z inspiracji bluesem, boogie, bluegrass i country - z drugiej zaś zapatrzony był w surf rocka i psychobilly (zderzenie brytyjskiego punka lat 70. XX w. z rockabilly). Taka mieszanka okazała się powiewem świeżości nie tylko na częstochowskiej scenie, ale była też wyjątkowo dobrze przyjmowana na koncertach poza naszym miastem. Zespół miał również swoje pięć minut chwały (dokładnie 2 minuty i 33 sekundy) w TVN, w programie Kuby Wojewódzkiego. Niestety, St. City Surfers nie pozostawili po sobie oficjalnego krążka, a żeby dziś znaleźć ich nagrania, trzeba się zdrowo „nasurfować” w internecie. Warto jednak pamiętać, że komety mają skłonność do cyklicznego pojawiania się na nieboskłonie, nie można więc wykluczyć, że i z częstochowskimi surferami tak będzie.


KRZYWE NOGI


Krzywe Nogi to vintage rockowa kapela, którą od 2015 r. tworzyli: Łukasz Skiba (git, vox), Przemek Respondek (perkusja) i Kamil Bawor (bass). Grali wspólnie tylko trochę ponad trzy lata, ale zdążyli zdobyć sporą, lokalną rozpoznawalność i własną publiczność. Ich kawałki były mieszaniną unikalnych dźwięków bluesa z lat 50. i 60. XX w., soulu i garażowego, brudnego rocka. Magnesem był też charakterystyczny wokal z lekko big bitowym zacięciem i polskie, zanurzone we współczesności, teksty. Ich Epki są krótkie – łącznie tylko cztery utwory – ale dają niezły pogląd na to, jaką energią dysponował ten zespół. Kto zaś był na jakimś koncercie grupy, chociażby podczas Festiwalu Frytka OFF w 2016 r., ten doskonale pamięta, że sceniczna charyzma Krzywych Nóg potrafiła porwać nawet sceptyków. Lider zespołu, Łukasz Skiba, gra dziś w zespole Duch Delta, nowej muzycznej nadziei częstochowskiej sceny. Lada moment powinien ukazać się ich debiutancki album i jest to materiał, na który zdecydowanie warto czekać


RAŻENI PIORUNEM


Historia zespołu Rażeni Piorunem wyraźnie dzieli się na dwie części. Wszystko zaczęło się w 2001 r. od spotkania Wojtka Króla (wokal, perkusja), Marcina „Marlona” Króliszewskiego (gitara) i Pawła Gajdy (bas). Dzięki wsparciu z funduszu CARA udało się nagrać pierwszy materiał - „Zakażone piosenki” i maszyna ruszyła. Klasyczne rockowe brzmienie, duża dawka poczucia humoru i oryginalna sceniczna charyzma pomogły zespołowi szybko zdobyć lokalną popularność. Apetyt rósł jednak w miarę jedzenia. W 2004 r. udało się nagrać płytę „Zarażeni” i grupa zaczęła być dostrzegana poza Częstochową. Muzyka Rażonych Piorunem trafiła na składanki „Minimax” Piotra Kaczkowskiego i „Cały ten rock” Marka Wiernika, zaczęła też pojawiać się na antenie radiowej Trójki. Znakiem rozpoznawczym zespołu były zawsze teksty Króla – ironiczne, dobitne i zaangażowane społecznie. Jednak w 2009 r., w wyniku życiowych zawirowań i różnic charakterów, grupa zawiesiła działalność. Nowa odsłona Rażonych to rok 2012 i mała rewolucja w składzie. Za bębnami usiadł nowy członek zespołu, Marcin Rybiałek, a Wojtek Król złapał za gitarę. Przez kolejne trzy lata Rażeni Piorunem bardzo intensywnie koncertowali, tworzyli nowe kawałki i szykowali się do nagrania trzeciej płyty. Niestety, później znów zniknęli ze sceny. Ich najwierniejsi fani wciąż jednak wierzą, że doczekają się jeszcze kolejnego powrotu i krążka.


af


full-grafika.jpg