Kompozytor Paweł Łukaszewski
11/2021

Pobierz PDF

MUZYKA JAKO SPOSÓB NA ŻYCIE

Paweł Łukaszewski jest jednym z najwybitniejszych przedstawicieli sakralnego nurtu muzyki współczesnej. W jego dorobku kompozytorskim najważniejsze miejsce zajmują utwory wokalno-instrumentalne i chóralne. Często odnosi się do historii muzyki. Jego osobowość artystyczną ukształtowała postać ojca, Wojciecha Łukaszewskiego oraz miasto Częstochowa.


Magda Fijołek: Wychowywał się Pan w rodzinie bardzo muzykalnej, tata był kompozytorem, brat i Pan również podążaliście ścieżką muzyczną. To ojciec odcisnął na Panu tak silny ślad?


Paweł Łukaszewski: Mogę powiedzieć, że cała rodzina. Ojciec był kompozytorem i dyrektorem szkoły muzycznej, do której zacząłem uczęszczać jako dziecko. Ważną rolę odegrała również mama, która roztaczała nade mną i bratem ogromną opiekę muzyczną, szczególnie już po śmierci ojca. Jednak niezaprzeczalnym jest fakt, że to kompozycje ojca, jego archiwum i zapiski, były dla mnie bezpośrednim bodźcem do tego, aby tworzyć muzykę. Zacząłem przeglądać jego partytury, utwory nieukończone i zapragnąłem je kiedyś dokończyć. Chciałem się też zaopiekować spuścizną ojca, co się w pewnym momencie udało. Razem z bratem doprowadziliśmy do wydania jego utworów oraz nagrania płyt.


Działa Pan w kręgu muzyki sakralnej, dlaczego właśnie ona stała się taka ważna?


Zdecydowała osobista fascynacja. Chociaż piszę też dużo muzyki kameralnej, orkiestrowej i świeckiej. Fascynacja muzyką sakralną wzięła się po części z czasów, w których przyszło mi dorastać. To był czas wyboru Papieża Polaka i „Solidarności”. Czas polskiego „Requiem” Krzysztofa Pendereckiego oraz „Exodusu” Wojciecha Kilara, których wykonań byłem świadkiem. Stąd od młodych lat byłem przekonany, że muzyka sakralna jest czymś bardziej istotnym niż tylko muzyka instrumentalna. Muszę też powiedzieć o Filharmonii Częstochowskiej. Był okres, że pojawiałem się tam na każdym koncercie, niezależnie od tego, jaka muzyka była grana – kameralna, symfoniczna czy oratoryjna. Ta ostatnia robiła na mnie szczególne wrażenie, wykonania dużych form wokalno-instrumentalnych, ale również słuchanie chóru Krzysztofa Pośpiecha. Zafascynowała mnie praca kompozytorów piszących muzykę chóralną: Romualda Twardowskiego, Juliusza Łuciuka, Józefa Świdra, Andrzeja Koszewskiego. To była muzyka, która mi bardzo odpowiadała i już wtedy podejmowałem pierwsze próby kompozytorskie.


W Pana twórczości jest dużo utworów do tekstów łacińskich. Dlaczego?


Z pełnym przekonaniem muszę powiedzieć, że łacina jest moim ulubionym językiem, jeżeli chodzi o muzykę sakralną. Jest to język Kościoła Katolickiego i muzyki sakralnej - dlatego było oczywiste, że powinienem pisać utwory właśnie po łacinie. Przez te 30 lat powstało ich bardzo wiele. Jest to też kwestia kanonu literatury chóralnej czy wokalno-instrumentalnej, tej, która była obecna przez wieki. Chciałem prowadzić pewnego rodzaju dialog z tradycją, także w gatunku muzyki żałobnej czy formy requiem, mszy oraz oratorium.


Powróćmy do kontekstu rodzinnego. Wspomniał Pan, że razem z bratem pracował nad płytą, która utrwalała muzykę Pana ojca. Jest ona pewnego rodzaju hołdem wobec jego twórczości.


Jeszcze kiedy byliśmy studentami, chcieliśmy zorganizować koncert z twórczością ojca. Nie poprzestaliśmy jednak tylko na tym. Doprowadziliśmy do wydania płyty i zajmowaliśmy się publikowaniem nut z twórczością Wojciecha Łukaszewskiego. Uważaliśmy i nadal uważamy, że jest to nasz obowiązek - spłacenie długu, wykonanie testamentu. Czujemy, że muzyka jest tym, co otrzymaliśmy w genach.


Porozmawiajmy jeszcze o częstochowskich wpływach na Pana twórczość...


Na pewno kształtowała mnie Jasna Góra oraz pielgrzymki Jana Pawła II. W ich trakcie byłem chórzystą i miałem okazję występować dla papieża na wałach jasnogórskich. Chciałbym też podkreślić rolę Festiwalu Muzyki Sakralnej „Gaude Mater”. To było coś szczególnego. Wyjątkowe doświadczenie. Dzięki temu festiwalowi mogłem zadebiutować wykonaniem kompozycji rozpoczętej przez mojego ojca - „Litania do Madonny Treblińskiej”. Ja ten utwór dokończyłem i w 1991 r. odbyło się jego wykonanie.


Brał Pan udział w tym festiwalu wielokrotnie.


Tak, jako kompozytor i członek rady programowej festiwalu. Spotykałem tam wielu wspaniałych kompozytorów: Mariana Borkowskiego, Marka Jasińskiego, Stanisława Morytę, Mariana Sawę, Henryka Mikołaja Góreckiego. Wiele moich utworów miało podczas „Gaude Mater” swoje prapremiery muzyczne. Byłem też twórcą konkursu Musica Sacra. Podczas festiwalu odbywały się koncerty jego laureatów.


Jest Pan szczególnie ceniony nie tylko w Polsce, ale również w Wielkiej Brytanii.


Rzeczywiście, ale są to też Stany Zjednoczone, Kanada, Australia, Japonia, Niemcy.


Czym jest dla Pana funkcjonowanie w tych innych obszarach kulturowych?


Polska muzyka sakralna jest czymś szczególnym, tak też jesteśmy odbierani. Zresztą 2 listopada w Londynie rozpocznie się Polski Festiwal Muzyki Sakralnej. Jestem jego dyrektorem artystycznym. Doświadczenie, które zdobyłem podczas częstochowskiego Festiwalu „Gaude Mater” pozwala mi konstruować ten nowy projekt. Jeśli natomiast chodzi o inne obszary kulturowe, trzeba powiedzieć, że muzyka jest językiem i to nas wszystkich łączy, pozwala się komunikować. Wbrew pozorom obszar kulturowy jest wspólny. Tym obszarem jest chrześcijaństwo, na nim powstała Europa i w tym odnajdujemy zrozumienie między wieloma krajami. Nieprzerwanie kultywuje się tu kulturę muzyczną, w tym muzykę sakralną. Choćby w Wielkiej Brytanii, w której przy collegach i katedrach działają chóry. Niemcy też wykonują olbrzymią pracę, dzięki której ten typ twórczości muzycznej się rozwija. Ale to my jesteśmy postrzegani jako kraj, w którym tworzy się nową muzykę sakralną na znakomitym poziomie. Tego nam zazdroszczą inni, z czego oczywiście bardzo się cieszę.


Bardzo dużą wagę przywiązuje Pan do muzyki chóralnej, wokalnej, do głosu ludzkiego.


Nie jestem tylko kompozytorem chóralnym, ale uważam, że głos ludzki jest najpiękniejszym instrumentem. Każdy go posiada, a co więcej „na głos” naprawdę można stworzyć rzeczy, których jeszcze nie napisano.


Czy tworzenie muzyki wokalnej jest trudniejsze od komponowania muzyki instrumentalnej?


Dla mnie nie, ale dla wielu kompozytorów z pewnością tak. Ja przez kilkadziesiąt lat byłem chórzystą w różnych zespołach wokalnych, m.in. w Chórze Filharmonii Narodowej. Dało mi to podstawy do tego, aby zrozumieć tę muzykę, stało się to również fundamentem mojego warsztatu kompozytorskiego. Wiedziałem też, jakie błędy popełniane są przez kompozytorów podczas pisania utworów wokalnych.


Ale to chyba nie wszystko?


Dodatkowym doświadczeniem było dyrygowanie chórami. Dziś prowadzę własny zespół. Na mój warsztat składa się też fakt, że jako wiolonczelista grałem wcześniej rozmaite utwory solowe i kameralne. Dzięki temu rozwijałem się w różnych kierunkach. Myślę, że wszystko, co robimy każdego dnia, jest naszym doświadczeniem, a muzyka nas otacza. Ma na nas wpływ. Niewątpliwie to, kim jestem obecnie, jest wynikiem wszystkich moich doświadczeń – w rodzinie, szkole, jako wykonawcy, dyrygenta i kompozytora. Bez tego nie umiałbym funkcjonować. Muzyka jest dla mnie sposobem na życie.


fot. Piotr Dłubak


full-1200x400symfoniczna.jpg