Pianista Michał Rot
11/2021

Pobierz PDF

LUBIĘ DZIELIĆ SCENĘ ZE WSPANIAŁYMI ARTYSTAMI

Michał Rot wychował się w Częstochowie i tu, w Szkole Muzycznej im. M. J. Żebrowskiego, rozpoczął swoją przygodę z muzyką. W tym roku był nominowany do Fryderyka za płytę. „Paderewski, Koczalski, Szymanowski. Songs”, którą nagrał wraz ze Stanisławem Kiernerem.


Magda Fijołek: 12 listopada wystąpi Pan w Częstochowie w koncercie muzyki polskiej. Jak Pan podchodzi do tego koncertu?


Michał Rot: Przede wszystkim bardzo się cieszę na występ z Wojtkiem Fudalą w moim rodzinnym mieście i dziękuję Filharmonii Częstochowskiej za zaproszenie. Wszystkie utwory, które wykonamy, są nam bardzo bliskie. Do każdego koncertu staram się podchodzić tak samo, z pełnym zaangażowaniem, aby przekazać publiczności prawdziwe emocje. Przy okazji chciałem wspomnieć, że na początku października miałem okazję wystąpić wraz z małżonką w Częstochowie podczas organizowanego przez Stowarzyszenie „Gaude Mater” festiwalu poświęconego pamięci Pana Krzysztofa Pośpiecha. Był to dla mnie szczególny koncert, ponieważ pan Pośpiech był ważną postacią moich młodzieńczych lat.


Co usłyszymy podczas listopadowego występu?


Koncert będzie się składał z dwóch części. W pierwszej zabrzmią utwory kompozytorów żydowskich, Blocha oraz Wajnberga. Słynny „Nigun” będzie preludium do wyjątkowo emocjonalnej Sonaty wiolonczelowej nr 2 Mieczysława Wajnberga, której finał stanowić będzie zwieńczenie tej części koncertu. Druga jego część będzie w całości poświęcona twórczości Fryderyka Chopina. Nie wszyscy wiedzą, że oprócz genialnych dzieł fortepianowych Chopin stworzył trzy kompozycje przeznaczone oryginalnie na wiolonczelę i fortepian. Przyjaźń Chopina z wiolonczelistą Augustem Franchommem zaowocowała powstaniem monumentalnej Sonaty wiolonczelowej g-moll op.65 oraz Grand Duo na tematy z opery „Robert Diabeł”.


Jak natknęliście się na siebie z Wojciechem Fudalą i skąd pomysł, aby połączyć wiolonczelę z fortepianem?


Z Wojtkiem poznaliśmy się bliżej podczas Międzynarodowej Akademii Wiolonczelowej w Nysie, której to Wojtek, wraz z kolegami z Polish Cello Quartett, jest organizatorem. Ja jestem tam zapraszany jako pianista i tak zaczęła się nasza współpraca oraz przyjaźń naszych rodzin. Wojtek jest wspaniałym wiolonczelistą, a także muzykiem o niezwykłej wrażliwości, pod jego palcami instrument naprawdę śpiewa. Bogactwo literatury napisanej na duet wioloczela - fortepian inspiruje nas do artystycznych poszukiwań wśród mniej znanego repertuaru, a także daje szansę prezentowania publiczności dzieł słynnych kompozytorów.


Występuje Pan również ze swoją żoną – mezzosopranistką i z innymi śpiewakami. Co takiego pociągającego ma w sobie wokalistyka?


Lubię współpracować ze śpiewakami i bardzo sobie cenię zdobyte z nimi doświadczenia artystyczne. Występy z moją żoną mają dla mnie charakter szczególny, ponieważ wspólne przeżywanie muzyki na scenie bardzo nas zbliża. Myślę, że to poczucie więzi czyni nasze interpretacje bardziej osobistymi. Poza tym łączy mnie z żoną wielkie zamiłowanie do muzyki niemieckiej, co zaowocowało zbudowaniem przez nas szerokiego repertuaru. Mieliśmy okazję zgłębiać tajniki liryki wokalnej, studiując u wybitnych autorytetów związanych z tą dziedziną: Urszuli Kryger, Udo Reinemanna, Ulricha Eisenlohra czy Olafa Bära. Praca ze śpiewakami, szczególnie tymi wybitnymi, rozwija we mnie przede wszystkim umiejętność rozumienia ludzkiego oddechu, a co za tym idzie ludzkiego ciała oraz poszukiwania pełnego, pięknego dźwięku połączonego ze ścisłą grą legato.


Z tego, co Pan mówi, wnioskuję, że chyba nie lubi Pan być solistą?


Być może moje życie artystyczne ułożyło się tak, że jestem rozpoznawany głównie jako kameralista, ale zdarza mi się też występować w charakterze solisty i bardzo lubię takie koncerty. Niedawno wykonywałem koncert D-dur KV451 W. A. Mozarta z Orkiestrą Polish Camerata w Łodzi, pod batutą Marka Głowackiego, a w marcu 2022 r. zapraszam do Narodowego Forum Muzyki, gdzie wystąpię jako solista w Koncercie Potrójnym L. van Beethovena, pod batutą Andrzeja Kosendiaka. W obecnych czasach bardzo wielu muzyków łączy karierę solistyczną z wykonywaniem muzyki kameralnej, czego przykładem są Agata Szymczewska, Marcin Zdunik czy Szymon Nehring. Rzeczywiście, patrząc wiele lat wstecz, można zauważyć, że podział na solistów i kameralistów był zdecydowanie bardziej wyraźny.


Co jest ważne w tworzeniu udanych duetów?


Wydaje mi się, że empatia, wzajemny szacunek i szczerość w relacjach z drugim człowiekiem są kluczowe w budowaniu wspólnej jakości. Żeby stworzyć dobry zespół, potrzebny jest czas spędzony na intensywnych próbach, wypracowanie wspólnej stylistyki wykonawczej, ale przede wszystkim wiele wspólnych koncertów i nieustanne konfrontowanie się z publicznością.


Czemu Pana wybór padł na muzykę kameralną?


Nie wiem, na ile był to świadomy wybór, a w jakim stopniu życie decydowało za mnie, ale bardzo się cieszę z moich muzycznych, kameralnych doświadczeń. Lubię dzielić scenę ze wspaniałymi artystami, cieszę się, że mogę być częścią ich interpretacji, że nieraz z naprawdę wybitnymi muzykami mogę tworzyć wspaniałe kreacje muzyczne, to szalenie inspirujące! I bardzo lubię po udanym występie pójść, zazwyczaj większą grupą, na kolację - rozmawiać o sztuce, śmiać się i cieszyć życiem. Chyba nie jestem typem samotnika, dzięki muzyce kameralnej mogę spędzać czas z ludźmi, uczyć się od nich, ale też dawać im coś od siebie.


Warto wspomnieć, że w tym roku, po raz drugi z rzędu, został Pan nominowany do najważniejszej polskiej nagrody muzycznej – Fryderyka, w kategorii ,,album roku - muzyka kameralna”. Tym razem za płytę „Paderewski, Koczalski, Szymanowski. Songs”, którą nagrał Pan wraz ze śpiewakiem operowym Stanisławem Kiernerem. Skąd taki wybór kompozytorów?


Jest to bardzo ciekawa płyta na rynku muzycznym, ponieważ zawiera repertuar polskich kompozytorów, którzy tworzyli pieśni do poezji zagranicznych twórców. Ignacy Jan Paderewski do słów Mendeza w języku francuskim, Raul Koczalski do słów Rilkego w języku niemieckim, a Karol Szymanowski do słów Davidowa w języku rosyjskim. Bardzo się cieszę, że ten album został doceniony nie tylko w licznych pozytywnych recenzjach, ale również nominacją do najważniejszej polskiej nagrody muzycznej.


Okres pandemii spożytkował Pan na nagrywanie płyt. Nie odczuł Pan wobec tego artystycznego zastoju?


Okres pandemii był bardzo ciężki dla artystów, obawiałem się, czy życie koncertowe wróci do normy, a publiczność do sal koncertowych. Okres zupełnego zamknięcia spożytkowałem na rozszerzenie repertuaru, zrealizowanie streamingów online i innych nagrań, ale nareszcie miałem też więcej czasu dla mojej żony i dzieci. Na spacery po lesie. Nie żałuję ani tego czasu, ani groźby ewentualnego zastoju artystycznego. Czasami musimy się zatrzymać, żeby lepiej zobaczyć cel, do którego zmierzamy.