4/2020

Pobierz PDF

Kierowca od dziecka

Bartek Mirecki już jako dwulatek siadywał za kierownicą prawdziwych samochodów. Wielce prawdopodobne, że swoją pasję odziedziczył po ojcu, również kierowcy wyścigowym. Kiedy Bartek miał 17 lat, jego talent dostrzegli szefowie Ferrari, którzy zaprosili go do prestiżowej Ferrari Driver Academy. Mirecki nie spoczął jednak na laurach i wciąż zaskakuje nas swoim mistrzowskim potencjałem.


Magda Fijołek: Jak się zostaje kierowcą wyścigowym? To wpływ chłopięcych zabaw samochodzikami?


Bartek Mirecki: Pasję do sportu i wyścigów odziedziczyłem po tacie, który również się ścigał. Swoją karierę rozpocząłem w wieku 3-4 lat, kiedy to pierwszy raz usiadłem za sterami gokarta na częstochowskim torze Wyrazów. Później nastąpiła przerwa z uwagi na rozpoczęcie nauki szkolnej. W wieku 10 lat wróciłem, lecz już zawodowo – i trwam w tym do dzisiaj.


Pamiętasz, kiedy po raz pierwszy wsiadłeś do samochodu?


Moim „historycznym” zdjęciem za kierownicą jest to, na którym mam dwa lata. Tuż przed zrobieniem fotografii stoczyłem auto z górki przed domem. Oczywiście zupełnie nieświadomie i przypadkowo, na szczęście wzniesienie było niewielkie. Starty w wyścigach samochodowych oficjalnie rozpocząłem w 2011 roku, oczywiście poprzedzone one były treningami prowadzonymi od roku 2009. Chyba wtedy był ten pierwszy raz.


Wsiadłeś do samochodu i w krótkim czasie jako młodzik zacząłeś wygrywać lub zajmowałeś wysokie miejsca w rankingach. Wygląda to tak, jakbyś urodził się z kierownicą w rękach. Czym były te wyróżnienia dla bardzo młodego chłopca?


Czymś wyjątkowym, ale nie obyło się to bez długiej i ciężkiej pracy. Do wszystkiego dążyłem wraz z moim tatą. Nigdy się nie poddawałem i właśnie dzięki temu zdobywałem i nadal zdobywam liczne nagrody, puchary i wyróżnienia.


Potem było jeszcze lepiej... W roku 2015 zadebiutowałeś w prestiżowych wyścigach serii Formula Renault 2.0 NEC. Dwa lata później osiągnąłeś historyczny wynik, zdobywając tytuł II Wicemistrza Formula Renault 2.0 NEC. Czy wtedy poczułeś się dojrzałym kierowcą?


W 2015 roku przesiadłem się z samochodów do formuł, gdzie zaczynaliśmy ponownie „od zera”, jako mały rodzinny zespół. Wszystkiego znów uczyliśmy się sami, a mimo, że początki były ciężkie, dążyliśmy do naszego celu. Sezon 2017 udało się zwieńczyć historycznym tytułem. Kierowca dojrzewa cały czas i uczy się z każdym okrążeniem. Przynajmniej ja tak uważam.


Co czujesz, kiedy siedzisz w samochodzie podczas wyścigu, o czym wówczas myślisz?


Skupiam się nad tym, co mnie czeka za moment i koncentruję się w stu procentach.


Odnosisz sukcesy, ale nie zapominasz o Częstochowie. Chyba jesteś mocno przywiązany do naszego miasta?


Tak, tutaj się urodziłem, tu mieszkam i uczę się - aktualnie studiuję na Politechnice Częstochowskiej. Nie zapomniałem też, że swoje pierwsze sportowe kroki stawiałem w Wyrazowie, którego teraz jestem ambasadorem, co jest dla mnie bardzo dużym wyróżnieniem. Nie wybieram się nigdzie indziej, tu jest mi dobrze i tu jest mój dom.


Sport to jednak nie wszystko - angażujesz się w różne akcje charytatywne. Skąd taka potrzeba?


Zawsze starałem się pomagać, wspierać i rozwijać akcje charytatywne - podobno to wypływa z serca i wychowania. Jeżeli tylko mogę, zawsze chętnie pomagam! Jestem ambasadorem DKMS, co dużo dla mnie znaczy.


Jakie masz marzenia jako kierowca wyścigowy?


Rozwijać się i piąć po szczeblach kariery najdalej, jak tylko jest to możliwe.