6/2020

Pobierz PDF

OKO ARTYSTY PRACUJE BEZ PRZERWY

Zaprojektowaną przez niego maseczkę, chroniącą przed coronavirusem, nosi Maciej Orłoś. Sam artysta marzy o prowadzeniu audycji radiowej, w której mógłby prezentować ulubioną muzykę. W swoim życiorysie ma również epizod trenowania piłki nożnej w klubie RKS Raków. Poznajcie bliżej Bartosza Frączka – członka kapituły projektu „Twarze Przyszłości”.


Magda Fijołek: Bartosz Frączek – malarz, wykładowca, podróżnik, fan muzyki niezwyczajnej, wnikliwy obserwator świata, filantrop. O czym zapomniałam?


Bartosz Frączek: Dodałbym jeszcze: fan dobrej kuchni.


Wnioskuję, że życie sprawia Ci przyjemność...


Tak, przyjemne życie wypełnione malowaniem, podróżami i wszystkim tym, z czym te dwie czynności się wiążą. Chociażby spotykaniem ciekawych ludzi.


A która z tych wymienionych ról jest Ci najbliższa?


Ciężko to jakoś rozgraniczać, bo twórczość to nie tylko stanie przy sztaludze. To poszukiwanie inspiracji właśnie w podróżach, kuchni, muzyce, w rozmowach z ludźmi. Twórczość to oglądanie życia z różnych perspektyw, nakładanie ich na siebie, miksowanie, tworzenie kolaży czy migawek rzeczywistości. Malowanie obrazów to czasami doświadczenie ekstatyczne, a czasami zwykłe rzemiosło.


W Twoich obrazach da się wyczuć pozytywne nastawienie do świata. Feeria kolorów sprawia, że wprawiasz odbiorcę w dobry nastrój, a oko czerpie z badania ich przyjemność. Czy to właściwy trop interpretacyjny?


To wszystko absolutnie nie jest zamysłem artystycznym. Jednak, jeśli maluje się ze szczerością, a nie kalkulując, to charakter, usposobienie malarza zawsze wyjdą na wierzch.


Lubisz łączyć obrazy w cykle. Była Częstochowa, były inne miasta, a także kobiety, artyści. Najpierw jest pomysł na cykl, a później dopiero praca twórcza?


Tak, w mojej prawie dwudziestopięcioletniej działalności artystycznej zawsze wygodniej tworzyło mi się cyklami. Powstało ich trochę: „Egipskie ciemności”, „Gwiazdozbiory”, „O kobiecie”, „Miejsca Zapamiętane”, „Głowy niewawelskie”, „Złote ogrody”, „Opowieści morza Śródziemnego”, „W poprzek Andamańskiego morza”. Jakoś po drodze było mi drążyć jeden temat i rozgrywać go na nowo. Wspomniany przez Ciebie cykl „Moja Częstochowa” wyewoluował naturalnie z cyklu „Miejsca Zapamiętane”.


Co pociąga Cię w miastach? Namalowałeś między innymi Brukselę, Lizbonę, Wenecję…


Odwiedzane miejsca nie tylko różnią się zabudową czy formą krajobrazu. Stojące pomniki, wiszące obrazy, detale architektoniczne – wszystkie one zaświadczają o historii tych miejsc, ich rozkwicie i przemijaniu, o żyjących tam ludziach, radościach i smutkach, codzienności. Każde z miast potrafi zaserwować kompletnie inny zestaw doznań. Nastrój chwili, specyficzne światło, zaobserwowana sytuacja, nagłówek prasowy, kolorowa witryna, naderwany plakat, płytka chodnikowa, zatarty napis, czyjaś twarz, koncert ulicznego grajka, zapach parzonej kawy, rejs chybotliwą łódką, płaczący posąg Chrystusa, aromat wymieszanego ze smogiem jedzenia. Wszystkie moje zmysły są czujne i jednakowo zaangażowane. To właśnie z tych elementów powstają moje miasta na obrazach.


Każda podróż to praca dla Twojego oka?


Tak. Uważam, że artysta nigdy nie ma wakacji. Nawet leżąc na kocu na plaży, czy nad basenem, myśli tematem, kompozycją, obserwowanym zjawiskiem. Obejrzyj zdjęcia na moim instagramie. To fotografie z całego świata, ale zakomponowane jak obrazy malarskie.


W Twoich obrazach widać elementy surrealizmu, ale przede wszystkim nawiązania do impresjonizmu. To są kierunki malarstwa, które cenisz najbardziej?


Właściwie nie ma dla mnie większego znaczenia, w jakim kierunku powstało dane dzieło. Jest interesujące albo nie. W każdym z nurtów tworzono przecież rzeczy lepsze i gorsze. Ciężko porównywać Caravaggia, Picassa czy Anselma Kiefera - wszyscy robili znakomite rzeczy niezależnie od czasu i miejsca, w jakich tworzyli.


Twoje prace były wystawiane w galeriach na całym świecie, od Japonii po Kalifornię. Lubisz mierzyć się z tym, jak inni odbierają Twoje malarstwo?


Tę część mojej pracy lubię najbardziej - konfrontację tego, co powstaje w mojej pracowni, z widzem. Jeśli widz pochodzi z drugiego końca świata, robi się jeszcze ciekawiej.


Dosyć o malarstwie. Czas na Twoje pozostałe role. Jesteś surowym i wymagającym wykładowcą? Inspiruje Cię praca z młodymi artystami?


Wydaje mi się, że nie jestem surowy, Nauczyłem się w swej pracy pedagogicznej kilku rzeczy: między innymi tego, że korekta pozytywna jest lepsza od negatywnej oraz tego, że nie warto poświęcać czasu ludziom, którzy tego nie chcą. Natomiast studenci są w stanie dać swemu wykładowcy bardzo wiele, często nieświadomie.


Udzielasz się podczas różnego rodzaju akcji charytatywnych. Odczytuję w tym wrażliwość na drugiego człowieka, który potrzebuje pomocy?


Dobro wraca.


Muzyki słuchasz dla odprężenia, czy też towarzyszy Ci ona w pacy?


Najwięcej muzyki słucham przy pracy i w podróży. Wtedy mogę się skupić na dźwiękach. Trzeba też dodać, że jest to bardzo często muzyka niszowa, alternatywna wobec panujących trendów.


Co ciekawego wpadło Ci w ucho ostatnio?


Wymienię kilku wykonawców, których lubię sobie czasem posłuchać: Brooklyn Funk Essentials, Pat Appleton, Royal Southern Brotherhood czy Ash Grunwald, ale jest ich dużo więcej. W ogóle moim cichym marzeniem jest poprowadzić kiedyś autorską cykliczną audycję radiową na temat mojej ulubionej muzyki. Niestety, czasy małych rozgłośni radiowych w naszym mieście już się skończyły.


Niemal na koniec małe zaskoczenie. Do 15. roku życia grałeś w piłkę nożną w klubie RKS Raków. Czemu przerwałeś treningi?


Musiałem na tamtym etapie zdecydować, czy chcę w przyszłości kopać piłkę, czy zająć się sztuką. Nie ma możliwości na serio zaangażować się równocześnie w jedno i drugie. Po prostu oceniłem swoje szanse na przyszłość.


Nadal jesteś zagorzałym kibicem piłkarskim? Żałujesz, że w tym roku nie odbędzie się Euro?


Nie jestem już kibicem piłki i jest mi obojętne, czy Euro się odbędzie, czy nie… Pieniądze zmieniły oblicze tego sportu i dlatego przestał mnie on interesować.


Znalazłeś się w kapitule projektu „Twarze Przyszłości”. Z jakiego klucza szukasz kandydatów do tego wyróżnienia?


Po pierwsze ważne jest dla mnie to, żeby ci ludzie byli dumni z faktu, że są stąd. Po drugie cenię sobie pasję i bezwarunkową miłość do tego, co się w życiu robi