Aktualności

23 sierpnia 2018
Siła marzeń
[zdjęcie aktualności]

Bogumiła Raulin, od wielu lat podróżuje po całym globie i regularnie zmienia swój adres zamieszkania. Przez pewien czas była mocno związana z Częstochową - osiadła tutaj na dłużej i odpoczywała od zgiełku stolicy. Jednak dłuższy postój w jednym miejscu nie leży w jej naturze. Wciąż stawia przed sobą kolejne wyzwania, chociażby poznanie świata z najwyższego pułapu - czyli zdobycie Korony Ziemi. 

Podróżniczka jest szczęśliwą mamą i wierzy, że nie trzeba rezygnować ze swoich pasji, gdy zostaje się rodzicem. Dlatego w 2011 roku rozpoczęła projekt „Siła Marzeń”, w ramach którego postanowiła wspiąć się na najwyższe szczyty wszystkich kontynentów (czyli Koronę Ziemi). Zaczęło się od Kilimandżaro i podróży do Afryki. Dwa lata później udało się jej zdobyć Aconcaguę, najwyższy szczyt Ameryki Południowej. Na rodzimym kontynencie - biorąc po uwagę fakt, że zdania pomiędzy geografami i wspinaczami co do najwyższego szczytu Europy są podzielone - Miłka postanowiła wspiąć się zarówno na Mount Blanc, jak i Elbrus. W 2014 r. podjęła z kolei wyprawę do Australii i Oceanii, gdzie zdobyła Piramidę Cartensza oraz Górę Kościuszki. W 2015 r. wspięła się na McKinley Denali najwyższy szczyt Ameryki Północnej, a w 2017 r. na Mount Vinson, który góruje nad Antarktydą. Projekt „Siła Marzeń” zakończył się w tym roku - 22 maja - gdy Miłka zdobyła Mount Everest. W ten sposób weszła do elitarnego, dziesięcioosobowego grona Polek, które wspięły się na wszystkie szczyty Korony. Jednocześnie dokonała tego jako najmłodsza (35-letnia) w tej stawce. 

Nie bez znaczenia pozostają też symboliczne rocznice, które przypadają na rok kończący projekt: setna rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości oraz czterdziesta rocznica pierwszego polskiego i kobiecego wejścia na Everest (dokonanego przez Wandę Rutkiewicz). Na 2018 rok przypadła również sześćdziesiąta piąta rocznica pierwszego zdobycia najwyższej góry świata przez  Edmunda Hillary’ego i szerpę Tenzinga Norgaya. 

Tegoroczna wyprawa na Mount Everest była olbrzymim wyzwaniem. Zazwyczaj wszelkie przygotowania Miłka załatwia sama, tutaj jednak potrzebowała pomocy. Najwyższa góra świata znajduje się na pograniczu Chin oraz Nepalu, przez co formalności, które trzeba załatwić przed wyprawą, są olbrzymie. Dlatego tym razem wyjątkowo himalaistka skorzystała ze wsparcia amerykańskiej agencji. To też zdeterminowało skład grupy, z którą przebywała na miejscu; byli to głównie wspinacze ze Stanów Zjednoczonych i Kanady.

Największą trudnością podczas wyprawy w Himalaje okazała się walka ze swoim organizmem, który nieustannie się buntował. Ciężkie warunki, jakie panowały na siedmiu, ośmiu tysiącach metrów nad poziomem morza, dawały się we znaki każdego dnia. Męczyły problemy ze snem, trawieniem, nawracające bóle głowy oraz bóle mięśni międzyżebrowych spowodowane dokuczliwym kaszlem. Taka wysokość nie jest naturalnym środowiskiem dla człowieka i toczy się tu nieustanna walka między umysłem a ciałem wspinacza. Dlatego też motywacja i właściwe przygotowanie mają kluczowe znaczenie przy tego typu wyzwaniach. 

Zanim podróżniczka dotarła na szczyt, spędziła prawie dwa miesiące w poszczególnych obozach w wysokich partiach Himalajów. Poprzez rotacje, czyli stopniowe wychodzenie w górę i powrót w dół do obozu, organizm zaczynał produkować większe ilości czerwonych krwinek, dzięki czemu bardziej efektywnie wykorzystywał małe ilości tlenu w rzadkim powietrzu. Pomijając ten etap, można  nabawić się choroby wysokogórskiej, objawiającej się między innymi obrzękiem płuc lub mózgu. 

Czas w obozie każdy ze wspinaczy organizował na swój własny sposób, a ich rozmowy oczywiście krążyły wokół tematów górskich. Miłka była skupiona na swoim celu i dawała odpocząć myślom, tak zagonionym w codziennym życiu. Dużą przyjemność sprawiało jej nierobienie niczego, bo ostatnie kilka lat spędziła na bardzo intensywnych przygotowaniach. 

W końcu nadszedł dzień ataku szczytowego, w którym to każdemu wspinaczowi został przydzielony wysokogórski szerpa. Bogumile towarzyszył Kami Temba i to on wspinał się z nią od przełęczy południowej (8000 m n.p.m.) na sam szczyt. Akcja górska na najwyższy szczyt świata przebiegała bardzo sprawnie i trwała około 13 godzin (samo wejście na szczyt zajęło 9 godzin). 
Pogoda dopisywała, więc na szczycie wszyscy wspinacze spędzili około godziny, ciesząc się widokiem. To była niesamowita chwila. Moment wielkiego szczęścia, dumy, że udało się ukończyć tak wymagający projekt, ale i świadomości, iż zdobycie szczytu to dopiero połowa drogi. Na Miłkę czekała jeszcze bowiem droga w powrotna, w trakcie której również należało utrzymać właściwą mobilizację całego organizmu. Zejście zajęło około 3 godzin. W obozie pod Everestem czekali na nią przyjaciele, a w domu syn Jeremi.

Po powrocie do Polski Miłka nie dała sobie wiele czasu na odpoczynek. Aktualnie  kończy  ostatnie rozdziały książki o wyprawie na Everest, która pojawi się na rynku już w drugiej połowie października. Powstaje również kilkuodcinkowy film na temat tej wyprawy, będzie można go zobaczyć w czwartym kwartale tego roku. Oczywiście podróżniczka planuje już też kolejne wyzwania, bo trudno jest jej usiedzieć w jednym miejscu. Jak sama mówi: mam tyle planów, że boję się, że mi życia zabraknie na ich realizację.   

Na Podróżnicze Spotkanie z Bogumiłą Raulin w ramach akcji „Aleje – tu się dzieje!” zapraszamy w poniedziałek 
27 sierpnia 2018 r. na godz 18.30 do Ośrodka Kultury Filmowej „Iluzja” (ilość miejsc ograniczona).