Aktualności

16 października 2018
Ojciec podróżnik
[zdjęcie aktualności]

Jarek Kania jest częstochowianinem z urodzenia. Bakcyla podróżowania zaszczepili w nim rodzice podczas wycieczek krajowych i zagranicznych. Jedną z ciekawszych rodzinnych wypraw było dotarcie na Sycylię szlakami torów kolejowych i wejście na Etnę. Dni były przeznaczone na zwiedzanie, a noce na przejazdy i spanie w pociągach.

Po ukończeniu nauki w IX Liceum Ogólnokształcącym im. Cypriana Kamila Norwida, Jarek wyjechał z Częstochowy na studia do Olsztyna na Warmii. Był to czas, gdy rozwinął swoje podróżnicze horyzonty. Wraz z poznaną na studiach Jolą, która ostatecznie została jego żoną, zaczął regularnie zwiedzać między innymi Anglię, Francję, Hiszpanię. Po studiach pobrali się i w ramach podróży poślubnej podjęli wyprawę dookoła świata! Zajęło im to 246 dni. Najpiękniejsze chwile przeżyli, odkrywając krajobrazy Boliwii, czy podziwiając wschód słońca w Himalajach. Niezwykłe wrażenie zrobiło na nich również rozgwieżdżone niebo nad Australią. W głębi lądu, z dala od osad ludzkich, nieboskłon był wolny od zanieczyszczenia światłem, przez co widać było nieskończenie wiele obiektów, wybijających się z mroku.

Z podróży wrócili nie tylko jako małżeństwo, ale również jako rodzice małej Róży. Opowiadając historię tej wyprawy na Kolosach - jednym z najbardziej elitarnych festiwali podróżniczych w Polsce - bezapelacyjnie podbili serce publiczności. W głosowaniu na najciekawszą prezentację imprezy nagroda przypadła właśnie im. Oczywiście to był dopiero początek ich rodzinnych wojaży. Gdy Róża miała 9 miesięcy, przeszli, z nią w wózku, 250 km szlaku św. Jakuba z Porto do Santiago de Compostela. Później, gdy Róża miała 1,5 roku, a Jola była w piątym miesiącu ciąży, wybrali się koleją transsyberyjską nad Bajkał.

Dziś ich rodzina jest już pięcioosobowa: tata Jarek, mama Jola oraz córeczki Róża, Berenika i Sara. Dzieci oczywiście nie zmieniły ich podróżniczego podejścia do życia. Wystarczyło je jedynie nieco przemodelować pod potrzeby wszystkich członków wypraw. Praktyka pokazała, że im młodsze dziecko, tym lepiej znosi wojaże. Póki spędza swój czas w chuście lub wózku, łatwiej się z nim obejść. Więcej uwagi trzeba poświęcić dzieciom, gdy zaczynają chodzić i dyskutować. Nieco później, kiedy zaczynają więcej rozumieć i gotowe są na kompromisy, podróże znów stają się łatwiejsze. Dzieci w sposób naturalny
są ciekawe otaczającego je świata i trzeba to tylko umiejętnie wykorzystać. Najmłodsi lubią też podejmować wyzwania, dlatego starsze córki Jarka i Joli podczas podróży po Ameryce Południowej miały już wyznaczone role. Mogły nosić swoje bagaże i karmić młodszą siostrę.

Obecnie Jarek prowadzi bloga „Ojcowska strona mocy”. Opisuje tam między innymi, jak podróżować z dziećmi i planować wspólne wyjazdy. Dzieli się też anegdotami. Wiem już, dlaczego powstały hotele dla dzieci - pisze Jarek. - Pewnego wieczoru, w Kolumbijskiej Cartagenie, postanowiliśmy pójść na basen na hotelowym dachu. Pełną rodziną, w 5 osób. Dziewczyny wpadły do wody, rozbijając aurę romantycznych kolacji i spotkań dziejących się wokoło. Gdy weszli z krzykiem, nastrój opadł. Dzięki temu wiem, że hotele dla dzieci mają sens. Oprócz podejmowania tematów czysto turystycznych, Jarek pisze na blogu również o innych aspektach rodzicielstwa. Radzi, jak wprowadzać dzieci w świat nowoczesnych technologi, jak spędzać z nimi czas, czy zachęcić je do nauki języków. Jego córki uczą się języka angielskiego w szkole, bez dodatkowych zajęć. Jednocześnie rodzice starają się pokazać im w praktyce, jak bardzo znajomość języków obcych jest potrzebna. W zeszłym roku, na lotnisku w Singapurze, najstarsza córka bardzo chciała napić się gorącej czekolady – opowiada tata podróżnik - Powiedzieliśmy, że może to zrobić, pod warunkiem, że sama o tę czekoladę poprosi. Mimo początkowych oporów i strachu misja zakończyła się sukcesem, a córka poznała prawdziwą wagę znajomości języków obcych, nawet w najprostszych sytuacjach. Dla ośmiolatki był to nie lada sukces.

Blog „Ojcowska strona mocy” to doskonała lektura dla wszystkich, którzy mają wątpliwości, czy warto podróżować z dziećmi. Często to, co wydaje się nam straszne, jest wyłącznie wytworem naszej wyobraźni
– mówi Jarek. - Dla nas podróżowanie było naturalne, więc i obecność dzieci w podróży była czymś oczywistym. Podróżując z dziećmi, dobrze jest jednak dawkować sobie wrażenia. Na początku warto jest po prostu pojechać poza miasto i spędzić tam chociażby weekend.


Daniel Zalejski