Aktualności

8 października 2019
HASZCZA PÓŁ WIEKU PRZY STOLE
[zdjęcie aktualności]

Bez niego nie byłoby dzisiejszych sukcesów tenisistek stołowych KU AZS UJD Częstochowa. To on bowiem stawiał fundamenty pod popularność pingponga w naszym mieście. Wychował wielu zawodników i wiele zawodniczek. I, co najważniejsze, wciąż gra, zarażając tenisem stołowym kolejne pokolenia młodych ludzi. Janusz Haszcz, człowiek legenda częstochowskiego pingponga, właśnie świętuje jubileusz 50-lecia nieustannego związku z rakietką i celuloidową (dziś plastikową) piłeczką.

Właściwie był skazany na sport. Jak sam mówi, wszystko przez to, że mieszkał i wychowywał się w hali, w której jego tata był gospodarzem, a mama pracownikiem dbającym o czystość obiektu. Ale dla nastolatka z Siemianowic Śląskich tenis stołowy, w którym zakochał się potem po uszy, wcale nie był pierwszym wyborem. Biegał za piłką, chciał być laskarzem, próbował boksować, ale to właśnie tenis stołowy stał się jego największą miłością.

Aż trudno mi w to uwierzyć, ale w 1969 roku podpisałem tak zwaną kartę zawodnika – wspomina. – Wtedy zostałem pełnoprawnym graczem HKS-u Siemianowiczanka. A że moje pozaszkolne życie kręciło się wokół hali, pingpong pochłonął mnie bez reszty. Sukcesy przyszły szybko. Zwycięstwa w zmaganiach międzyszkolnych i występy w lidze zbudowały nastolatka jako zawodnika, który w 1975 roku awansował do czterech finałów Ogólnopolskiej Spartakiady Młodzieży, zdobywając dwa złote i dwa srebrne krążki. Zaczęły się powołania do kadry i występy na turniejach międzynarodowych. Takich jak ten w Skopje, w ówczesnej Jugosławii, który udało mu się niespodziewanie wygrać.

Z kadry był już tylko krok do udziału w najbardziej prestiżowych imprezach. W 1978 roku Haszcz został powołany do reprezentacji Polski, która walczyła w Mistrzostwach Europy juniorów w Barcelonie. To był przedziwny turniej. W drodze do Hiszpanii zginął nam gdzieś sprzęt. Ale o dziwo w grupie odnieśliśmy dwa zwycięstwa – z Walią i Bułgarią. Awansowaliśmy do czołowej ósemki mistrzostw w zmaganiach drużynowych. A gdy sprzęt się odnalazł, nie wygraliśmy już żadnego spotkania – odtwarza wydarzenia z tej imprezy.

Do Częstochowy trafił trochę z rozsądku, trochę za namową kolegów z pingpongowej branży – Wiesława Pięty i Jana Ślęzaka. Miałem telefony i z Gdańska, i z Gorzowa Wielkopolskiego. Padła konkretna oferta z Jastrzębia. Ale ja, chłopak z Siemianowic Śląskich, z tym mocnym śląskim akcentem, nastolatek, którego wuj Alojz był protoplastą słynnego Janka Kosa z powieści „Czterej pancerni i pies” Janusza Przymanowskiego, przeniesionej później na ekran telewizyjny - postawiłem na Częstochowę. Zostałem studentem Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Częstochowie i graczem miejscowego AZS-u – tłumaczy kulisy swojego transferu Janusz Haszcz.

W lidze jego AZS wojował na drugim froncie, mając przez lata aspiracje do awansu do najwyższej klasy rozgrywkowej. Haszcz był jednym z liderów zespołu. Niczym na zawołanie zdobywał medale w rozgrywkach mistrzostw kraju uczelni wyższych, w akademickich zmaganiach w całej Europie. W AZS-ie panowała naprawdę świetna, przyjacielska atmosfera. Dzięki niej spotykaliśmy się nie tylko na treningach i meczach, ale także poza sportem, zacieśniając więzy koleżeńskie. Pomagaliśmy sobie w wielu istotnych sprawach życiowych – podkreśla.

Po zakończeniu studiów, już w dorosłym życiu związał się ze Szkołą Podstawową nr 8 w Częstochowie. Pracował w niej jako nauczyciel, potem wicedyrektor. Wreszcie, w 1999 roku wygrał konkurs na dyrektora Gimnazjum nr 8. Tenisa stołowego ani na moment nie porzucił. Wprost przeciwnie. Pracując w „ósemce” i prowadząc równolegle zajęcia w Szkole Podstawowej nr 48, stworzył Częstochowskie Towarzystwo Sportowe z całą grupą utalentowanych zawodników i zawodniczek. Najlepsi z nich – Przemysław Korzec, Marcin Jadczyk czy Jarosław Rolak o mały włos nie wprowadzili CZTS-u to pingpongowej ekstraklasy.

Janusz Haszcz, z równym powodzeniem co przy stole, radził sobie jako organizator różnych imprez tenisowych – warsztatów, sympozjów, festynów. Zapraszał do Częstochowy tej klasy zawodników, co m.in. legendarny Andrzej Grubba. Opracował także katalog zawierający wskazówki do nauczania młodych adeptów tej gry - „Tenis stołowy dla wszystkich”. Prowadził wykłady na kursach instruktorskich i promował pingpong przy okazji licznych imprez sportowych. I choć od 2007 roku swoje losy zawodowe związał z częstochowskim samorządem, tenis stołowy pozostaje jego ukochanym dzieckiem.

Andrzej Zaguła