Aktualności

5 listopada 2019
Syn Miasta
[zdjęcie aktualności]

Jestem Zygmunt i słucham rocka” - powiedział nauczycielowi muzyki w liceum  w 1978 r. Ten nazwał go Muńkiem i tak już zostało. W ostatnie wakacje wiadomość o tym, że trafił do szpitala zelektryzowała wszystkich. Było niedowierzanie, a potem  czekanie na każdą kolejną wiadomość o jego stanie zdrowia, bo Muniek jest po prostu nasz. Syn każdego polskiego miasta. Jak sam teraz mówi, dostał drugie życie i cieszy się nim każdego dnia. 29 listopada o godz. 17.00 wokalista przyjedzie na spotkanie do Liceum im. H. Sienkiewicza* - pretekstem są nowa płyta i książka.

Magda Fijołek: Za Tobą daleka podróż....

Muniek Staszczyk: Tak mówili lekarze zarówno w Anglii, jak i w Polsce. 11 lipca wyszedłem z domu, a wróciłem 11 września. Miało mnie nie być kilka dni, a ostatecznie nie było dwa miesiące. Pojechałem na koncert Boba Dylana do Londynu, bo jestem fanem jego muzyki. Po koncercie wróciłem do hotelu i nic więcej nie pamiętam. Po 12 godzinach znaleziono mnie nieprzytomnego w pokoju hotelowym. Wiem, że miałem dużo szczęścia. Przeżyłem i za to dziękuję Bogu.

Nie za szybko wracasz po tym wszystkim na scenę muzyczną?

Nie można było tego przewidzieć. Zarówno ja, jak i mój management nie wiedzieliśmy w trakcie mojej rehabilitacji, czy projekty, które rozpocząłem jeszcze przed wakacjami - czyli wydanie mojej solowej płyty i biografii - dojdą do skutku. Niewiele z okresu początkowej rehabilitacji pamiętam. Jednak, ku mojemu i lekarzy zaskoczeniu, moja forma zaczęła szybko poprawiać się z dnia na dzień. Na pewno jednak koncertować teraz nie będę, może za rok. Aktualnie skupiam się na promocji książki i płyty.

Zarówno biografia, jak i nowy album sprawiły, że skupiłeś na sobie uwagę wielu mediów...

Bardzo mnie to zaskoczyło . Moje nazwisko zawsze wzbudzało emocje w tzw. mainstreamie, nie spodziewałam się jednak tak intensywnego uderzenia medialnego teraz. Do tego dochodzą też fake newsy w internecie. Nie ma to żadnych granic i nie wiem, po co ludzie tworzą nieprawdziwe informacje.

Zmieniła Ci się perspektywa patrzenia na świat...

Zdecydowanie tak, kiedy leżysz w łóżku i nie możesz się z niego podnieść, zmienia Ci się punkt widzenia. Co innego staje się ważne. Odczułem to tym bardziej, że do lipca tego roku nigdy nie byłem w szpitalu. Kiedy się ocknąłem, myślałem tylko o tym, że trzeba będzie odwołać koncert w warszawskiej Stodole. Później, kiedy spotkałem się w szpitalu z prawdziwym cierpieniem innych ludzi, widziałem ich obok siebie na wózkach, sparaliżowanych, dotarło do mnie, że są sprawy ważniejsze niż odwołanie koncertu.

Płytę jednak dokończyłeś…

Lekarze zdecydowali, wiedząc, czym się zajmuję, że muzyka może dobrze zadziałać na mój mózg. To też było pewnego rodzaju ćwiczenie regenerujące umysł, bo na początku nie rozpoznawałem swoich piosenek granych w radiu. Powolutku sprawdzaliśmy czy pamiętam teksty, muzykę, następnie dostałem zmiksowany przez Emade materiał z płyty. Kończyłem jej dopracowywanie właśnie w szpitalu. Zawsze byłem przy finalnej fazie produkcji albumów, teraz robiłem to zdalnie. Naprawdę jestem bardzo szczęśliwy, że udało się doprowadzić do końca ten projekt. Dużo pracy w niego włożyliśmy.

Właśnie, a pracowałeś z zupełnie nową ekipą muzyków…

Kiedy zdecydowałem się zawiesić T.Love i postanowiłem wydać solową płytę, nie chciałem iść tym samym torem, którym szedłem już z zespołem. Zauważyłem już dawno, że jest wielu młodych muzyków, którzy inaczej myślą, inne są też obszary ich działania. Chciałem właśnie tego spróbować. Udało mi się namówić do współpracy Króla, Kasię Piszek, Dawida Podsiadło i dla przeciwwagi Wojtka Waglewskiego.

Pierwszy singiel „Pola” zrobiony z Dawidem Podsiadło spotkał się ze znakomitym odbiorem jeszcze przed wakacjami...

Bardzo go lubię, tym bardziej, że mogłem współpracować właśnie z Dawidem. Poznałem go kilka lat temu osobiście i już wtedy poczułem, że mówimy tym samym językiem, pomimo różnicy wieku. Po tym, jak nagrał cover piosenki „Bóg”, zapytałem, czy nie ma jakichś utworów, które sam skomponował. Podesłał mi kilka, jeden szczególnie mi się spodobał, napisałem do niego tekst i tak powstała „Pola”. Ponieważ zawsze pisałem o tym, co się dzieje wokół, a do mojego kraju mam stosunek na zasadzie „love & hate”, więc tekst jest właśnie o tym. Dawno nie miałem tak dobrego utworu. Cieszy liczba odsłon na YT - to już 11 milionów. Cieszę się, że utwór trafił w ludzi.

W tym samym mniej więcej czasie pojawiła się Twoja biografia, zbudowana na bazie Twoich rozmów z Rafałem Księżykiem, który też jest częstochowianinem. To celowy zabieg, czy szczęśliwy zbieg okoliczności?

Jedno i drugie, Rafał nie jest anonimowy w świecie muzycznym, znałem jego książki, czytałem Bryla i Stańkę. Wiedziałem, że jest z Częstochowy. Podczas promocji biografii Marcina Świetlickiego, w rozmowie ze sobą stwierdziliśmy, że to absurd jakiś, że on, częstochowianin, nie napisał do tej pory o Muńku częstochowianinie. Zaczęliśmy razem pracować, przychodził do mnie przez rok. Bardzo się przez ten czas do siebie zbliżyliśmy, polubiliśmy. Rafał potrafił tak prowadzić  rozmowę, że co chwilę pojawiały się nowe wątki. Książkę, podobnie jak płytę, kończyliśmy w szpitalu. Moim zdaniem „King! Autobiografia” jest najlepszym wydawnictwem, jakie o mnie powstało. Myślę, że trafi do czytelnika w każdym wieku. Bardzo się cieszę, że mogłem z Rafałem tę książkę stworzyć.

Na okładce książki znajduje się blurb Kazika Staszewskiego…

Kazik odwiedził mnie w szpitalu. Chociaż nie jest zbyt wylewny, serdecznie się uściskaliśmy, jak bracia. Książka bardzo mu się spodobała, o Rafale wypowiadał się w samych superlatywach. Dlatego też zgodził się napisać rekomendację.

W książce jest też sporo zdjęć innego częstochowianina, Grzesia Skowronka….

Nie mogło być inaczej. Odkąd pamiętam, to właśnie on fotografował każdy koncert T.Love w Częstochowie.

Cieszysz się na przyjazd w listopadzie do Częstochowy do „Sienkiewicza”?

Pewnie, że się cieszę. Jestem szczęśliwy, że wszystko tak dobrze się ułożyło - mój powrót do zdrowia, wydanie książki i płyty. Cieszy także to, że oba wydawnictwa są tak ciepło odbierane. To dodaje mi sił!

*Wstęp wolny, liczba miejsc ograniczona