Aktualności

2 grudnia 2019
Drugie życie Any
[zdjęcie aktualności]

Wróciła do Częstochowy na początku tego roku, po kilku intensywnych latach spędzonych w Warszawie. W rodzinnym mieście odzyskuje siły, bo tu czuje się u siebie. Tutaj również na nowo poczuła w sobie muzykę i chęć do jej tworzenia. Po latach poszukiwań postanowiła komponować piosenki nie „dla” tylko „do” ludzi. W listopadzie Ana Andrzejewska dostała się do finału programu „Mam talent”, w którym swoją nową kreacją muzyczną oczarowała jury programu.

Magda Fijołek: Z tego co wiem, udziału w „Mam Talent” zupełnie nie planowałaś.

Ana Andrzejewska: To prawda, cały ten rok upływa mi na nieplanowaniu. W ostatnich latach próbowałam bardzo wielu trendów w muzyce i byłam otwarta na wszystko. Mimo że nie było mnie medialnie widać, sporo w tym czasie pracowałam z muzykami, przebywałam w studio. W Warszawie dużo się nauczyłam, jednak równocześnie zagubiłam kierunek, w którym chciałam po-dążać. Bardzo się starałam i słuchałam zdań wszystkich, ale nie czułam siebie w piosenkach, które pisałam. Muzyka przestała mi sprawiać przyjemność. Stała się moim przekleństwem. Postanowiłam wrócić do Częstochowy, choć tego powrotu bardzo się obawiałam - oceniania mnie, pytań, co z karierą. Udało mi się jednak od tych wątpliwości uciec. Odpoczęłam i odnalazłam na nowo przyjemności z obcowania w muzyce i z muzyką.

Coś lub ktoś Ci w tym pomógł?

Wyciszenie, przyjaciele i nieplanowane spotkanie z Bartkiem Bednarkiem. Po prostu przyszedł on do mnie, zaczęłam śpiewać piosenki przy jego akompaniamencie i doskonale się zgraliśmy. Bartek pomógł mi dokończyć utwór, który miałam na warsztacie – było to „Stuck in love”. W kwietniu wrzuciłam go do sieci, a później zaśpiewałam na castingu do programu „Mam talent”. Potem niespiesznie nagraliśmy cover piosenki Dawida Podsiadło, który poszybował wysoko i miał dużo odsłon na moim kanale w internecie. To nas zaskoczyło, ale jednocześnie dało energię do dalszej współpracy. Naszą zasadą jest tworzenie zgodnie z tym, co czujemy w sercach. Muzyka, która teraz do mnie wróciła, jest dokładnie tym, czego szukałam a myślałam, że już nie znajdę. Jest odzwierciedleniem tego, że jestem bliżej siebie.

Wróćmy jednak do „Mam talent”. Jak do niego trafiłaś, skoro zupełnie nie plano-wałaś?

Jechałam samochodem z moją przyjaciółką i w telefonie mignęło mi gdzieś ogłoszenie o castingu do programu. Tak od niechcenia wysłałam zgłoszenie, nawet nie wypełniłam go w całości. Wrzuciłam do niego link do mojej piosenki. Godzinę po wysłaniu otrzymałam telefon i się zaczęło. Gdy podczas mojego występu Małgorzata Foremniak włączyła złoty guzik, dostałam turbodoładowanie. To złote confetti, które na mnie spadło, to była super chwila.

Piosenka, którą wykonałaś w półfinałach, była napisana z myślą o występie w nich?

„Angel” jest o aniele, który wychodzi z mroku. Tekst przeleżał trochę w szufladzie, bo w tamtym czasie nie umiałam do niego podejść. Po tych ostatnich, trudnych miesiącach wpadł mi on znów w ręce i na nowo go przeczytałam. Tym razem trafił w punkt.

W finale zaśpiewałaś piosenkę „Doubts”...

To z kolei piosenka, do której sama napisałam tekst. Słowa w refrenie mają ważne przesłanie: nie trać głowy. One też są tym, co mam aktualnie w sobie.

Co dają Ci występy w takich programach jak „Mam talent”, czy wcześniej w „The Voice of Poland”?

Każda praca w telewizji to ważne doświadczenie i trudne zadanie. Nie porównywałabym jednak tych dwóch programów, bo są to dwa różne formaty. Udział w „The Voice of Poland” pozwolił mi nabrać doświadczenia, wzmocnił mnie. Była to bardzo absor-bująca lekcja, która zajęła kilka miesięcy mojego życia. Byłam wtedy zdana tylko na siebie i po raz pierwszy musiałam poradzić sobie z tak dużą ilością hejtu i zmęczenia. Natomiast „Mam talent” toczy się spokojniej, choć hejt również się pojawia. Krytycy nie potrafią sobie jednak wyobrazić, jak to naprawdę jest, gdy stajesz przed jury oraz publicznością, mając w głowie, że to jest ta jedna, jedyna szansa. Nie będzie powtórek. Włącza się pięć kamer i wiesz, że ogląda Cię kilka milionów ludzi. To jest niesamowicie stresujące.

Co po programie?

Niedługo wyjdzie piosenka „Po-wietrze”, z tekstem mojego autorstwa. Do niedawna myślałam, że nie napiszę żadnego polskie-go tekstu, a tu kilka tygodni temu słowa same wylały się ze mnie na papier. Kiedy go już przeczytałam w całości nie zastana-wiałam się, czy będzie się on komuś podobał. Ważne było tylko to, że jest mój i mówi o tym, co czuję. Będę też pracować nad kolejnym coverem. A potem wychodzi pierwszy singiel mój i Bartka. Pojawią się również kolejne klipy. Po tym roku już wiem, że wszystko w naszym życiu dzieje się po coś. Mój powrót do Częstochowy sprawił, że na nowo pokochałam muzykę. Tak jak kochała ją mała Ania w swoim pokoju, dwadzieścia lat temu.