Aktualności

28 listopada 2017
PODRÓŻE Z LIDIĄ POSPIESZALSKĄ
[zdjęcie aktualności]

Lidia Pospieszalska - częstochowska wokalistka, kompozytorka, aranżer. Ma na swoim koncie dwie solowe płyty z własnymi kompozycjami: "Inaije" (2007) i “Podróże na chmurze" (październik 2017); koprodukcję wraz z mężem Marcinem Pospieszalskim płyty „Wilczy ślad”; utwory napisane dla innych wykonawców (Deus Meus, New Life M, Zakopower) ); udział w koncertach TV („Muzyka źródeł”, „Nieśmiertelni”, koncerty papieskie, koncerty Jednego Serca Jednego Ducha, „Kolędy Pospieszalskich”). Na najnowszej płycie towarzyszy jej spora rzesza muzyków, wśród nich stały skład zespołu: Marcin Pospieszalski, Łukasz Kluczniak, Zuzia Tomaszewska, Tomasz Basiuk, Kamil Cudzich.

DR: Płyta „Podróże na chmurze” ukazała się w październiku 2017 roku nakładem wydawnictwa MTJ. Zapowiadałaś ją jednak w radiowej Trójce już trzy lata wcześniej. Co spowodowało aż taką zwłokę?

Lidia Pospieszalska: W tym czasie zaczęła się budowa naszego domu i zaangażowałam się w ten proces dość mocno. Po pierwsze, bo mnie to pasjonuje, po drugie, gdyż miałam dość ograniczone zaufanie do wykonawców. Aby zmniejszyć stres budowlany, zaczęłam sama szukać ekip, przeglądać fora budowlane, zdobywać na ten temat wiedzę i być zawsze obecną, gdy na budowie coś się dzieje. Większość fachowców wspominam dość dobrze, czasami nawet pracowałam razem z jakąś ekipą.
Na przykład wymurowałam kilka metrów ściany domu z wapienia jurajskiego (śmiech). Druga przyczyna to fakt, że brakowało mi kilku tekstów. Sama ich nie piszę, a niektóre utwory to klasyczne piosenki, które potrzebują słów.

 

Twoja pierwsza płyta również powstawała dość długo…

Mam w domu producenta, który jest wiecznie zajęty. A ponieważ doświadczenie Marcina jest bezcenne, więc czekam na swoją kolej (śmiech). Obecnie pogodzenie jego projektów muzycznych
z moim dodatkowym zaangażowaniem się w budowę domu jest niezwykle trudne, a są płyty (poza moimi solowymi), które producencko robimy razem.
Ostatnio więc Marcin kupił mi profesjonalny program dla realizatorów dźwięku i powiedział, żebym edycją poszczególnych śladów zajęła się sama. Nie musi już ślęczeć godzinami przy komputerze mając za sobą z tyłu głowy podpowiadacza. Przychodzi i sprawdza, czy jest dobrze i czasami coś doda od siebie. To znacznie przyspiesza cały proces.

Na nowym krążku pojawia się wiele wątków związanych z naturą, które również charakteryzują Twoje spojrzenie na świat. Dokonałaś oczywistego doboru tekstów, które wyrażają Ciebie.

Tak, niewątpliwie jest to płyta przyrodnicza (śmiech). Większość tekstów to wiersze Grzegorza Żaka, do których powstała muzyka. A to o górach, a to o akacji…

chmurach. Ciszy, deszczu, drzewach…
…i o miłości – na przykład w piosence „Akacjowe czary”. Powstała ona w bardzo szczególny sposób. Któregoś czerwcowego poranka napisałam maila do Grzegorza, o tym że właśnie przy moim oknie kwitnie akacja i że jej zapach jest dla mnie czymś najbardziej czarownym. On nazajutrz przysyła gotowy tekst, a kolejnego dnia ja komponuję do niego muzykę i nagrywam większość śladów instrumentów, które znalazły się na płycie. Tej akacji już nie ma, bo została ścięta, ale została po niej piosenka, której była inspiracją. Z kolei „Szarość a radość” to zachwyt nad szarością pojawiającą się, gdy nie ma już bieli zimy, tylko brudny śnieg. I nie ma nic, co zapowiadałoby wiosnę. „Wiosna się skrada nieśmiało, zima zaś sprawdza dokładnie, czy czegoś nie zapomniała, a wokół tak szaro
i ładnie”. Uwielbiam ten czas przedwiośnia. „Muzyka ciszy” to też niesamowity poetycki tekst
o miłości: „Dzisiaj Ci z gór świeżą ciszę ślę, szarych cieni tupot stóp…”. Wykorzystałam również bardzo dowcipny i pouczający wiersz Shakespear'a „Piosenka przedrzeźniona” w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka. Człowiek pełen animuszu chce rzucić wszystko, co go dręczy, w czym jest, gdzie mieszka – i pójść wędrować w świat, gdzie jedyną przeszkodą jest zima, wiatr i ulewa. Są jeszcze dwa teksty Roberta Cudzicha. Jeden o egzystencji - „Czikiczika” - o tym, że marnością jest pogoń za blichtrem tego świata, uleganie reklamie. I drugi „Modlitwa form”, który napisał trochę o mnie, bo wie, jak potrafię zachwycać się pięknem tego, co stworzył Bóg, ale też człowiek, np. poprzez architekturę. Wykorzystałam również tekst biblijny z Księgi Koheleta „Wszystko ma swój czas...” I kolejny piękny wiersz o miłości pt: „Ty” Janusza Różewicza, najmniej znanego z braci Różewiczów, zamordowanego przez Gestapo w czasie wojny.

Sporo śpiewasz o zakochaniu. Na drugiej płycie – to zakochanie tym razem
w mieście Wrocław. W niekt
órych utworach słyszę też motywy muzyczne kojarzące się
z innymi miastami – Paryżem, Krakowem, Nowym Jorkiem.

Motywy muzyczne - tak, inspiracji jest sporo. Zawsze słuchałam muzyki bardzo różnorodnej: jazzu, muzyki rockowej, bluesa, reggae, muzyki symfonicznej, etnicznej całego świata, ale też sporo polskiej muzyki tradycyjnej. Miałam okazję uczyć się gry na bębenku radomskim u mistrzów takich jak Jan Gaca i Józef Tarnowski. Każdy gatunek niesie ze sobą jakiś świat, który mnie bardzo pociąga.

Tę różnorodność gatunków muzycznych również słychać na płycie. Na przykład jeden
z utworów jest przyprawiony rapem. Kto wykonuje ten motyw?

To raper, który mieszka w Holandii, ale pochodzi z Jamajki – Andy Ninvalle. Marcin poznał go podczas koncertów z Michałem Urbaniakiem i zaprosił na nagrania. Bardzo zdolny i miły człowiek. Wcześniej – na demo – Marcin rapował i niektórym bardzo się to podobało, mnie również.

Często improwizujesz niby-tekst...

Utwory, które nie mają tekstu, a mają charakter bardziej wokalizowy, wbrew pozorom niosą treść, ponieważ zawierają emocje, które coś tam wyrażają i – mam nadzieję – poruszają wyobraźnię słuchającego. To jest taka pozostałość po moim dzieciństwie. Kiedy docierała do mnie muzyka
z różnych stron świata, próbowałam naśladować język francuski, angielski, portugalski itp.

Abstrakcyjne wokalizy to znak rozpoznawczy muzyków z kręgu Tie Breaku...

Widocznie robili to samo (śmiech). Moje pokolenie w szkole podstawowej uczyło się tylko języka rosyjskiego, a reszta języków była dla nas czymś tajemniczym. W muzyce jazzowej - zwłaszcza instrumentalnej, której bardzo intensywnie słuchałam w liceum, a później na studiach wokalnych

w Katowicach - odnalazłam ten sposób traktowania głosu, czyli śpiewanie sylabami, które nie niosą konkretnej treści. Jest mi to bardzo bliskie, bo daje dużo wolności. W przypadku tekstu, trzeba go zapamiętać (śmiech). Poza tym – słowa czasem bardzo “niosą”, a czasami ograniczają. Mnie udało się na płycie zaśpiewać do kilku świetnych tekstów, które wciągają w ciekawą rzeczywistość i dają radość wyrażania ich muzycznie.

Kto jest autorem okładki płyty „Podróże na chmurze”?

To bardzo sympatyczny projekt Kasi Rolbieckiej. Zarówno Kasia jak i ja bardzo lubimy polski plakat
i estetykę Przekroju. I to jest ten klimat.

Z pozoru jesteś kruchą istotą. Co daje Ci napęd i siły do takiej ilości działań jak śpiewanie, tworzenie utworów, projektowanie elementów domu, opieka nad ogrodem?
Napędza mnie ten przerażający upływ czasu i świadomość tego, ile jest do zrobienia, żeby spełnić marzenia, które same się nie spełnią. Akurat bardzo lubię robić te rzeczy. Zajmowanie się ogrodem, - chociaż jest to ciężka i syzyfowa praca, która nigdy się nie kończy - pozwala oglądać chwilowe efekty, gdy coś rośnie, a potem rozkwita. Jest to też powrót do dzieciństwa, spędzonego w przepięknym ogrodzie mojej babci. Te marzenia bardzo długo tkwiły we mnie niespełnione, a radość z ich realizacji motywuje mnie do takiej pracy.

 

Sylwester 2017