Karmazynowe miasto

Sylwetka

Rozmowa z Karmazyniello czyli Kamilem Pawlikiem, pasjonatem fotografii analogowej, konsekwentnym fotografem miejskich sylwetek. O sposobie na życie, uśmiechu i zaciśniętej pięści oraz twórczym poszukiwaniu formy rozmawia Adam Markowski.

________________________________________________________________________________________

Nie jesteś rodowitym częstochowianinem, jak zatem się tutaj znalazłeś?
Pochodzę z Secemina, a po odbyciu kilku mniejszych i większych podróży, m.in. do krajów skandynawskich, przyjechałem tutaj i tak już zostało.

Ze Skandynawii?
Mieszkałem tam ponad 2 lata i robiłem rzeczy totalnie oderwane od dotychczasowych zajęć. Zupełnie nie planowałem tego wyjazdu. W Gdańsku odbywał się wtedy bodajże pierwszy festiwal Open’er, a że było niedaleko do portu, to po prostu obudziłem się dnia następnego po drugiej stronie Bałtyku w naszym niebieskim polonezie, rocznik 79’, i spodobało mi się tam. Byłem tuż po szkole średniej i niespecjalnie widziałem się w roli pilnego studenta. Po dłuższej nieobecności w kraju przyjechałem na parę tygodni i poznałem w Częstochowie moją żonę Sylwię – góralkę. Podjąłem studia na kierunku filologia angielska z j. francuskim (szwedzkiego nie mieli, a szkoda). To było 3 lata temu.

Czy przygoda z fotografią zaczęła się podczas tego wyjazdu?
Nie, przygoda z fotografią zaczęła się tu, w Częstochowie. Wcześniej z tym medium miałem do czynienia na poziomie bardzo podstawowym. Moja żona fotografowała więcej ode mnie. Robiła to z czystej przyjemności.

Teraz fotografujecie razem?
Zajmujemy się fotografią ślubną, ponieważ czujemy się w tym całkiem dobrze, bawimy się tym.

Co się stało, że zacząłeś fotografować  „na poważnie”?
Tak poważnie na poważnie, to całkiem od niedawna, gdyż zaczynam to robić bardziej świadomie i w tym miejscu zaczyna się prawdziwa zabawa. Przede wszystkim opanowanie sprzętu, którym się wykonuje zdjęcia i przewidzenie zamierzonego efektu pod kątem rozkładu światła na zdjęciu zajęło mi bardzo wiele czasu. Kadrowanie mam na szczęście z głowy, bo to robię podświadomie.

Zacząłeś wyszukiwać przez internet ludzi zajmujących się fotografią w naszym mieście. Zagadywałeś, byłeś bardzo ciekaw tego świata.
Znalazłem między innymi Ciebie i wielu innych kolegów po fachu, których pracę bardzo cenię, choć są z zupełnie innej działki m.in.: Piotra Krasa, Kamila Kożucha, Macieja Kuronia, Adama Kaniowskiego… i wielu innych.

Chciałbym zapytać o twoją pierwsza świadomą fotografię. Taką, od której wszystko się zaczęło. Czy pamiętasz kiedy powstała?
Zdjęcie, po które po prostu poszedłem i je sobie “zdjąłem”, to była fotografia ponurego, strasznie okaleczonego drzewa na ul. Berka Joselewicza w Częstochowie, czwarta brama idąc od strony Garibaldiego, po lewej. Tego drzewa już tam nie ma, wycięli je, bo było o nie zbyt wiele sąsiedzkich kłótni. Jak zobaczyłem odbitkę, wiedziałem, że to mocne zdjęcie i postanowiłem je skonfrontować na portalu Fotopolis, gdzie zostało dostrzeżone i docenione publikacją jako zdjęcie tygodnia. Po czym wysłałem je na konkurs „Klimaty Częstochowy”, ale przeszło bez większego echa, więc zszedłem na ziemię i zacząłem robić zdjęcia już tylko dla siebie. Mam całkiem niemały zbiór tego typu zdjęć drzew z naszego miasta i nie tylko. Może kiedyś zrobię z tego małą wystawkę dla grupy ekologów.

Wziąłeś się także za portret.
Staram się zmierzyć z tym trudnym tematem, zaczynam… i uważam że jest ciężko, ponieważ do tego typu zdjęć trzeba mieć wrażliwość i podejście zupełnie innej miary. Wracając do tematu mijanych ludzi,wszystko zaczęło się pod wpływem Aleksandra Nowaka, znanego pod pseudonimem „Alkos”, to człowiek, który wiele osób wciągnął w fotografię. To on sprawił, że postanowiłem wyjść ludziom naprzeciw i ich fotografować. Był niedawno w Częstochowie, przyjechał z Dublina gdzie mieszka od 6 lat – miałem okazję spotkać się z nim osobiście. Alkos od dawna znajduje się na liście Emerging Photographers Fund in Magnum Cultural Foundation Davida Alana Harveya.

Fotografujesz człowieka w kontekście miejsca, ulicy, wydarzeń w których uczestniczy.
Mówimy tu o fotografii człowieka w przestrzeni miejskiej.

To fotografia uliczna (z ang. street photography)?
Nie, nie mówmy uliczna, tłumaczenie tego zwrotu na język polski gubi kontekst i znaczenie. Chodzi o człowieka w przestrzeni miejskiej lub jego ślad. Najważniejsza jest tu for-ma, w jakiej się to podaje.

To migawki, które powstają podczas twoich wędrówek po mieście. Spotykasz zupełnie przypadkowo ludzi, których fotografujesz. To nie są sytuacje zaaranżowane…
To zdjęcia, których tematu się nie aranżuje, żeby dopełnić nazwę tego gatunku fotograficznego – jest to niereżyserowana fotografia człowieka w przestrzeni miejskiej. Nie mam żadnego wpływu na rozgrywające się wydarzenia, staram się zrobić zdjęcie na tyle szybko, żeby nie zwrócić na siebie uwagi. Nie ingerować nie tylko w to, co się dzieje, ale także w sam kadr. Nie kadruję później zdjęć, są to pełne kadry. Często zastanawiam się, wracając do jakiegoś zdjęcia, dlaczego akurat tak je „zdjąłem”.

W tego typu fotografii trzeba być gotowym na wszystko, cały czas mieć oczy otwarte. Przeglądając Twoje zdjęcia nasuwa się jedna myśl – masz dar, który potrafisz w 100% wykorzystać – jesteś wytrawnym obserwatorem, potrafisz przewidywać wydarzenia. No i ta Twoja konsekwencja… Czy to prawda, że wszędzie, gdzie bywasz, masz ze sobą aparat? Ciągle trzymasz go w ręce?
Aparat mam wciąż przy sobie, trzymam go w dłoni, żeby móc błyskawicznie zrobić zdjęcie. Ale chciałbym nadmienić, że nie wychodzę „polować” na ujęcia.

Czyli podchodzisz do tematu bardzo spontanicznie, nie planując zrobienia zdjęcia.
Tak, przykład sprzed chwili – zrobiłem zdjęcie idąc na ten wywiad, może kiedyś gdzieś je wykorzystam. Trudno jest mi się nastawiać na zrobienie zdjęcia. Kiedyś tak rzeczywiście było, że wychodziłem specjalnie, aby fotografować. Szukałem tematu na siłę, ale po pewnym czasie uznałem, że tak się nie da. Noszę po prostu aparat ze sobą wszędzie i tyle.

Aparat wręcz przywiązany do dłoni, tak jak wczoraj, gdy minęliśmy się gdzieś przypadkiem w centrum miasta.
Tak, to jest praktyczne. Nie mogę zwracać na siebie uwagi wyciągając aparat z torby. Aparat musi być cały czas włączony. Nie może być też za duży, używam małego analogowego body ze stałoogniskowym obiektywem 35 lub 50 mm.

Czy realizujesz dodatkowo jakieś większe projekty fotograficzne?
W cokolwiek włożę ręce, jestem – powiedzmy – w połowie drogi, zaczyna mi się nudzić, zaczynam interesować się czymś innym. Przeskakuję z tematu na temat. Wkurza mnie to strasznie, bo chciałbym wreszcie zrealizować jakiś temat od A do Z, może jakiś reportaż, a nie potrafię, bo w tej materii należy być bardzo cierpliwym i konsekwentnym, a ja do takich nie należę. Z drugiej strony, być może dzięki temu mógłbym spojrzeć na temat inaczej, może równie ciekawie jak w klasycznym ujęciu, kto wie.

Fotograf kreuje rzeczywistość patrząc na nią swoim subiektywnym okiem?
Właśnie, mało tu obiektywnej prawdy, mówiącej o ludziach lub miejscu, w którym je robiłem. Fotografia to absolutne oszustwo tej jednej chwili, tej jednej sekundy. Rozwijanie jakiegokolwiek wątku na dłużej, to gra pozorów, mnie interesuje ta jedna chwila. Ostatnio dochodzę do wniosku, że lepiej skupić się na samej formie, a nie na wyszukiwaniu jakichś analogii, porównań, przeciwieństw. Staram się uciekać od banału, chwytliwych, łatwych w odbiorze obrazków. A gdy już na nie trafię, czemu nie, robię zdjęcie. Może dlatego, że nic dwa razy się nie zdarza. Zaczynam szukać czegoś, co nie zostało jeszcze podane w takiej formie, jakiej poszukuję. Najtrudniej jest oderwać się od tych twórców, którzy już coś dla fotografii zrobili, chociażby Bresson, którego twórczość nawiązuje do tego typu fotografii. Nie chcę kalkować, nie chcę robić podobnych rzeczy. Nie chcę, żeby mnie z kimś porównywano.

Czyli starasz się zaufać intuicji.
Działam intuicyjnie, ale też świadomie. Ostatnio zacząłem „pchać ten wózek” w trochę inną stronę – wchodzę w zdjęcia „black”, w których dominują czernie, zaryso-wujące tylko pewną małą informację. I to jest moje podążanie w kierunku formy.

Twoim wielkim projektem fotograficznym jest blog karmazyniello.info.
Blog prowadzę od 579 dni (rozmowa z  14 stycznia 2010 r.), od początku jego założenia wrzucam jedno zdjęcie dziennie (miałem tylko raz małą przerwę). Wszystko zaczęło się od założenia bloga na por-talu społeczności fotograficznej – pewien znajomy wybił mi ten pomysł z głowy i zaproponował założenie autorskiego bloga. Tak też zrobiłem.

Ciekawym projektem, który zrealizowałeś z grafikiem, fotografem – Konradem Kucharskim, jest kalendarz na obecny rok “Polscy siatkarze i siatkarki 2010″. Miał on wywołać uśmiech na twarzach odbiorców.
Tak, to miało być dowcipne, pod tytułem, który każdy interpretuje w jeden sposób (każdy myśli o sportowcach) znajdują się przedstawienia, które sprawiają, że ludzie zaczynają zastanawiać się czy nie popełniono błędu przy składzie kalendarza. Ale wpatrując się dłużej w fotografie, uzmysławiamy sobie fakt, że to są właśnie polscy siatkarze i siatkarki. Te zdjęcia nie powstały na potrzeby kalendarza, one już były, wystarczyło je razem zestawić i tak powstał temat .

Jak reagują ludzie, których fotografujesz? Wiadomo, w momencie gdy orientują się, że to właśnie im robisz zdjęcie. Czy to jest uśmiech, czy sprzeciw, odmowa, krytyczne spojrzenie?
Reakcje są różne, mimo że fotografuję w nienachalny sposób. Zdarzyło się, że mnie ktoś popędził, zwinął dłoń w pieść i kierował w moją stronę (spodziewałem się prawego sierpowego – wyszedł mu górny cep).

Zaatakował?
Tak! To było w centrum miasta, druga Aleja… ale warto było, bo zdjęcie wyszło sugestywne. Zdarzyło się też, że ktoś się uśmiechnął, z kimś wymieniłem numery telefonów, maile. Wysłałem później zdjęcie. Ale niestety ludzie nie zawsze odwzajemniają uśmiech. Ostatnio miałem  przypadek człowieka polewającego gorącą wodą skutą lodem szybę swojego samochodu. Zrobiłem mu zdjęcie, widział to, bałem się, że tę wodę wyleje mi na głowę, naprawdę…, ale przekonałem go jakoś, przegadałem sprawę i udało się przejść przez to bez problemów. Najważniejsze to nie bać się, bo w tego typu fotografię wpisany jest kontakt z obcymi ludźmi. A ja, gdy już widzę ten odpowiedni moment, zapominam o całym świecie i bezwzględnie, nie myśląc o konsekwencjach podejmuję się zrobienia zdjęcia. Choć nie robię zdjęć gdy czuję, że może być niebezpiecznie.

Spotykasz ludzi, których sfotografowałeś?
Ciągle noszę przy sobie zdjęcia osób, które sfotografowałem. Zdarza się, że je spotykam, wtedy wręczam im zdjęcie – i te ponowne spotkania najbardziej mnie cieszą. Gdy daję im odbitkę są zszokowani. Jest jedno zdjęcie, które powstało w autobusie – dużo fotografuję w środkach komunikacji miejskiej. Sfotografowałem grupę podróżnych, skupiając się na jednej dziewczynce. Tę dziewczynkę uczę angielskiego w podstawówce nr 12. Spotkałem ją w klasie, siedziała na-przeciwko mnie, zastanawiałem się dwa dni skąd ją znam – znałem ją właśnie z tego zdjęcia.

I ostatnie pytanie: mamy sporo fotografujących, amatorów fotografii i osoby zajmujące się tą dziedziną profesjonalnie. Czy jest coś, czego w Częstochowie brakuje?
Wydaje mi się, że istnieje potrzeba trafienia do młodych. Spędziłem trochę czasu z dzieciakami z ulicy Warszawskiej. Jak zauważyłem, młodzież interesuje fotografia,
a mają znacznie ograniczony do niej dostęp. Byłoby fajnie, gdyby w szkołach pojawiły się ciemnie fotograficzne, trochę sprzętu fotograficznego i komputery. Nie we wszystkich, może w dwóch trzech – na początek. Wydaje mi się, że powinien to być świat fotografii analogowej  – byłoby łatwiej finansowo, no i ta magia ciemni. Sprzęt cyfrowy jest drogi, nie każdy może pozwolić sobie na wejście w ten temat – kto wie, może krąży po Częstochowie wiele nieodkrytych talentów. Wystarczy wyciągnąć do nich pomocną dłoń. Niech znajdzie się kilku zainteresowanych – to będzie sukces.

Rzeczywiście – sztuki plastyczne i muzyka od dawna są w szkołach traktowane jak przedmioty „drugiej kategorii”. Może warto byłoby wskazać młodzieży niedocenione drogi rozwoju…
Dziękuję za rozmowę, życzę udanych fotograficznych „łowów”.

Powiadom znajomych:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Wykop

4 komentarze(y) do “Karmazynowe miasto”

  1. Częstochowa Karmazyniella | fotomedaliki Powiadomienie:

    [...] magazynie “Co, gdzie, kiedy w Częstochowie”, a także na świeżutkim blogu cgk.czestochowa.pl, można przeczytać wywiad z tropicielem częstochowskiej rzeczywistości – Kamilem [...]

  2. Mateusz Powiadomienie:

    Brawo! Fotografia jest wspaniała!

  3. Maria Powiadomienie:

    zupełnie inny wymiar rzeczywistości…blog jest rewelacyjny, gorąco polecam!

  4. pioter Powiadomienie:

    Ziomek, Ty masz chyba jakiś system wczesnego ostrzegania w głowie że takie numery wyhaczasz na ulicy! Co do kalendarza, to mnie powalił, serio kapitalna rzecz :-]

Odpowiedz

Powered by WordPress | Projekt graficzny: Adam Markowski | Wykonanie: Bartosz Bożek Wpisy RSS Komentarze RSS