SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny
Anioł z kwiatami w rękach

Między ziemią a niebem

6 września 2022
Rysunkowy portret Sylwii Góry
Udostępnij

Jej nazwisko jest w Częstochowie doskonale znane, choć nie wszyscy pamiętają, że to właśnie ona – Grażyna Lubaszka była za swojego życia artystką bardziej rozpoznawalną niż jej mąż Tomasz. Jej anioły cieszyły się wówczas dużą popularnością. Malarka zmarła w sierpniu 2012 r. W tym roku minęło więc dziesięć lat od jej tragicznej śmierci.


Artystka nie była rodowitą częstochowianką, urodziła się w Słupsku i miała zostać lekarką, ale jak to często bywa – „wyszło inaczej”. Studia kończyła już w Instytucie Wychowania Plastycznego Wyższej Szkoły Plastycznej w Częstochowie, gdzie w 1985 r. uzyskała dyplom z grafiki u prof. Ryszarda Osadczego. Debiutowała w 1989 r. wystawą indywidualną „Erotaż” w częstochowskim Biurze Wystaw Artystycznych, gdzie pokazała grafiki o tematyce erotycznej i pierwsze obrazy olejne. W Częstochowie nie wystawiała jednak zbyt często. Jej prace można było zobaczyć raczej w innych polskich miastach – w Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu, Łodzi, Warszawie, ale także za granicą, na przykład w: YAT Sugatake Gallery, Tokio (Japonia), KVHS, Ludwigshafen (Niemcy), Republique Galerye, Saint-Dizier (Francja), Targi Sztuki Polskiej – Galeria SD, Nowy York (USA).


Zajmowała się malarstwem, rysunkiem i grafiką, a także ilustracją książkową, ale z czasem najbardziej rozpoznawalne stały się jej anioły, najczęściej malowane techniką olej na płótnie. Anioły nieoczywiste. Jedynie atrybut w postaci skrzydeł wskazywał na nieco baśniową (a nie religijną) konotację. Zatroskane, niepewne, smutne, sportretowane ze strachem albo radością zamkniętą w spojrzeniu. Anioły na nasze czasy, na XXI wiek, czyli wiek pośpiechu i nieuważności. To anioły, które mają niewiele wspólnego z opiekunami i strażnikami. Są zagubione i pełne wahania, ale jednocześnie pozwalają oprzeć się na swoim ramieniu, podają rękę, kiedy się przewrócisz, nie oceniają, nie ferują wyroków. Co mają zatem wspólnego z aniołami z religijnych przypowieści? Niewiele, by nie powiedzieć, że w zasadzie nic.


Lubaszka snuje opowieść o człowieczeństwie i relacjach, używając do tego skrzydeł. Odrealnia postaci ze swoich obrazów, by opowiedzieć wiele pojemniejszą historię o stanie świata, choć oczywiście jest to narracja prowadzona z osobistej perspektywy artystki. Świat w jej obrazach nie jest pełen optymistycznego spojrzenia w przyszłość, raczej wciąż poszukuje nadziei. Człowiek jest zaś istotą, która nie potrafi i nie może żyć bez nadziei, a więc szuka jej wokół siebie, przede wszystkich w drugiej osobie, w relacji.


Malarstwo Lubaszki jest właśnie o tym – o nadziei i relacjach. Anioły to tylko forma, która ma „opowiedzieć” nam o tym, co kryje się pod warstwą farb. Oczywiście można poszukiwać powinowactwa obrazów artystki choćby z pracami Witolda Wojtkiewicza, którego twórczość niosła ze sobą podobny ciężar smutku, ale malarstwo Lubaszki broni się samo. Jest w nim pewien rodzaj liryzmu, czułości, którymi artystka obdarza swoje postaci – przede wszystkim anioły, ale także malowane czasem diabły, czy – we wcześniejszych scenach - bawiące się dzieci albo wiejskich muzykantów. Postaci te – zawsze osadzone w pewnej chwili, zamknięte w „tu i teraz”, w codzienności, w świecie rzeczywistym – są niedoskonałe, popełniają błędy, potykają się, ale też śmieją się, bawią, marzą. Korowód aniołów, diabłów i innych postaci to nakładanie się na siebie rzeczywistego z baśniowym, realnego z wyśnionym. Jeśli uważnie przeczytamy tytuły tych prac, możemy znaleźć wyraźne aluzje i tropy dotyczące tego, co pojawia się na płótnie.


Po wystawie prac artystki w OPK „Gaude Mater” w 2001 r. Janusz Mielczarek tak pisał dla magazynu „Aleje 3”: Widzę tu jeszcze inny, głębszy i ważniejszy sekret tych wizerunków: niektóre spośród skrzydlatych postaci to właśnie MY, których artystka w łaskawym prezencie na chwilę naszego oglądania wyposażyła w skrzydła, zaczarowując na ten przelotny, magiczny moment wiarą, że w zły czas klęski, chandry i beznadziei będziemy mogli sobie po prostu odfrunąć na odpoczynek ku Wyspom Szczęśliwym.


Ten portret chcę jednak zakończyć słowami samej artystki. Grażyna Lubaszka, zapytana przez Mirosława Batora z Beskidzkiej Galerii Sztuki w Szczyrku o wybór tematyki swojej twórczości, mówiła tak: Pomysł malowania aniołków i diabełków wziął się ze mnie samej. To tak samo, jak się lubi na przykład smak miętowy; nie zastanawiamy się, dlaczego akurat lubimy ten smak, a nie inny. Po latach robienia kopii, namalowałam pierwszy portret dziewczynki w kapeluszu. Bardzo malarski. Nie było przy tym żadnych przeintelektualizowanych spraw, bo to się ze mnie po prostu wylało. Poczułam się wtedy bezpieczna i stwierdziłam, że nadszedł czas na własne próby. I tak dzieje się do dziś. Nie zastanawiam się nad tym za długo. Albo coś mi się podoba i chcę to namalować, albo nie. To są melodie i smaki naszego życia, które zbieramy i każdy, kto zajmuje się jakąś formą działalności artystycznej, wykorzystuje to. Kucharz zrobi wspaniałe danie, sugerując się jakimiś obrazami z życia, kompozytor stworzy jakąś melodię, a ja namaluję jakąś kapliczkę, diabła i anioła.


Grażyna Lubaszka została pochowana na cmentarzu w Herbach. Dziesiąta rocznica jej śmierci to okazja, żeby nie tylko przypomnieć postać tej artystki, ale też wybrać się na jej grób.


Ilustracja - fragment obrazu z okładki albumu "Między ziemią a niebem" Grażyna Lubaszka

Cykle CGK - Autorzy