33 lata koloru, symbolu i wyobraźni
Ulice miast, damskie nogi, samochody, rowery i koty. Wszystko w ruchu. Kontrasty i odważne zestawienia barw. Dużo emocji. Energia aż wychodzi zza szyb chroniących akwarele. Redi Bo świętuje – okrągłe – 33-lecie swojej pracy artystycznej wystawą w OPK Gaude Mater. Musicie ją zobaczyć.

Prawdopodobnie już 40 000 lat temu mieszkańcy Europy malowali ściany jaskiń pigmentami mieszanymi z wodą, czyli takimi preakwarelami. Od 4000 r. p.n.e., a do IV wieku n.e. w Chinach rozwijano techniki bardzo zbliżone do współczesnej akwareli, a w starożytnym Egipcie (jakiś 1500 r. p.n.e.) - farbami wodnymi zdobiono papirusy i grobowce.
Za jednego z pierwszych wielkich mistrzów akwareli uważa się Albrechta Dürera, który na przełomie XV i XVI wieku używał ich do tworzenia roślin, zwierząt (najsłynniejszy chyba „Zając” z 1502 r.) i krajobrazów. Widzieliście je na pewno w albumach albo na lekcjach plastyki. To twórczość Częstochowianina Rediego Bo, czyli Radosława Boczka jest zupełnie do nich niepodobna…
Ta wymyka się prostym klasyfikacjom i jest po prostu hipnotyzująca. Nie można oderwać oczu. Przynajmniej moje były trudne do oderwania. Elementy ekspresjonizmu i symbolizmu, ślady surrealistycznej wyobraźni. Efekt estetyczny niesie ze sobą emocje, nastroje i znaczenia.

Wyobraźcie sobie czerwoną markizę na budynku z napisem cabaret, naprzeciwko niej cafeterię i dwie kobiety na giętych fotelach. Jedna w kapeluszu odpoczywa na półleżąco, w dość swobodnej pozie, pokazując czerwone podwiązki. Jej czerwona szpilka dotyka prawie nóg tej drugiej, całej z kolei w pomarańczu, z dużym dekoltem, kieliszkiem jeszcze niepustym, konweniującym w kolorze ze strojem i włosami. Jak nic pachnie aperolem. U ich stóp kłębi się kilka kotów, a ulicą - za mozaikowymi stolikami w morskich barwach - kroczy arystokrata w szustokorze (a może już we fraku) z psami na smyczy i butach na wysokich obcasach. To tylko postaci z pierwszego planu, na obrazie „Hrabia na spacerze” dzieje się o wiele więcej.
Prawie każdy z obrazów opowiadał mi jakąś historię. O Paryżu, Londynie, Monte Carlo i o… Częstochowie. Aleja 27/Dom Kohna. Ktoś pije parującą kawę, czyta „Gońca Częstochowskiego” i „La Monde” jednocześnie w Roma Cafe. Patrzy na drugą stronę ulicy, gdzie też jest kawiarnia – cafe 27. Gdzieś z boku widać wieżowce. Alejami suną czarne, stare samochody, taki orszak automobili w sam raz na 200-lecie połączenia Starej i Nowej Częstochowy. Na niebie balony i sterowiec. Na trotuarze sporo ludzi. Niepokoi kobieta w turkusie.

W ogóle niepokojących kobiet na akwarelach Rediego Bo jest dużo. Wszystko ze sobą współgra, rezonuje, ale i zaskakuje. - Jej, ale to jest dobre – pomyślałam, ale głos jakoś sam postanowił wyskoczyć z tym komunikatem, nie bacząc, że to wernisaż i ludzi wokół mnóstwo. – No! - zgodził się ze mną bez oporów jeden pan, który też przyglądał się „Porche”, a potem „Bankietowi na tarasie”.
Jeśli dotychczas akwarela kojarzyła Wam się z czymś zachowawczym, tradycyjnym (pamiętacie ściany jaskiń 40 tysięcy lat temu?) i takim trochę rozmytym, bez ostrości (jak to przy wodnych farbach), to musicie zobaczyć wystawę w Ośrodku Promocji Kultury „Gaude Mater”. Redi Bo, wykorzystując swoje doświadczenie, wykształcenie (studiował m.in. architekturę) i warsztat, bawiąc się formą, kreską, stylami i epokami buduje na swoich obrazach wciągające historie. Każdy odczyta z nich oczywiście własne.

Pomimo 33 lat pracy (Radosław Boczek ukończył ASP w Krakowie w 1993 roku) nie widać po nim artystycznego zmęczenia. Przeciwnie - dostrzegalna jest odwaga eksperymentowania. Akwarela okazała się do tego zaskakująco dobrą techniką. A jubilat nad nią znakomicie zapanował.
Zdjęcia Łukasza Kolewińskiego pochodzą z wernisażu, który odbył się 30 maja. Kuratorem wystawy, którą można oglądać do 23 czerwca, jest Robert Sękiewicz.
Fot. Łukasz Kolewiński
