SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

Adam Markowski

To było takie duże dziecko z brodą. Wspomnienia o Bońku Dymarczyku [CZEŚĆ II]

14 lutego 2024
Udostępnij

Przyjaźnił się z ludźmi z różnych środowisk, nie odmawiał pomocy także tym, których nie chcielibyśmy spotkać w ciemnej ulicy. Uprawiał tzw. hazard kontrolowany, uważał robotę Mikołaja za niezwykle niebezpieczną i nigdy nie spóźniał się na próby. Wśród kolejnych opowieści o Bonifacym Dymarczyku zdradzamy też m.in. jak zrobić… grzańca w teatrze.

middle-20240128_salon_poezji_boniek_dymarczyk_fotamark_sm014.jpg

Kontynuujemy wspomnieniową opowieść o Bonifacym Dymarczyku. W pierwszej części aktora, satyryka, pieśniarza i kultowego inspicjenta Teatru im. Adama Mickiewicza wspominali Ewa Oleś, Krzysztof Niedźwiecki (ta dwójka odpowiadała za zorganizowanie styczniowego „Salonu poezji” pamięci Bońka), Adam Hutyra i Teresa Dzielska. Teraz pora na Agnieszkę Łopacką, Roberta Rutkowskiego, Iwonę Chołuj i Antoniego Rota. Wszyscy mieli okazję spotkać się z nim na scenie, grali również w bajkach, które pisał dla dzieci.

Agnieszka Łopacka, aktorka

Kiedy po studiach trafiłam do teatru, był to ostatni rok dyrektury Henryka Talara. Bońka pamiętam również za sprawą bajek, które pisał, a w których grałam. To on zdradził mi swój patent na grzańca zrobionego w teatrze. Był bardzo prosty: kupuje się puszkę ze złocistym napojem, kładzie się ją na kaloryferze i czeka się, jak po zakończeniu spektaklu będzie już odpowiednio ciepła. Wtedy ją można otworzyć.

middle-20240128_salon_poezji_boniek_dymarczyk_fotamark_sm003.jpgSzczególnie zapamiętałam moment, kiedy czekaliśmy na próbę wznowieniową „Mayday”. Boniek był inspicjentem i każdy mógł się spóźnić, ale nie on. Tego wrześniowego dnia się spóźnił. Wiedzieliśmy, że to jest coś bardzo niepokojącego. Nie wiedzieliśmy wtedy jeszcze jak bardzo…

Kiedy po śmierci Bońka, staraliśmy się pomóc jakoś w poszukiwaniach sprawców tego strasznego czynu, były organizowane różnego rodzaju wieczorki. Zbieraliśmy pieniądze na ustanowienie nagrody dla osoby, która wskaże jakieś ślady w tej sprawie. Jedna z tych uroczystości odbyła się w OKF-ie. W holu czekali panowie, których nie chciałabym spotkać w ciemnej ulicy. Tuż przed wejściem podeszli do mnie, domyśliłam się, że nie mają pieniędzy, żeby wrzucić do puszki. My jesteśmy od Bońka – rzucili. Nikogo nie powinno to zdziwić, Boniek był przyjacielem ludzi z bardzo różnych środowisk.

Robert Rutkowski, aktor

Boniek miał nie tylko artystyczną duszę, w pewnym sensie był przyrodnikiem. Bardzo mi go brakuje jako kompana, z którym spędzałem tyle czasu w lesie i innych okolicznościach przyrody. Ostatnio zastanawiałem się, jak to w ogóle udawało nam się pogodzić, żeby po porannej próbie wyskoczyć gdzieś pod Działoszyn do lasu i na dwie godziny przed spektaklem wrócić z koszykami pełnymi grzybów.

middle-20240128_salon_poezji_boniek_dymarczyk_fotamark_sm012.jpgRaz z tym powrotem mieliśmy jednak poważny problem… Graliśmy chyba wtedy „Balladynę” w reżyserii pana Adama Hanuszkiewicza. Wyskoczyliśmy z kolegą nad rzekę. I kolega jakoś zbyt ostro pojechał autem i urwał miskę olejową. Auto zatrzymało się w środku lasu, a za cztery godziny graliśmy spektakl. Nie wiedzieliśmy, jak wybrnąć z tej sytuacji. Poszliśmy wzdłuż rzeki i widzimy stoi samochód, a obok jakiś człowiek z kamerą filmuje łabędzie. Bonifacy krzyczy: to mój znajomy! To był pracownik telewizji regionalnej. Wydawało nam się, że jesteśmy uratowani. Okazało się jednak, że te łabędzie są ważniejsze niż my i on będzie je kręcił jeszcze przez jakieś trzy godziny. Popatrzyliśmy po sobie i poszliśmy dalej. Na szczęście pewien rolnik podwiózł nas do wsi. I życzliwy pan, do którego zaszliśmy na podwórko, zawiózł nas do Częstochowy. Ale przygoda była!

Przywoływaliśmy już spektakle napisane przez Bońka. Sam brałem udział w tych mikołajkowych. Kiedyś Boniek podszedł do mnie i powiedział: uważaj, uważaj to bardzo niebezpieczna robota. Przypomniał, jak przyszedł do niego pewien chłopiec, taki urwisowaty. Boniek zapytał go, czy był grzeczny. Chłopiec, że oczywiście. No to Boniek pyta: a powiedz mi, ile to jest dwa dodać sześć. A ten chłopiec popatrzył na niego i mówi: a panu się wąs odkleja. Na Mikołajów czyhają różne niespodzianki i niebezpieczeństwa.

Iwona Chołuj, aktorka

middle-20240128_salon_poezji_boniek_dymarczyk_fotamark_sm009.jpgMyślę, że Boniek to było takie duże dziecko z brodą. Miał w sobie takiego bachora, dzieciora, ale w bardzo pozytywnym sensie. Przyjaźnił się z bardzo różnymi ludźmi, ale dla każdego był bardzo pozytywny. Gdyby mógł nosić koszulkę z napisem „Jak mogę ci pomóc?”, to nosiłby ją 24 godziny na dobę.

Anegdot mam w głowie wiele, a jedna jest szczególna. Zawsze prosiłam, żeby ją powtarzał. Boniek był cudownym obserwatorem, wychwytywał różne perełki. Kiedyś zauważył taką sytuację, nazwijmy z czasów współczesnych, a nie komuny. Pan wyszedł ze sklepu monopolowego, w rękach miał dwie flaszki wódki. I te flaszki mu wyleciały. I on tak stał, patrzył i powiedział: p… komunę. Potem wariantów tej opowieści było wiele. Bardzo lubiłam tego słuchać.

Antoni Rot, aktor

Przypomnę, że w pamiętnym lokalu Piwniczka stała maszyna do grania. Boniek uprawiał tzw. hazard kontrolowany. Miał zawsze dwie, góra trzy monety. Przychodził o odpowiedniej porze, kiedy tych monet już wcześniej wrzucano dosyć dużo i nikt nie wygrał, i wrzucał jedną, potem drugą, ewentualnie trzecią monetę. Jak nie wygrywał, piwko jedno, drugie i do domu. Ale bardzo często - mniej więcej dwa razy w miesiącu - wygrywał pieniądze i wszyscy ci, którzy tam wrzucili je wcześniej, mu zazdrościli.

middle-20240128_salon_poezji_boniek_dymarczyk_fotamark_sm016.jpgNie mogę też nie wspomnieć o mojej papudze. Nazwaliśmy ją Gutek, na cześć Gustawa Holoubka. Miał jedną wadę: co 15 sekund robił pip pik. Mieliśmy go rok, po czym mieliśmy na dwa miesiące wyjechać z rodziną na wakacje. Nie mieliśmy co począć z Gutkiem. Opowiedziałem o tym problemie m.in. Bońkowi, a on powiedział, że weźmie go do siebie. Gutek dogadał się z jego psem i jak łatwo się domyślić, już do nas nie wrócił.

Rocznicowy „Salon poezji”

Ten wyjątkowy „Salon poezji” odbył się 28 stycznia, w wypełnionej do ostatniego miejsca sali kameralnej teatru. Impulsem do jego organizacji była przypadająca w grudniu 20. rocznica przedwczesnej śmierci aktora. Wśród publiczności nie zabrakło najbliższych Bońka – żony Małgorzaty i córki Ewy.

middle-20240128_salon_poezji_boniek_dymarczyk_fotamark_sm015.jpg

Spotkanie otworzyło „Kiedy mnie już nie będzie” Agnieszki Osieckiej, które przypomniał Krzysztof Niedźwiecki. Potem grał i śpiewał już piosenki Dymarczyka, a wśród nich m.in. „Jeśli jest góra” i „Ginie tradycja w przyrodzie”. Wśród utworów satyryka, po które sięgnęli artyści częstochowskiej sceny, znalazły się np. „Żywot człowieka poczciwego”, „Szybkobiegacze”, „Wszystko przez baby”, „Grand hotel”, „Piosenka z pytaniem ekologicznym” czy „A mnie nie do śmiechu”. Na ekranie pojawił się też sam Boniek, wykorzystano bowiem archiwalne filmy. Na zakończenie salonu przypomniał nam, że wszystko ma swój koniec, a „kij ma nawet dwa końce”.

Fot. Adam Markowski



Galeria zdjęć

31 stycznia 2024
Adam Markowski
28 stycznia w Teatrze im. Adama Mickiewicz odbył się Salon Poezji z twórczością Bońka Dymarczyka. Satyryka, aktora, inspicjenta teatru wspominano przy okazji 20. rocznicy przedwczesnej śmieci. Wiersze i piosenki Bońka przeczytali Iwona Chołuj, Teresa Dzielska, Agnieszka Łopacka, Adam Hutyra, Antoni Rot i Robert Rutkowski. Zagrał i zaśpiewał Krzysztof Niedźwiecki, który wraz z Ewą Oleś (sekretarzem literackim instytucji) odpowiadał za przygotowanie wydarzenia. Autorem zdjęcia emblematu jest Piotr Dłubak.

Cykle CGK - Autorzy