Aktorstwo trzeba mieć w duszy
Przed laty legenda przedwojennego kina, wielka Ina Benita była aktorką częstochowskiego teatru. Związała się z nim za czasów słynnego Iwo Galla i zagrała w 15 premierowych tytułach. Decyzję o przyjeździe do naszego miasta aktorka uznawała za najmądrzejszy krok w zawodowym życiu. Teraz na tej samej scenie zobaczymy historię gwiazdy opowiedzianą w spektaklu „Femme Fatale”. W roli głównej: Sylwia Warmus.

Po 90 latach Ina Benita wraca na scenę kameralną Teatru im. Adama Mickiewicza. Wszystko za sprawą spektaklu „Femme Fatale” Teatru Współczesnego w Krakowie, który gościnnie wystąpi tu 28 lutego i 1 marca o godz. 19.00. W pierwszym terminie po pokazie odbędzie się spotkanie z Markiem Telerem, autorem książki „Zagadka Iny Benity. AK-torzy kontra kolaboranci” (poprowadzi ją Magdalena Fijołek). Na oba dni bilety wyprzedały się w ekspresowym tempie (i obowiązuje długa lista rezerwowa chętnych na miejsca, które jakimś cudem się zwolniły). Wydarzeniu towarzyszy wystawa „Inna Ina” prezentowana w holu teatralnym. Zaprezentowane zostaną m.in. obraz Izabelli Sowier-Kasprzyk, fotografie Piotra Dłubaka oraz rysunki Tomasza Brańskiego.
Sama „Femme Fatale” w reżyserii i według scenariusza Jacka Koprowicza miałam okazję obejrzeć w Krakowie wkrótce po ubiegłorocznej premierze. Twórcy próbują rozwikłać zagadkę, czy hotelowa pokojówka, mieszkająca w latach sześćdziesiątych XX wieku na amerykańskiej prowincji – to gwiazda polskiego przedwojennego kina? Iną jest Sylwia Warmus, a partneruje jej aktor i dyrektor „Współczesnego” – Bartosz Jarzymowski. Pełen tajemnic, emocji oraz bolesnych historii tytuł polecam bez zwahania. Widzowie, którym udało się upolować bilety na ten weekend, z pewnością nie wyjdą z „Mickiewicza” zawiedzeni.
Kierujcie listy do Częstochowy!
Miejsce, w którym grany będzie spektakl, było dla legendarnej aktorki szczególne. Jej przyjazd do naszego miasta przed dekadami anonsowano w gazetach: Uwaga, Benitomanki i Benitomani! Wasza ulubienica, dawniej kruczowłosa, a dziś platynowa blond – Ina występuje w Teatrze Kameralnym w Częstochowie, gdzie podobno pozostanie cały sezon. Kierujcie listy do Częstochowy – informowało „Kino” w 1933 r. (nr 43).

To wydarzenie w swojej książce „Ina Benita za wcześnie na śmierć” (wydanej w 2018 r.) opisywał też Piotr Gacek. W rozdziale „Spełnione marzenie teatralne” zaznaczał, że Benita przybyła do Częstochowy w październiku 1933 r. Zrobiła to zaś ze względu na postać Iwo Galla, ówczesnego dyrektora Teatru Kameralnego (jak wtedy nazywała się instytucja), wybitnego scenografia i reżysera, a także - jak podkreślano - autorytetu artystycznego i moralnego. Pod jego okiem Ina chciała uczyć się sztuki scenicznej i grać na scenie teatru dramatycznego.
I okazji do tego miała naprawdę sporo, bowiem w sezonie 1933/1934 zagrała aż w 15 premierach! Były to m.in. „Fircyk w zalotach” Franciszka Zabłockiego, „Adwent” Augusta Strindberga, „Zalotnicy niebiescy” Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, „Aszantka” Włodzimierza Perzyńskiego, „Świerszcz za kominem” Charlesa Dickensa czy „Zgorszenie publiczne” Franza Arnolda i Ernesta Bacha.
„Nauczyłam się myśleć”
- Pomimo przestróg, żebym nie opuszczała Warszawy, wyjechałam do Częstochowy, do teatru Iwo Galla. Był to, jak się później okazało, najmądrzejszy krok w moim życiu. Nauczyłam się myśleć. Grałam wiele pięknych ról z powodzeniem, ale też wiele pięknych ról położyłam na „obie łopatki”. Marzyłam wtedy o roli Władki w „Aszantce” Perzyńskiego, a mój dobry dyrektor wystawił ją dla mnie. Pracowałam bardzo ciężko. Starałam się dać z siebie wszystko, żyłam jak w gorączce. Ale za to po premierze, kiedy opadła kurtyna, spadł na mnie huragan oklasków, czułam je prawie fizycznie. Potem dostałam dużo kwiatów i ataku płaczu. To był najpiękniejszy dzień w moim życiu. Od tej chwili pracowałam jeszcze bardziej nad sobą – opowiadała w „Tygodniu aktualności. Film i teatr” (wydanie z 12 czerwca 1937 r.).
Dodawała wówczas: Teraz wiem, że aktorstwo nie polega na głupio uśmiechniętej twarzy. Trzeba je mieć w duszy i wtedy dopiero można się podzielić tym bogactwem z innymi. Bo cóż może być lepszego dla aktora, jak żywy, serdeczny kontakt z publicznością?

W Częstochowie zachwyciła i zainspirowała wielu. Przykładem jest popiersie, które wówczas wyrzeźbił zachwycony gwiazdą oficer – artysta amator kapitan Janiec. Obecnie znajduje się ono w Krakowie, w zbiorach rodzinnych dawnego adoratora aktorki.
Za wcześnie na śmierć
- Gdyby Ina Benita urodziła się w Ameryce, Francji, Włoszech, a nawet w Niemczech i tam postanowiła zrobić karierę filmową, zostałaby pewnie etatową „femme fatale”, platynowym wampem, symbolem sexappealu i zmysłowości. Delikatna blondynka o wyrazistych rysach (...) miała wszelkie dane, aby zostać „polską Marleną” lub rodzimą Jean Harlow. Tyle tylko, że kinematografia polska okresu międzywojennego nie oferowała aktorkom zbyt wielu takich ról. Więcej do zagrania miały na pewno dziewczyny pasujące do stereotypu urody pani dziedziczki, kobiety szlachetnej lecz nieszczęśliwej albo poniewieranej czy tez prostej wiejskiej dziewczyny – opisywała gwiazdę w serii „Powojenni” miesięcznika „Film” (1997) Małgorzata Hendrykowska.
Ina Benita do żadnego z tych typów nie pasowała. Urodzona w Kijowie jako Janina Ferow-Bułhak do Polski przyjechała jako kilkulatka. Podobno początkowo marzyła o karierze operowej albo operetkowej diwy. Zadebiutowała jednak w kabarecie. Jej pierwsze kroki w filmie przypadły zaś na 1932 r. i główną rolę kobiecą w adaptacji powieści Józefa Weyssenhoffa „Puszcza”, którą wyreżyserował Ryszard Biske. Potem grała m.in. w takich produkcjach jak „Jego ekscelencja subiekt”, „Przybłęda”, „Hanka”, „Dwie Joasie”, „Jaśnie pan szofer” czy „Gehenna”. Jej ostatnia filmowa rola przypadła na „Czarne diamenty” z 1939 r.

W tekście opublikowanym przez Hendrykowską historia życia Iny kończy się tak: Związana uczuciowo z pochodzącym z Austrii niemieckim oficerem, wyjechała z nim w sierpniu 1943 roku do Wiednia. Już po wojnie plotka środowiskowa mówiła, że Ina Benita żyje w Wiedniu, ma syna i świadomie zerwała wszelkie kontakty z krajem. Prawdę jej dramatycznego losu odsłaniają Jerzy Maśnicki i Kamil Stepan – autorzy wydanego w Krakowie „Słownika biograficznego filmu polskiego”. Benita przyjechała z Wiednia do Warszawy na początku 1944 roku. Wkrótce została aresztowana za „Rassenschande”/ „skalanie rasy” i osadzona na Pawiaku. Tam urodziła syna. Zwolniono ją z więzienia w przeddzień wybuchu Powstania Warszawskiego, 31 lipca 1944 r. Powstanie, które wybuchło następnego dnia, zaskoczyło ją na Starym Mieście. Zginęła wraz z kilkutygodniowym dzieckiem w kanałach podczas próby przejścia do Śródmieścia lub też już w Śródmieściu. Miała 32 lata.
Ina Benita czy Ina Scudder?
Nie wszyscy jednak wierzyli w ten scenariusz. Snuto domysły, że aktorka cudem ocalała i udało jej się uciec z Polski.
Powojenne losy gwiazdy, do których odnosi się „Femme Fatale”, zostały opisane dopiero po wielu, wielu latach we wspomnianej książce dziennikarza Marka Telera z 2021 r. To z niej wyłania się obraz tajemniczej Iny Scudder, która mieszkała kolejno w Nowym Meksyku, Dayton i Ohio, by osiąść ostatecznie w Middletown. Według dokumentów udostępnionych przez rodzinę Scudderów wynika, że tam właśnie zmarła legenda. I było to w 1984 roku, a przyczyną - rak płuc. Benita była bowiem nałogową palaczką. Pracowała jako sprzątaczka, ale nigdy nie pozbyła się gwiazdorskich nawyków - świetnie się ubierała, zawsze chodziła w butach na obcasach, dbała o pomalowane paznokcie i paliła papierosy, używając cygarniczki.

I taką zobaczymy ją w spektaklu Koprowicza i poznamy jeszcze lepiej podczas spotkania z jej biografem Telerem.
Ale to nie wszystko. Inę Benitę zobaczymy również na ekranie. W poniedziałek, 2 marca Dyskusyjny Klub Filmowy „Rumcajs” zaprasza do Klubu Politechnik na pokaz „Ja tu rządzę” z 1939 r. Aktorka wciela się w nim w Joasię Kopytkiewiczównę, córkę majstra szewskiego, a jako hrabia Józio Lulewicz partneruje jej Zbigniew Rakowiecki. - Zapraszamy na wyjątkową projekcję filmu Mieczysława Krawicza. To komediofarsa, która nie zdążyła wejść na ekrany przed wybuchem wojny. Szpula z filmem zaginęła w wojenne zawierusze i została odnaleziona w latach 70. na Lubelszczyźnie pod podłogą domu rolnika... Tę i wiele innych ciekawostek opowie przed pokazem filmoznawca, a także wieloletni przewodniczący Polskiej Federacji Dyskusyjnych Klubów Filmowych Grzegorz Pieńkowski – zapowiada aktorka Sylwia Warmus, inicjatorka wydarzenia.
Filmowy wieczór z Iną Benitą rozpocznie się o godz. 18.00. Bilety kosztują 14 zł, a miejsc w „Politechniku” powinno starczyć dla wszystkich miłośników kina.
Fot. Piotr Dłubak, Grzegorz Skowronek
