SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

archiwum OKF

Boska Jolie?

11 lutego 2025
Udostępnij

Rola „primadonny stulecia” wydaje się zaprojektowana pod Oscara. W nominacjach pominięto jednak Angelinę Jolie. Czy decyzja Akademii jest słuszna? Można to zweryfikować wybierając się do OKF-u. „Maria Callas” już gości na ekranie.

middle-Maria-Callas-2.jpg

Angelina Jolie z oscarową rolą; Angelina Jolie w roli, która definiuje jej karierę; Angelina Jolie przypomina nam, jak znakomitą aktorką może być; Jolie jest totalnie magnetyczna to tylko kilka haseł z recenzji „Marii” (w Polsce „Marii Callas”), promujących najnowszy film Pablo Larraina.

W poprzednich latach przeniósł na ekran historię Jacqueline Bouvier Kennedy („Jackie”) oraz księżnej Diany („Spancer”). Oba obrazy widziałam, o obu było głośno, nie brakowało pochwał, ale ja oglądałam je z dużym niedosytem. Biografia „Boskiej” miała zamknąć ten tryptyk dedykowany kobietom, które pragnęły zachować niezależność w świecie, w którym tak niewiele od nich zależało.

Na pokuszenie widzów

Zachęcona zwiastunem i recenzjami wybrałam się do OKF-u, który od 7 lutego ma „Marię Callas” w repertuarze. Nie wiem, jak podczas innych pokazów, ale ten mój (10 lutego) mimo wczesnej godziny (15.00) odbył się przy szczelnie zapełnionej sali! Takie biografie zawsze kuszą widzów.

Kusi również pewien powrót Jolie, o której aktorskie ostatnio mówiło się znacznie rzadziej niż o życiu prywatnym (dzieciach, rozwodzie, sławnym ojcu, chorobach, działalności charytatywnej). W całym tym zgiełku umknęło to, że ma na koncie oscarową statuetkę za „Przerwaną lekcję muzyki” i mnóstwo laurów za „Oszukaną”, „Gię” czy „Cenę odwagi”. Ostatnią jej rolą była Hannah z thrillera „Ci, którzy życzą mi śmierci”. Wydaje mi się, że jako Callas, aktorka chciała pokazać, że nie powiedziała ostatniego słowa. Tak jak w filmie diwa usilnie próbuje odzyskać utracony głos, tak i Jolie, wydaje się chcieć udowodnić, że stać ją na wiele.

middle-Maria-Callas-4-jpg.jpg

Rola „dziewczyny z Aten” wydaje się być skrojona, a wręcz zaprojektowana pod Oscara. Wychodząc z sali pomyślałam, że sam film statuetki nie zdobędzie, ale Jolie pewnie ćwiczy oscarową przemowę (bo za takie kreacje przecież zgarnia się nagrody „od ręki”). Jakie było moje zdziwienie, gdy zajrzałam na listę aktorek nominowanych za pierwszoplanowe role: Demi Moore („Substancja”), Fernanda Torres („I’m Still Here”), Mikey Madison („Anora”), Cynthia Ervio („Wicked”) i Karla Sofia Gascón („Emilia Pérez”). „Marię” zakwalifikowano w jednej tylko kategorii – za najlepsze zdjęcia. Te oczywiście są naprawdę dobre, ale wyżej od nich ceniłabym kostiumy. Włoski kostiumograf Massiomo Cantini Parrini stworzył ich około 60 – operowych i scenicznych. To rekonstrukcje kreacji noszonych przez śpiewaczkę - imponująca robota, dlatego nominacja powinna być pewniakiem. Akademia postawiła jednak na np. „Gladiatora II” czy „Nosferatu”.

Tragedia w trzech aktach

„Boski potwór”, „Primadonna stulecia” „Zbyt dumna, zbyt krucha”, „Samotność bogini” – szukając książkowej biografii diwy, można natrafić na takie tytuły. Czuję, że muszę po którąś sięgnąć, bo seans uświadomił mi to, jak mało wiedziałam o Callas. Przed seansem informacje miałam takie nagłówkowe: primadonna La Scali, na scenie wielka - Lady Mackbet, Aida, Medea, Turandot, po za nią – nieszczęśliwa i samotna, porzucona przez Onassisa dla Jackie - właśnie.

middle-Maria-Callas-3.jpg

Po seansie muszę nową wiedzę zweryfikować, bowiem filmowa Maria sama zastanawia się często czy to, co się dzieje, jest prawdą, czy jej kolejną halucynacją. Poznajemy ją bowiem u schyłku niespełna 54-letniego życia, gdy niemal nie opuszcza swojego paryskiego mieszkania. W trzech aktach (na które podzielono film, a mnie od razu skojarzyło się to z „Tragedią w trzech aktach” rodem z Christie) rozlicza się ze wspomnieniami, a my nie mamy pojęcia, które naprawdę wyjęto z jej biografii, a które są wymysłem twórców.

Prawda to czy halucynacja?

Zaczynamy od nieuchronnego końca, wiemy przecież, że ta historia nie skończy się happy endem, bo 16 września 1977 r. artystka umarła nagle na zawał serca. Wynoszą jej ciało, a my zanurzamy się we wspomnieniach. W jednej z pierwszych scen Maria pali stare kostiumy, bo to, co jest przeszłością należeć ma do przeszłości – mówi potem. Wyjaśnienie składa w rozmowie z dziennikarzem Mandraxem. To handlowa nazwa leku uspakajającego metakwalonu, którego Callas nie chce odstawić. Podkreśla, że lubi te wizje, które rodzą się po nim w jej głowie, zacierając granice między jawą a snem. Nie dziwi więc, że dziennikarz również jest wymyślony, bo cały film balansuje na skraju rzeczywistości i fikcji.

middle-Maria-Callas-1.jpg

We wspomnianych zwidach diwę odwiedza martwy i brzydki grecki bogacz Artystoteles, dla którego porzuciła męża i agenta (włoskiego przedsiębiorcę Giovanniego Battistę Meneghiniego), ale którego nigdy nie poślubiła, na życzenie którego dokonała aborcji, który ograniczył jej sceniczną działalność, a i tak pozostał największą miłością życia.

Callas wraca myślami na deski największych teatrów i oper, spija owacje, zachwyty, pochwały, które płynęły strumieniami, gdy była Violettą z „Traviaty” czy Anną Boleyn. Tu i teraz jest osamotniona, zdziwaczała, wyobcowana.

Chronologia nie gra tu pierwszych skrzypiec. W zlepku przeszłości pojawia się więc młoda, walcząca z nadwagą Maria (jej przemiana po latach była spektakularna, a pod koniec życia chorobliwa – diwa – ponoć – potrafiła nie jeść kilka dni z rzędu), jej siostra Yakinthi i sugestia, że ich matka stręczyła córki oficerom niemieckim podczas okupacji Aten. Nad tym, ile w tym prawdy pochylali się biografowie primadonny, zgodni co do tego, że Evangelia Kalogeropoulos zarabiała na córkach, „umilającym” czas śpiewem i tańcem gościom ich domu.

Rodzina zastępcza

middle-Maria-callas-5.jpg

Kompasem w tym chaotycznym świecie zdają się być lokaj Ferruccio Mezzadri i gosposia Bruna Lupoli, którzy każdego dnia próbują chronić pracodawczynię od samozagłady. Są jak rodzice (których brak odczuwała), rodzeństwo (z którymi miała trudny kontakt) i dzieci (których nigdy nie miała). Taka cierpliwa, oddana, odpowiedzialna „rodzina zastępcza”. W kółko przestawiają fortepian spod jednej ściany pod drugą (i od czego kręgosłup Ferruccia jest kruchy jak gałązka), zajmują się pudlami pani, wmuszają, by sama jadła posiłki, starają się zapisywać dawki leków, które połyka, zmuszają do wizyt lekarskich. Chronią przed światem, który oczekuje, że Callas w dawnej formie stanie przed publicznością, a przecież – co słychać - „straciła” głos.

Doczytałam, że Ferruccio i Lupoli istnieli naprawdę, i służyli Callas przez blisko dwie dekady. To im Maria zapisała majątek, ale testamentu nie podpisała, więc schedę rozebrali były mąż, siostra i nieobecna w tym filmie Vasso Devetzi. To ona założyła istniejącą „na papierze” Maria Callas Foundation, dzięki której powierniczka i sekretarka Callas czerpała zyski z fonograficznych tantiem i praw autorskich. Devetzi była oskarżona nawet o otrucie gwiazdy (nie mogę uciec myślami od opowieści z naszego podwórka o Violetcie Villas, także obdarzonej sopranem koloraturowym, która zapisała cały majątek gosposi, jednak po śmieci diwy spadkobierczyni trafiła do więzienia, bo udowodniono, że znęcała się nad chlebodawczynią).

Wystawna biografia

middle-Maria-Callas-plakat-441x635.jpg

Żal, że wątek ten pominięto, choć pewnie mógłby stanowić kanwę dla osobnego filmu. Ten, który stworzył Larrain, ogląda się nieźle, z tą całą wystawnością, teatralnością, pozorami. Oprawa robi wrażenie, Jolie raz zachwyca, raz przeraża, na uwagę zasługują role Pierfrancesco Favino i Alby Rohrwacher jako wiernych służących, ale całość wydaje się jakaś taka powierzchowna. Niemniej czuję, że gdy film trafi do streamingu, wrócę do niego, wiedząc o Callas już znacznie więcej.

I jak to w biografiach muzycznych przystało, ta góruje nad wszystkim, słucha się jej z przyjemnością, a sceny występów aż… bolą. Callas mówiła o kolosalnym wysiłku, który ciało wkłada, by wydobyć głos, Jolie oddała to naprawdę dobrze. Nie zgodzę się jednak z „Variety”, że obraz to Absolutnie doskonały. Do tego mu daleko, podobnie jak i Callas odległa była od ideałów.

Seans trwa 124 minuty i muszę przyznać, że te minęło mi całkiem szybko. Myślę, że i Wam czas spędzony w kinie nie powinien się dłużyć. A po nim, prawdopodobnie, też będziecie chcieli lepiej poznać Marię (wróżę księgarniom wyższe obroty!).

Czasu, by wybrać się do OKF-u jest stosunkowo sporo. Seanse zaplanowano bowiem między 11 a 23 lutego. Szczegółowy repertuar można znaleźć na okf.czest.pl. A jeśli chodzi o bilety, o te warto zadbać wcześniej, bo są terminy, na które pozostało ich już niewiele.

Fot. archiwum OKF-u


Zuzanna Suliga - czytaj więcej