SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

archiwum OKF

Chopin schodzi z pomnika

21 października 2025
Udostępnij

Po premierze „Chopin, Chopin!” nie brakowało głosów (pewnie na równi z tymi krytycznymi), że to ta produkcja, a nie „Franz Kafka” powinna być polskim kandydatem do Oscara. Film Agnieszki Holland na kinową premierę dopiero czeka, ale po seansie obrazu w reżyserii Michała Kwiecińskiego myślę, że Złotego Rycerza chyba by nie zgarnął. Co innego grający tytułową rolę Eryk Kulm.

middle-Chopin-2.jpg

Gdyby film o wielkim Fryderyku powstawał w Stanach, to pisano by o nim od dawna. Relacjonowano przemianę Kulma, mówiono o jego przygotowaniu muzycznym, studium choroby, które oddał na ekranie, wchodzeniu w rolę… Szum wokół tej roli nie byłby na wyrost, bo myślę, że w ostatecznej rozgrywce, to 35-latek z Warszawy mógłby wygłosić oscarową mowę.

Talent w genach

I to właśnie dla Eryka Kulma warto spędzić w kinie 135 minut. Aktor magnetyzm i siłę oddziaływania na publiczność musiał odziedziczyć w genach. Jego dziadek - Eryk był jednym z najsłynniejszych oficerów rozrywkowych. Znał go chyba każdy pasażer transatlantyku „Batory”, bo jego zadaniem było dbanie o dobry nastrój i wspomnienia wśród gości. Prowadził więc koncerty, konkursy, bale, wieczory talentów i wszystkie wydarzenia, który miały umilić pasażerom podróż. Z kolei tata – również Eryk (zmarł w 2019 r.) - był cenionym perkusistą jazzowym, koncertującym w amerykańskich klubach, na statkach pasażerskich, ale i w Kwartecie Namysłowskiego, czy takich festiwalach jak Jazz Jamboree.

middle-Chopin-1.jpg

Jako młody aktor Eryk zaczynał karierę jako Kulm Jr., człon „junior” odłączył od nazwiska dosyć niedawno. - Zrozumiałem, że nie jestem młodszą wersją mojego ojca. Tyle. To, że jestem synem mojego taty i mojej mamy, nie oznacza, że do nich przynależę. Urodzili mnie, wychowali. I koniec. Teraz stanowię sam o sobie – wyjaśniał w rozmowie w „Elle”.

Lata spędzone przy fortepianie

Do roli Chopina życie przygotowywało go od najmłodszych lat. Jego mama, malarka biegle posługiwała się językiem francuskim, Kulm znał więc podstawy, francuskiego uczył się również w szkole średniej. Przy okazji przygotowań do filmu warsztat doprowadził do perfekcji. Aktor ma również wykształcenie muzyczne. Jako trzylatek miał już grać na domowym pianinie. Potem przez dziewięć lat uczęszczał do klasy muzycznej, ucząc się gry na fortepianie. Mając takie zaplecze, nie chciał, by na ekranie „zagrały” nie jego dłonie (bo i takie sztuczki montażowe zna magia filmu, która zazwyczaj do takich scen zatrudnia profesjonalnych muzyków). By samodzielnie zagrać wszystkie wykorzystane w filmie utwory Chopina, aktor ćwiczył po kilka godzin dziennie. I efekty widać i słychać na ekranie.

middle-Chopin-5.jpg

Pierwotnie wydawało się, że Eryk Kulm (wówczas jeszcze „Junior”) to z muzyką zwiążę swoje zawodowe życie (miał bowiem iść w ślady taty) i kto wie, jak potoczyłyby się jego losy, gdyby nie fakt, że jako 14-latek zadebiutował w głośnym filmie „Pręgi” Magdaleny Piekorz.

Od Filipa po Chopina

Potem grał m.in. w „Kamieniach na szaniec” i „Bodo”. I właśnie podczas kręcenia filmu i serialu o gwieździe międzywojennego kina i sceny, Kulm współpracował z Michałem Kwiecińskim. Owocem tego był przełomowy dla niego „Filip” - film doceniono na festiwalu w Gdyni, a aktor otrzymał m.in. nagrodę im. Zbyszka Cybulskiego przyznawaną najzdolniejszym aktorom młodego pokolenia.

Kwieciński, doceniany nie tylko jako reżyser, ale też producent, dostrzegł, że to właśnie Kulm ma w sobie odpowiednią dla słynnego kompozytora ekspresję. I obaj postawili na oblicze Chopina, które właściwie mało znamy. To daleka od pomnika wersja. Zupełnie inna od nudnego – jak dziś oceniam – bohatera, którego Piotr Adamczyk zagrał w „Chopin. Pragnienie miłości” Jerzego Antczaka.

middle-chopin_painting_final_1080x1920-368x654.jpg

Co wypada Fryderykowi?

Ten „Fryc” (jak mówią przyjaciele) AD 2025 jest ulubieńcem Paryża, ikoną salonów, ówczesnym celebrytą. Zarabia krocie, grając na salonach dla arystokracji, ale i zachwycając samego króla Francji. Zawsze doskonale ubrany, lubiący żywe kolory, dobre perfumy i modę (a dziś powiedzielibyśmy, że cierpiący na zakupoholizm, czego dowodzi sklepowa scena z udziałem jego przyjaciół), czerpiący z życia, sypiący żartami (także z siebie samego), przeklinający (czy w ogóle Temu Fryderykowi tak wypada?)… I już wtedy zmagający się z gruźlicą, krztuszący się krwią, wyczerpany, świadom tego, że walkę o życie właśnie przegrywa…

Filmowy Fryderyk Chopin ma wiele masek, które opadają, gdy dopada go atak choroby. Potem ociera czerwień z ust i znów uśmiecha się czarująco, dając recital, który porywa śmietankę towarzyską.

Choroba i próby radzenia - a w gruncie rzeczy nie radzenia - sobie z nią, wydają się grać w tej produkcji dominującą rolę. Ataki się powtarzają, przypominając, że ta historia nie może mieć szczęśliwego finału. Wszystkie te sceny musiały być dla Kulma bardzo wymagające i wyczerpujące, jednak na mnie o wiele większe wrażenie zrobił w scenie opowieści o wyścigu psów, czyli pożegnania z umierającym na gruźlicę przyjacielem Janem Matuszyńskim (Chopin przeżył go zaledwie o siedem lat).

Życie w migawkach

W „Chopin, Chopin!” przeróżne wątki z biografii kompozytora zostały zmieniają się jak w kalejdoskopie. W migawkach patrzymy na plany małżeńskie z Marią (nieudane), związek z George Sand (i wspólny wyjazd do Hiszpanii), udzielanie lekcji gry uczniom (kolejny sposób na zarobek), zażyłość z Delfiną Potocką, więzi rodzinne, sięganie po opium z cukrem (ponoć „poeta fortepianu” przetestował wszystkie ówczesne medykamenty)… Jest tego sporo, stąd nie mając konkretnej wiedzy biograficznej, łatwo się zagubić. Przy czym każdy wątek jest tylko lekko liźnięty, a to stwarza chaos.

middle-Chopin7aaab.jpg

Myślę, że lepiej byłoby skupić się na konkretnych wydarzeniach, dać mniej, a uzyskać więcej (akurat we wspomnianym filmie Antczaka skupiono się głównie na relacji z Sand i jej dziećmi).

Nad chaotycznym obrazem wyłania się jednak obraz samotności w blasku świateł. W scenach, gdy w mieszkaniu Fryca odbywają się huczne imprezy, a on sam siedzi gdzieś na uboczu, przypomina mi „Bohemian Rhapsody”, czyli filmową biografię Freddiego Mercury’ego . Obu muzyków – bez względu na stulecie - łączy życiowa pustka kogoś, kogo z daleka kochają miliony.

Film „na bogato”

To oglądać, czy nie oglądać? Ja seansu nie żałuję, choć – jako ktoś, kto nie lubi długich filmów – skróciłabym film mocno. Nie żałuję, bo uważam, że takiego Eryka Kulma warto zobaczyć. I warto właśnie na kinowym ekranie, który bardziej pasuje do przepychu tego obrazu. W końcu budżet na jego realizację nie był mały. Gdzieś czytałam o udziale 260 aktorów, ponad 5 tys. statystów i wykorzystaniu 300 pojazdów historycznych (jak dyliżanse, karoce czy omnibusy). To bogactwo widać.

middle-Chopin-6aab.jpg

Jeśli chodzi o obsadę, Kulm jest bezkonkurencyjny, ale warto zwrócić uwagę na tych, którzy mu towarzyszą, czyli m.in. Joséphine de La Baume (George Sand), Victora Meuteleta (Ferenc Liszt), Karolinę Gruszkę (Delfina Potocka), Kamila Szeptyckiego (Julian Fontana), Michała Pawlika (Jan Matuszyński), czy grających rodziców kompozytora – Grzegorza Damięckiego i Maję Ostaszewską. Przy ostatniej z wymienionych chciałabym się zatrzymać, bo gdy grali z Kulmem w „Teściowie 2” – panią doktor i studenta, z tej relacji (z podtekstami) żartowano, że ona mogłaby być jego matką. Obsadzenie Ostaszewskiej w roli Justyny Chopin to takie miłe mrugnięcie okiem z ekranu.

Kto ma ochotę na seans w kinowej „Iluzji” ma szansę 21 października o godz. 20.30 oraz 22 października o godz. 15.30 (potem „Chopin, Chopin!” można szukać w programie częstochowskich kin Cinema City). Z kolei od piątku, 24 października OKF zaprasza na pokazy filmu „Franz Kafka”. Będzie to dobra okazja, by zdecydować, kto powinien zawalczyć o oscarową nominację. Repertuar Kina Studyjnego znajdziecie na okf.czest.pl

Fot. archiwum OKF-u

Zuzanna Suliga - czytaj więcej