Credo w pamięciach ukryte. Egzystencjalnych powtórek nie będzie
Jednym z bohaterów projektu jest czas. Przemijanie. Miejsca, które znikają, albo których już nie ma i ludzie, którzy są wokół nas, aż… ich nie ma. Jacenty Dędek i jego credo. Jakie to jest dobre…

Taki tłum, w dużej części rozpoznawalnych postaci, nie jest czymś zwyczajnym. Pawilon Wystawowy Muzeum Częstochowskiego w sobotę aż trzeszczał. Zobaczyć efekt kilkuletniego projektu Jacentego Dędka przyszli nie tylko wielbiciele jego fotografii (których jest mnóstwo), ale też ich bohaterowie. Częstochowianki i częstochowianie. Ci bardzo młodzi, i ci mający już wiele dekad życia za sobą. Na zdjęciach są także ci, których już nie ma.
Opowieść, która zaczyna się od miasta
Rozpoznaję Częstochowę – ale nie tę z pocztówek. Raczej taką zbudowaną z twarzy, podwórek, szyldów, gestów, tatuaży. To nie przypadek, bo cały projekt jest bardzo osobisty. Autor fotografuje własne miasto, próbując uchwycić to, co łączy przeszłość z teraźniejszością. Szukając tożsamości, także tej swojej, przemierzał miejskie ulice, zaglądał do zaułków, pewnie nawet wspinał się na dachy. Są ulice, przystanki, wystawy sklepów, ich wnętrza, mniej lub bardziej czynne zakłady, bramy i płoty, uliczne lampy, targi i dworce, garaże, amatorskie murale, niechciane graffiti.
Choć niektórym wydaje się, że większość zdjęć jest smutna, a może nawet przygnębiająca, ja widzę w nich przede wszystkim ciepło, pewną miękkość, jakieś otulenie. Tam nie ma przypadkowych kadrów, ani póz postaci. Każda ma imię, za każdą stoi historia. Część z nich możemy wyczytać wprost ze ścian. Napisane ręką Katarzyny Dędek, żony, która właśnie tekstem współtworzy ten projekt z Jacentym. Aranżacja wystawy – na obu piętrach pięknego budynku muzeum - robi także wrażenie.

Cykl powstawał latami (od 2017 roku), a zdjęcia wykonano aparatem wielkoformatowym – narzędziem wymagającym czasu, cierpliwości i niemal rytuału. To widać.
- Zdjęcia Jacentego ukazują mi zachwyt obrazem rzeczywistości fotografa doświadczonego w najbardziej dosłownym znaczeniu tego słowa – świadka ludzkiej walki o życie mające sens – napisał o wystawie Michał Szalast, fotograf, pedagog Instytutu Twórczej Fotografii w Opawie i jest mi to niezwykle bliskie. - Brzmi to jak sprzeczność nie do pogodzenia: zachwycony i doświadczony jednocześnie? Czy można dzielić naiwny entuzjazm zauroczenia z rozczarowującą mądrością zrozumienia? Jacenty udowadnia, że tak. Wyszukuje hipnotyzujące obrazy przedstawiające szczerość, wiarę, nadzieję, wrażliwość, kruchość i prawdę. Wszystkie te wartości dzisiejszy świat często nazywa słabościami lub przeszkodami w drodze do rzekomego zwycięstwa. Wielkoformatowym aparatem Jacenty pokazuje ich fundamentalne znaczenie – to potrzeba konieczna naszego życia, by pozostać ludźmi. Dlaczego zatem piszę o nim „doświadczony”? Ponieważ doskonale zdaje sobie sprawę z ceny, jaką płaci się za bycie szczerym, kruchym i prawdziwym w brutalnym świecie. Tę cenę widać wyraźnie na jego zdjęciach – w zmęczeniu oczu, w napięciu rąk, w surowości otoczenia.

Spotkania zamiast zdjęć
Po kilku krokach w sali Pawilonu Wystawowego – z odsłoniętymi specjalnie na tę ekspozycję oknami - przestaję oglądać fotografie, zaczynam spotykać ludzi. Ktoś ze zdjęcia patrzy prosto w obiektyw, ktoś inny uchwycony w półgeście, mam wrażenie, że za chwilę coś powie. W tych obrazach jest coś, co jeden z komentatorów nazwał „odmową zapomnienia” - te fotografie nie pozwalają, by czas miał ostatnie słowo.
Jacenty Dędek już od dekad zajmuje się fotografią dokumentalną oraz portretem . W „Credo” oba te światy się przenikają. Dokument staje się intymny, a portret zaczyna opowiadać historię miejsca.
Credo – czyli w co wierzymy?
Tytuł nie jest przypadkowy, podobnie jak żadna postać czy miejsce, ani żaden opis, które odnajdujemy na ścianach. „Credo” to wyznanie wiary, jednak nie religijnej, tylko humanistycznej. Wystawa mówi o rzeczach zaskakująco prostych - o tym, że każdy ma swoje miejsce, że pamięć jest krucha, że zwyczajność ma wartość.
W którymś momencie uświadamiamy sobie, że to nie jest tylko opowieść o Częstochowie. To opowieść o każdym mieście, które mamy w sobie, niezależnie od geografii.

Jacenty mówił, że kiedyś chciał wyjechać z Częstochowy. Jestem pewna, że miał wiele okazji, a nawet bardzo obiecujących zaproszeń. Mam podobne - związane z opuszczeniem miasta na zawsze - nieziszczone na dłużej zamierzenia. Dziś jednak, podobnie jak on, czuję wspólnotę tego miejsca, losów ludzi, którzy tu żyją bądź żyli, moją przynależność. I coraz mocniej, wraz z upływem czasu, chciałabym ocalić ten bliski mi świat. Oczywiście nie w realu, bo to niemożliwe. Dobrze, że powstało „Credo”, dobrze, że ktoś potrafi robić takie zdjęcia. Ten świat będzie więc ocalony - poprzez fotografię.
Wystawa jako spacer w czasie
- Kilka lat temu pojawił się u mnie kuzyn Maciek, prosząc, bym przechował jego rodzinne albumy ze zdjęciami. Nie wrócił już po nie. Połknął flakonik leków i poszedł na ostatni spacer nad Wartę. Nie zdążyłem zrobić mu zdjęcia… - napisał przy okazji projektu „Credo” Jacenty Dędek, a ja pomyślałam o osobach, z którymi czegoś w życiu nie zdążyłam. Porozmawiać, iść na kawę, wybaczyć, powiedzieć im czegoś ważnego.
- Tak samo Jackowi, koledze z dzielnicy, najbardziej wrażliwemu chłopakowi, jakiego znałem. Nie był moim przyjacielem. Przychodził, kiedy ojciec był pijany. Opowiadał, że czasem było tak źle, że musieli z matką spać w komórce. Wielu ludzi, których chciałbym sfotografować, już nie ma – kontynuuje artysta, a ja czuję, z jednej strony żal nad tym czego już nie zdążymy, a z drugiej motywację, by ocalać to, co wciąż jest, a co może zniknąć
- „Credo” to projekt, w którym opowiadam o miejscu urodzenia, o mojej ulicy, bliskich, przyjaciołach, znajomych. O tych, których podziwiam, którzy mnie inspirują, którym tak wiele zawdzięczam. To również opowieść o nieznajomych mijanych na ulicach miasta, w których twarze z nieustającą fascynacją się wpatruję. Chciałbym to życie, które właśnie tak zwyczajnie się toczy, zatrzymać, sfotografować i jakoś ocalić, bo, jak pisał Roland Barthes, nie będzie się już ono mogło egzystencjalnie powtórzyć.
Ta ekspozycja jest momentami jak oglądanie rodzinnego albumu. Zdjęcia są współczesne, ale mówią o czymś znacznie starszym, przywołując pamięć zapisaną w twarzach, spojrzeniach, ale też w miejscach, podwórkach, ulicach, murach.
Po wyjściu
Kiedy wychodzę z Pawilonu Wystawowego, świat na zewnątrz wydaje się trochę inny. Nie bardziej spektakularny - przeciwnie. Bardziej zwyczajny, ale też bardziej zauważony. Ma większą wartość. Bo przecież cholera ma…
Jacenty Dędek
Zajmuje się portretem i dokumentem, w swojej praktyce od kilkunastu lat używa aparatu wielkoformatowego 4x5”.

Publikował w prasie (m.in. Duży Format, Polityka, Newsweek). Przez prawie dziesięć lat współpracował z magazynem National Geographic Polska, dla którego realizował autorskie reportaże. Laureat konkursów fotografii prasowej w Polsce. Trzykrotny stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Od kilkunastu lat pracuje nad autorskimi projektami razem z żoną Katarzyną. Najbardziej interesują ich rzeczy zwykłe, dziejące się na marginesie głównych wydarzeń, ale zawsze blisko człowieka.
W 2020 r. wspólnie wydali album "portretprowincji.pl", będący efektem prawie siedmioletniej podróży po małomiasteczkowej Polsce, materiały były zbierane w kilkuset miejscowościach poniżej 30 tys. mieszkańców, we wszystkich województwach.
Ich najnowszy projekt CREDO (realizowany od połowy 2017 r.), to osobista historia o miejscu, tożsamości, ludziach bliskich i nieznajomych, o pamięci zapisanej w materii miasta.
Wystawę, zorganizowaną w ramach obchodów 200-lecia połączenia Starej i Nowej Częstochowy, w Pawilonie Wystawowym Muzeum Częstochowskiego w Parku Staszica można oglądać do 7 czerwca.
Więcej o samym projekcie, zrealizowanym w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na https://www.jacentydedek.pl/credo/
Fot. Grzegorz Skowronek
