SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

Klimakterium i już/Facebook

Czuję, jakbym w tym grała od dawna

5 listopada 2025
Udostępnij

„Klimakterium… i już” wielki przebój teatralny Elżbiety Jodłowskiej bawi widzów już od blisko dwóch dekad. Miesiąc temu do obsady dołączyła Iwona Chołuj, na co dzień aktorka Teatru im. Adama Mickiewicza. W roli Krychy (tej samej, którą przed laty grała sama Krystyna Sienkiewicz) zobaczymy ją już w niedzielę, 9 listopada, na scenie Klubu Politechnik.

middle-561838373_1490385855856791_2133104111996724664_n.jpgW październiku dołączyłaś do obsady kultowego spektaklu „Klimakterium i… już”. Od lat to jedna z najpopularniejszych teatralnych produkcji. Tytuł kochany w całej Polsce, a w nim Ty. Jak do tego doszło?

Iwona Chołuj: Dowiedziałam się, że Elżbieta Jodłowska – wtedy jeszcze Pani Elżbieta – poszukuje aktorek do swojego spektaklu. Zainteresowałam się tym mocno i w efekcie przedstawiciele tej wieloobsadowej produkcji odwiedzili Częstochowę. Zobaczyli komedię „Umrzeć ze śmiechu”, w której gram w Teatrze Nowym. To również opowieść o kobiecej przyjaźni i to takiej aż po grób (dosłownie!). I tak zostałam zaproszona do współpracy, z czego bardzo się cieszę.

Kiedy rozpoczęłaś próby?

- Pod koniec lipca. I zaczęłam z grubej rury! Od razu uczyłam się piosenek i tańców, których w tym spektaklu jest naprawdę dużo. W tym samym czasie pracowałam nad tekstem. A ten widzów mocno bawi, ale dla aktora jest trudny, bo pełen krótkich dialogów i ciętych ripost. Paradoksalnie, łatwiej nauczyć mi się monologów. Tu jest akcja i reakcja, wszystko w punkt, w tempie. By się w tym odnaleźć, trzeba mieć to doskonale opanowane.

Zdradzę też pewną ciekawostkę: uczyłam się tekstu do drugiej części „Klimakterium”. Przygotowywałam się do roli Angeli. Regularnie kursowałam wtedy między Częstochową a Warszawą, wydawało mi się, że mieszkam w pociągu. I w pewnym momencie tych moich podróży, Ela (już Ela!) powiedziała, że to cudownie, że ćwiczymy „menopauzy szał” (czyli „dwójkę”), ale tak naprawdę to teraz potrzebuje obsady do „jedynki”. Zapytała, czy mam czas i siłę, by nauczyć się jeszcze jednego tekstu. I tak zaczęłam wkuwać „Klimakterium i… już”. Nigdy wcześniej nie byłam w sytuacji, gdy musiałam się uczyć dwóch takich potężnych ról naraz. Przyznam, że „Klimakterium” śniło mi się po nocach. Gdyby w dowolnej chwili padło hasło „Iwona, zagrasz Angelę”, wchodzę w to w ciemno.

Dziś słynna Elżbieta Jodłowska jest dla Ciebie po prostu „Elą”. Opowiedz o Waszej współpracy.

middle-564223571_1490385589190151_3375800838828434624_n.jpg

- Ela jest nie tylko ikoną, znakomitą aktorką, ale przede wszystkim wspaniałym człowiekiem. Jestem zaszczycona, że podczas prób zaprosiła mnie, żebym zamieszkała w jej wielkim, pięknym domu. Jest cudowną gospodynią! Szybko okazało się, że jesteśmy fankami jajek. Gdy przyjeżdżałam, śmiała się, że ma lodówkę pełną jajek, bo Chołuj przyjeżdża, więc jaja muszą być. Czasem dzwoniła, mówiąc: wiem, że będziesz dopiero za dwa dni, ale już ugotowałam Ci dziesięć jaj. Kulinarnie połączyła nas również miłość do ogórków małosolnych, które Jodła (bo tak o niej mówimy i tak mówi sama o sobie) robi wyśmienite: chrupiące, świetnie doczosnkowane i dosolone, po prostu genialne.

Uwielbiam też słuchać opowieści Eli o tym, gdzie grała, z kim grała. Myślę sobie wtedy, że dotykam żywej legendy, która występowała na scenie ze wszystkimi, których cenię – od Wojciecha Młynarskiego po Macieja Zembatego. I ja tak przebywam z tą „chodzącą historią”, a ona dla mnie gotuje jajka…

A Jodła ma nie tylko wielkie serce, ale również ogromne poczucie humoru, które bardzo cenię u ludzi. Nawet, gdy mówi o poważnych sprawach, to czyni to tak, że nie umiem się nie śmiać.

Gdyby nie jej poczucie humoru, pewnie nie byłoby „Klimakterium”…

- Zdecydowanie jej poczucie humoru, dystans do siebie i świata, ciepło i wszystkie jej cechy przekładają się na spektakl, który stworzyła.

Spektakl-fenomen - od premiery zagrano go bowiem ok 2500 razy! W czym leży jego siła?

- Ja dopiero raczkuję w tym spektaklu, jestem właściwie przedszkolakiem, bo zagrałam dopiero trzy razy. Ale jakież było moje wzruszenie, gdy po przedstawieniu wbiegły na scenę kobiety w różnym wieku, ściskały nas, dziękowały. Mówiły, że dzięki „Klimakterium i... już” one mniej boją się tej menopauzy, bo otrzymały radosne spojrzenie na ten dosyć trudny dla kobiety czas. I teraz będą z większym dystansem myślały o sobie i o tym wszystkim, co im się przydarza.

middle-570178830_1495052212056822_8928130761579273055_n.jpg

Każda z nas przechodzi inaczej klimakterium, bywa, że są to bardzo dramatyczne doświadczenia. Jodła zdradziła, że jak pierwszy raz ją to dopadło, to myślała, że umiera.

I to był ten impuls, żeby o tym napisać?

- Możliwe. I to dzięki temu spektaklowi rzeczywiście możemy poczuć, że jesteśmy w tym razem, że istnieje taka solidarność kobieca. Warto dodać, że na przedstawienie przychodzą nie tylko kobiety w różnym wieku, ale też przyprowadzają swoich partnerów, mężów, kochanków i oni się równie dobrze bawią.

A ja tak sobie myślę, że jak taki mężczyzna w dosyć zabawny sposób posłucha o bardzo poważnym problemie, to może inaczej będzie potem traktował swoją kobietę i te jej, nazwijmy to, humory, fochy, smutki, lęki, a nawet… uderzenia gorąca.

Twój debiut w „Klimakterium” przypadł chyba na Olsztyn?

- Nigdy go nie zapomnę. Wiedziałam, że niebawem wystąpię, ale nie wiedziałam gdzie. Była środa po południu, a ja dostaję sms, żebym wsiadała szybko w pociąg, bo w czwartek rano mam pierwszą i właściwie jedyną próbę w Warszawie, a potem zaraz jedziemy do Olsztyna. Ja takie chwile w zawodowym życiu nazywam poligonem, ale przyznam, że to mnie bardzo rajcuje.

W „Klimakterium i... już” pełno jest takich zaskoczeń, bo obsada jest wymienna. Składy dla konkretnych miast podawane są dosyć późno. Zaledwie kilka aktorek poznałam osobiście. Więc za każdym razem do końca nie wiadomo, z kim się zagra. Uważam, że dla aktora jest to bardzo ciekawa sytuacja. Oczywiście, uwielbiam swoich kolegów z Teatru im. Adama Mickiewicza i z „Nowego”, ale znamy się jak te łyse konie. Wiemy, czego możemy się po sobie spodziewać. A jak wchodzi się do nowej obsady, to pojawia się dreszczyk emocji. To bardzo odświeżające doświadczenie w tym zawodzie. Pierwszy spektakl zagrałam z Ludmiłą Warzechą, Ewą Kuklińską i Tatianą Sosną-Sarno. Wszystkie przyjęły mnie bardzo życzliwie, mocno wspierając mnie w tych moich pierwszych krokach w „Klimakterium i... już”.

middle-565801006_1491272292434814_7376372942969129516_n.jpg

Podobnie przyjęła Cię również publiczność. Zostałaś nawet „Miss Szczecinka”…

- Tu trochę pospojleruję, bo w spektaklu jest scena, w której nawzajem przedstawiamy nasze bohaterki. Ja gram Krychę, a opowiada o mnie Pamela, która zdradza, że chciałabym zostać Miss Szczecinka (tradycją jest oczywiście to, by zmieniać nazwę zgodnie z miastem, w którym aktualnie gramy). Spektakl w Szczecinku się skończył, były brawa, a po nich do rampy podeszła pani i poprosiła, żebym się pochyliła. Gdy to zrobiłam, nałożyła mi szarfę miss. To było niezwykle wzruszające, bo musiała w przerwie znaleźć coś, co szarfę by przypominało. I od teraz mogę mówić, że jestem „Miss Szczecinka 2025”.

Grasz Krychę, tę samą postać, którą przed laty grała wielka Krystyna Sienkiewicz. To wyzwanie?

- Przygotowując się do roli, oglądałam różne nagrania archiwalne, ale nigdzie nie znalazłam tego z panią Krystyną. Słyszałam, oczywiście, że była to genialna kreacja, ale co w tym dziwnego, przecież to była Krystyna Sienkiewicz!

Wiem, że aktorki, które grają Krychę, a widziały panią Krystynę na scenie, mają z tym duży problem. Ja nie mam. Podobnie jak z językiem angielskim, którego nie umiem, ale sama się go nauczyłam. Nie boję się mówić po angielsku, nie mam świadomości, jakie błędy popełniam, więc mogę porozmawiać nawet o metafizyce Heideggera.

Bardzo się cieszę, że Jodła obsadziła mnie właśnie w tej roli. Krycha jest dawną hipiską, zdrowo się odżywia, wspomina coś o medytacji, jodze i takim życiu trochę singielki. Może ja nie jestem singielką, ale taki wolny duch kobiety, która może wszystko i nie patrzy na swój wiek ani na kilogramy, a po prostu bierze życie garściami, bardzo mi odpowiada. Nie mówię, że w życiu jestem nią 1:1, ale ta postać jest mi bardzo bliska. Wchodząc na scenę, przeżyłam coś przedziwnego, o czym nawet opowiedziałam Jodle, że czuję, jakbym to grała od lat. Ja w tym po prostu jestem i świetnie się bawię. Pierwszy raz doświadczam czegoś takiego.

Na „Klimakterium” świetnie bawi się publiczność, także ta częstochowska. Ten spektakl od lat zaprasza do naszego miasta Agencja Artystyczna Certus. Wiem, że są widzowie, którzy oglądają ten spektakl co rok!

middle-569234295_1495052175390159_3619039081003722519_n.jpg

- Myślę, że poza tematyką, dowcipem, przyciągają ich także piosenki. Teksty powstały do szlagierów, które publiczność zna i nuci, są oczywiście też ci, którzy śpiewają z nami na całe gardło, znają bowiem wszystkie słowa!

Podobnie będzie pewnie 9 listopada, gdy wystąpisz w „Klimakterium i... już” w Klubie Politechnik.

- Cieszę się, że zagram w moim mieście, bo, choć nie urodziłam się w Częstochowie, to z nim związałam swoje życie. Bardzo czekam na to spotkanie, gdyż widzowie znają mnie z ról w „Mickiewiczu” i w „Nowym”, a tu będę zupełnie nowa ja.

Przyznam, że sama sobie zazdroszczę, bo na scenie „Politechnika” wystąpię ze wspomnianymi już Ludmiłą Warzechą i Tatianą Sosną-Sarno oraz z Renatą Zarębską. To wspaniałe aktorki, bardzo mi miło, że właśnie w takim gronie zaprezentujemy się przed częstochowską publicznością.

Spektakl „Klimakterium i… już” zobaczymy w Częstochowie w niedzielę, 9 listopada, o godz. 15.30 i 19.00. Bilety można kupić w siedzibie Agencji Artystycznej Certus przy ul. Dąbrowskiego 36/4 oraz on-line za pośrednictwem portalu kupbilecik.pl. Szczegóły: www.facebook.com/Agencja.Artystyczna.Certu...

Fot. Klimakterium i już/Facebook

Zuzanna Suliga - czytaj więcej