Czy w zbroi szturmowca można wygodnie siadać?
Idziesz sobie spokojnie Alejami, aż tu nagle spotykasz szturmowca. Choć uzbrojony i na pierwszy rzut oka groźny, okazuje się, że zamiary ma pokojowe. Fantastyczny sen? Nie, Star Wars Day w Częstochowie.

- Niech Moc będzie z Tobą! - powtarzano na całym świecie 4 maja. Wtedy bowiem odbywa się nieoficjalne święto fanów gwiezdnej sagi. Data ta pochodzi z fonetycznego przekształcenia sentencji „May the Force be with You!”, wymawianej podobnie do „May the 4th be with You!”. Gra słów odnosi się do 4 maja i pozdrowienia, które po raz pierwszy Ben Kenobi wypowiedział do Luke’a Skywalkera w „Nowej nadziei”. Potem powtarzali je także inni bohaterowie historii stworzonej przez George’a Lucasa.
Częstochowscy fani „Gwiezdnych wojen” świętowali przed wszystkimi, nasz Star Wars Day przypadł bowiem na ostatnią sobotę kwietnia (majówka mogłaby frekwencję mocno uszczuplić). Za organizację imprezy odpowiadał Częstochowski Klub Fantastyki, który działalność wznowił w 2022 r. i zasłynął organizacją cyklicznych Częstochowskich Dni Fantastyki.

Rok temu (oczywiście w okolicach fanowskiego święta) trzeci taki Dzień zadedykowano właśnie gwiezdnemu uniwersum. – Ta gwiezdno-wojenna edycja bardzo się spodobała, pomyśleliśmy, że uniwersum jest tak bogatym materiałem i pięknym światem, że zasługuje, żeby zadedykować mu zupełnie niezależny event – wyjaśnia Alex „Hunter” Czichos, jeden z organizatorów Star Wars Day 2024.
Miejscem imprezy, podobnie jak kolejnych edycji „Dni”, zostało Resto&Pub Szafa Gra. A ponieważ pogoda widać lubi „Gwiezdne wojny” i słońca nie brakowało, całe podwórko w bramie przy Al. NMP 37 zdominowały znane z uniwersum klimaty.
Atrakcje wystartowały w samo południe i zaplanowano je aż do wieczora. W programie zmiksowano różne oczekiwania, dodano więc zarówno coś dla tych, którzy chcą tylko posłuchać, jak i dla tych, który wolą podziałać, dla tych, którym wiekiem bliżej do padawanów oraz tych, którzy mocniej utożsamiają się z mistrzem Yodą.

Każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Ja również nie miałam problemów z wyborem (konkursy, na których trzeba było popisać się wiedzą, przyznam, odpuściłam, podobnie jak gry fabularne czy planszowe). Postawiłam na spotkania. Najpierw zaciekawili mnie Anna „faultfett” Hikiert – Bereza i Piotr „Falcon” Bereza, który wyjaśniali „Czy w zbroi szturmowca można wygodnie siadać”. Od razu odpowiem: czy widział ktoś siedzącego szturmowca? Ten biały pancerz nie wygląda przecież wygodnie…
Zresztą o komfort noszenia można było zapytać samych zainteresowanych. Spacerowali nie tylko w podwórku, ale i po Alejach, wprowadzając spore zainteresowanie. To oczywiście nie koniec gwiezdnych gości, bo pojawił się też Java, rebelianci, padawani i rycerze Jedi. Można było trafić na szturmowca z księżyca Endor czy nawet Jango Fetta.

– To jedyna okazja, żeby przybić sobie z nimi piątkę, albo zrobić zdjęcie. Wszystko dzięki temu, że przybyły do nas dwie grupy rekonstrukcyjne: Polish Garrison i Eagle Base. To polskie oddziały międzynarodowych organizacji kostiumowych Legion 501st i Rebel Legion, zrzeszających fanów „Gwiezdnych Wojen” z całego świata. Pierwsi to oddział szturmowców Imperium, a Eagle Base to szeroko pojęci rebelianci. Gwarantuję, zamiary mają pokojowe – mówił ze śmiechem Czichos.
Zdjęcia nie ma, piątki nie przybiłam – choć żałuję (kiedyś może sprawię sobie i taką frajdę). Za to spojrzałam w świecące oczy Javy i poczułam się tak, jakbym przeniosła się na Tatooine - już na filmach te zakapturzone postaci mnie przerażały.

No właśnie filmy. Jak wiele osób na tym globie, także i ja dałam się oczarować Harrisonowi Fordowi. Nie potrafię więc dokonać wyboru: Han Solo czy Indiana Jones. I dla takich jak ja, Rafał Mońka przygotował pokaz „Star Wars i Indiana Jones - zderzenie światów”, udowadniając, że nie trzeba wybierać, bo sagi się przenikają i łączy je nie tylko aktor Ford oraz reżyser Lucas . – W „Indiana Jonesie” przemycono trochę „Gwiezdnych Wojen” i na odwrót, takich mrugnięć oka do fanów jest w obu seriach bardzo wiele – wyjaśniał prowadzący.
Smaczków było tyle, że aż trudno je spamiętać. Mońka opowiadał więc o samolocie OB-CPO (nazwa łączy mistrza Obi Wana i droida C-3PO), którym słynny archeolog uciekał w „Poszukiwaczach zaginionej arki”. Dodał, że dźwięk startu maszyny, jest taki sam, jak nieudana próba wejścia w nadprzestrzeń Sokoła Milenium. Przypomniał, że Obiwan to również klub, w którym odbywa się początkowa scena „Indiany Jonesa i Świątyni Zagłady”. Wskazał też to, co dojrzy tylko bardzo uważny widz, że na hieroglifach w świątyni (udowodnił to na zbliżeniach) obok starożytnych bogów są i droidy.

Wymieniać tak można jeszcze długo, bo odniesienia przeniknęły również do świata inspirowanych filmami gier komputerowych. Dodam tylko, że słowa „I have a very bad feeling about this" (czyli „Mam co do tego bardzo złe przeczucia"), które Indiana rzuca w czwartej części („Królestwo Kryształowej Czaszki”), z ust Hana Solo padły w „Powrocie Jedi”. Wysłuchałam tej prelekcji z prawdziwą przyjemnością, bowiem Mońka wypunktował nawet to, który dźwięk w „Indianie” przypomina odgłos włączenia czerwonego miecza świetlnego. Po tym spotkaniu stwierdzam, że musze obejrzeć obie serie raz jeszcze (i to dokładnie!).
Czy z „Gwiezdnych Wojen” się wyrasta? Między innymi o tym pisarz Jakub Turkiewicz rozmawiał z Tomaszem „Tomiharem" Jędrczakiem z Opolskiego Klubu Fantastyki. Autor „Wojny gwiazd” wyznał, że sagą zafascynował się jeszcze jako dziecko. - Każdy człowiek wyobraża sobie, że dojrzewa i trzeba porzucić dziecięce pasje i zająć się czymś poważnym.. Potem okazuje się, że warto wrócić do dawnych fascynacji – mówił. Jak widać powrócił na dobre, bo poświęcił tej tematyce swoją pracę dyplomową, prowadził „Klub Star Wars”, stworzył stronę Starwarsy.pl i zebrał pokaźną kolekcję dawnych zabawek oraz gadżetów z „Gwiezdnych wojen” (chętnie zobaczyłabym taką wystawę, może warto ją kiedyś zaprezentować w Częstochowie?).

- Myślę, że na tej imprezie nikt się nie nudził. Połączyliśmy różne środowiska, bo zależy nam na tym, żeby kolejne pokolenia zarażały się miłością nie tylko do „Gwiezdnych wojen”, ale i w ogóle fantastyki. To się udało, bo odwiedziły nas i dzieci, i osoby bardzo dojrzałe – podkreśla Alex „Hunter” Czichos.
Mam nadzieję, że w przyszłym roku Star Wars Day doczeka się kolejnej częstochowskiej odsłony, a póki co trwają intensywne przygotowania do kolejnego Częstochowskiego Dnia Fantastyki. Klub zaprosi na niego 29 czerwca (szczegółów warto szukać na stronie www.facebook.com/CkfCzestochowskiKlubFantastyki).
– Siódma edycja naszej imprezy będzie luźno osadzona w klimatach słowiańskich. Myślę, że każdy fan fantastyki czy horroru będzie nią zainteresowany – zdradza przedstawiciel Częstochowskiego Klubu Fantastyki.
Fot. Adam Markowski
