SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

Grzegorz Skowronek

Dobry tłumacz musi wniknąć w duszę autora

9 grudnia 2024
Udostępnij

Ta pasja zaczęła się od telefonicznej rozmowy z włoską koleżanką cioci. Dziś częstochowianka Magdalena Ryder ma na koncie przekład dwóch książek. Najnowsza „Frankenstein z Neapolu. Na tropie tajemnicy Percy’ego i Mary Shelleyów” niedawno się ukazała. W rozmowie dla CGK tłumaczka opowiada m.in. o tym, jak nie przywłaszczyć sobie za bardzo tekstu autora i nie zatracić jego charakteru, myśli i stylu.

middle-GS-241204_MAGDALENA_RYDER-01.jpg

Jak zaczęła się Twoja przygoda z językiem włoskim?

Magdalena Ryder: Miałam dziesięć, góra trzynaście lat. Zaczęło się zupełnie niewinnie, ale moment ten pamiętam do dzisiaj. Moja ciocia, pracująca wówczas we Włoszech przyjechała na kilka dni do Polski. Znajomej Włoszce podała numer telefonu moich rodziców (mówimy o czasach, kiedy nie istniały jeszcze telefony komórkowe, jedynie te na skręconym kablu - śmiech) i umówiła się z nią na rozmowę na konkretny wieczór i konkretną godzinę. Niestety, coś jej wypadło i nie mogła do nas przyjść. Poprosiła mnie więc o małą przysługę; napisała mi na kartce tajemniczo brzmiące zdanie: „Pronto, io sono Madzia. Ewa non c'è, chiama domani alle sei”. Moim zadaniem było odebranie telefonu i przeczytanie je na tyle dobrze, żeby moja rozmówczyni mogła to zrozumieć.

Pamiętam, z jaką niecierpliwością siedziałam na podłodze w przedpokoju, hipnotycznie wpatrując się w stary, czerwony aparat telefoniczny! Udało się! Zdanie to powtarzane jak mantra wyryło się w mojej pamięci i zapoczątkowało coś, co trwa do dzisiaj. Po wielu latach, to zasiane w dzieciństwie włoskie ziarenko zaczęło kiełkować, przeradzając się w prawdziwą pasję, która stała się częścią mojego życia.

middle-GS-RYDER.jpg

I to poważną częścią, bo zostałaś tłumaczką włoskiego pisarza, Guido Parisi. To Twój pierwszy przekład?

- Od wielu lat jestem mocno związana z włoskim światem w Polsce, głównie tym w Krakowie, na Śląsku i oczywiście w Częstochowie - jestem aktywną członkinią polsko-włoskiego Stowarzyszenia Due-Terre, w którym cyklicznie prowadzę spotkania związane ze sztuką włoską. Dzięki temu miałam przyjemność przybliżyć naszym gościom twórczość między innymi barokowej włoskiej malarki, wielkiej obrończyni praw kobiet Artemisii Gentileschi czy Caravaggia. W styczniu planujemy zrobić kolejne spotkanie, tym razem dotyczące niezwykłego miasta, jakim jest Neapol.

Profesor Guido Parisi jest założycielem działającego w Katowicach włoskiego Stowarzyszenia Dante Alighierii, któremu przewodniczył ponad dziesięć lat, jak również wykładowcą na wielu uniwersytetach świata (także na Uniwersytecie Śląskim). Całe jego życie zawodowe (i nie tylko) zadedykowane jest szerzeniu kultury i języka włoskiego na świecie. To on zaangażował mnie we współtworzenie polsko-włoskiego bloga ArteCultura, gdzie - pod jego okiem - stawiałam swoje pierwsze kroki w tłumaczeniach różnego rodzaju artykułów. Każdy tłumaczony tekst czy artykuł okazywał się być dla mnie nową przygodą, możliwością odbywania podróży w czasie i przestrzeni często po nieznanych mi dotąd światach. Dzięki temu poznawałam różne kultury, zwyczaje, dziedziny, ludzi, historie niezwykłe.

Przyznaję, że dzięki tej pracy odkrywałam też samą siebie. Jestem pewna, że każdy, nawet najkrótszy przetłumaczony przeze mnie tekst, wzbogacił moje wnętrze, pomógł mi zdobyć doświadczenie. Teraz zaowocowało to przełożeniem z języka włoskiego na język polski książki „La zagara e lo scugnizzo. Sulle tracce del mistero di Percy e Mary Shelley”, dając życie polskiej wersji powieści. „Frankenstein z Neapolu. Na tropie tajemnicy Percy’ego i Mary Shelleyów” wydała Oficyna Wydawnicza Rytm z Warszawy.

middle-GS-2024-10_NEAPOL-(1).JPEG

Jednak nie ukrywam, że zanim to nastąpiło, to cały czas uczyłam się… i uczyłam… Zdobyłam certyfikat językowy na Uniwersytecie w Perugii, zrobiłam też kursy z kultury i sztuki włoskiej w Stowarzyszeniu Dante Alighieri w Rzymie. I tak, dzień po dniu rozwijając swoją pasję i umiejętności, doszłam do momentu, w którym znajduję się dzisiaj.

To druga przełożona przeze mnie książka profesora Parisi. Pierwszym przekładem było Quella notte in Polonia”. Dwa lata temu zyskała ona tytuł „Tamtej nocy w Polsce”.

Co jest najtrudniejsze podczas pracy nad przekładem?

- Podczas całego procesu przekładu powieści największym wyzwaniem było dla mnie nie przywłaszczenie sobie zanadto tekstu autora, nie zgubienie jego myśli, czy stylu, który w przypadku profesora Parisi jest dość rozpoznawalny.

Niewątpliwą zaletą był i nadal jest dla mnie fakt, że osobiście znam autora, z którym w każdej chwili mogłam konsultować swoje wątpliwości pojawiające się podczas pracy. Nikogo nie muszę przekonywać, jak trudnym i odpowiedzialnym zadaniem jest przekład książki. Na samym początku należy zdać sobie sprawę z różnicy między tłumaczeniem a przekładem tekstu. A jest znaczna! Tłumaczenie, to kolokwialnie mówiąc suche tłumaczenie tekstu, tak jak to się robi w przypadku różnego rodzajów dokumentów, podczas gdy - z hermeneutycznego punktu widzenia - przekład myśli wyrażonej odmienną i odległą mentalnością wcale nie jest łatwy i nie może być improwizowany przy samej znajomości gramatyki.

middle-GS-2024-10_NEAPOL-(14).JPEG

Czym wyróżnia się, Twoim zdaniem, dobry tłumacz?

- Dobry tłumacz musi wniknąć w duszę autora, zagłębić się w jej wnętrze i wykazać się olbrzymią kreatywnością. Przekład myśli autora to sztuka, a my, tłumacze jesteśmy pewnego rodzaju artystami, którzy pracują nad ostateczną formą dzieła. Choć oczywiście nie można popadać w przesadę z tym tworzeniem, bo musimy pamiętać, że tekst tylko w części jest nasz. Ważne jest, żeby nie przywłaszczyć go sobie za bardzo i tym samym nie zatracić charakteru, myśli i stylu autora.

Nie wystarczy jedynie zrozumieć sekwencję słów. Aby dobrze przełożyć tekst potrzeba nam wrażliwości językowej, intuicji, zdolności wyczuwania niuansów językowych, umiejętności rozszyfrowywania kodów, wynikających z różnic kulturowych.

Dodam jeszcze, że kolejnym wyzwaniem był fakt, że w powieści „Frankenstein z Neapolu. Na tropie tajemnicy Percy’ego i Mary Shelleyów” występują cztery języki: angielski, włoski, neapolitański i język polski.

Sam tytuł brzmi intrygująco. Autor zainspirował się ponoć prawdziwymi wydarzeniami?

- Niewidzialna nić łączy znajdę o imieniu Lenuccia, Gennara o pseudonimie Frankenstein oraz słynnych literatów - twórców angielskiego romantyzmu: Percy'ego i Mary Shelleyów. Przypomnę tu, że Mary jest autorką powieści „Frankenstein” z 1818 roku. Powieść inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami z życia małżonków, które miały miejsce podczas ich trzymiesięcznego pobytu w Neapolu. Chodzi o przemilczaną i zapomnianą przez niemal dwieście lat historię małej dziewczynki o imieniu Elena Adelaide Shelley. Tajemnica z nią związana zaczęła pomału wychodzić na jaw gdzieś ćwierć wieku, kiedy to dwoje naukowców odnalazło w neapolitańskim archiwum dokument potwierdzający adopcję dziewczynki przez parę literatów.

middle-GS-2024-10_NEAPOL-(11).JPEG

Zaciekawiłaś mnie…

- Nie chciałabym wszystkiego zdradzać, ale pokrótce powiem, że przed przyjazdem do Neapolu Mary straciła kolejno troje dzieci. Jej mąż Percy chcąc ją pocieszyć, udał się do sierocińca, by adoptować dziecko. Miał nadzieję, że - w jego odczuciu - tak szlachetna inicjatywa zdoła choć trochę ukoić ból i żal żony. Tak się jednak nie stało. Mary nie spodobał się pomysł męża. Nigdy nie pozwoliła sprowadzić dziewczynki do domu, nigdy jej nawet nie widziała. Być może podświadomie przypuszczała, że może to być jego córka z nieprawego łoża, bowiem Percy był wyznawcą wolnej miłości…

Tego nie wiemy, ale wiemy, że przed wyjazdem z Neapolu para udała się do tamtejszego urzędu stanu cywilnego, aby uznać maleństwo za córkę, nadając jej nazwisko Shelley. Jej wychowanie powierzyli pewnej parze, deklarując, że będą ponosić koszty utrzymania. Dziewczynka jednak umarła, mając niecałe dwa lata. Guido Parisi w swojej powieści daje jej życie… życie niezwykłe.

Jakich tematów dotyka książka?

- Niełatwych. Jak niepełnosprawność, odrzucenie, prześladowanie, nękanie, znęcanie się psychiczne i fizyczne nad słabszymi. Nikt z nas nie rodzi się zły. „Złymi” stajemy się na skutek braku miłości, odrzucenia, niezrozumienia. Dokładnie tak, jak miało to miejsce w przypadku stworzonego przez doktora Frankensteina monstrum z powieści Shelley. Może nie wszyscy wiedzą, że szalony naukowiec urodził się właśnie w Neapolu.

middle-GS-2024-10_NEAPOL-(37).JPEG

Czyli prawdziwym bohaterem jest tu Neapol?

- Oczywiście! To, w mieście, gdzie granica między światem żywych i umarłych zaciera się, stając się niemal niewidoczną, rozgrywa się cała akcja. Gdzie sacrum miesza się z profanum!

Ale… poprzestanę na tym. Kto przeczyta, ten zrozumie (śmiech). Dodam tylko, że powieść spowita jest zapachem kwiatów pomarańczy.

A czym Ciebie zachwyca to miasto?

- Swoją wielowiekową historią, kulturą i tajemniczością. Swoimi zwyczajami. To odrębny świat. Nie ma drugiego takiego miejsca na świecie! Można to miasto kochać lub wręcz przeciwnie, ale zanim to uczynimy, trzeba je poznać, by zrozumieć.

Neapol to miasto, przez które przechadzał się Caravaggio, gdzie tworzyła Artemisia Gentileschi. To miasto, gdzie porządku pilnuje święty January (San Gennaro) i na które oko ma wznoszący się nad wszystkim wulkan Wezuwiusz.

A przy tym wszystkim Neapol rządzi się swoimi prawami. Wspomniane sacrum i profanum przeplatają się w codziennym życiu neapolitańczyków – wystarczy pomyśleć o kulcie adopcji dusz zwanych ANIME PEZZENTELLE!

Przy tym Neapol nierozłącznie związany jest z Polską. To właśnie tam na zamku Capuano, odbył się ślub per procura Bony Sforzy z Zygmuntem I, którego zastąpił kasztelan Ostroróg.

middle-GS-2024-10_NEAPOL-(44).JPEG

Bywali tam Kołłątaj i Staszic, Mickiewicz i Słowacki, Asnyk i Kraszewski, Krasiński, Konopnicka, Staff, Reymont i wielu innych.

W Neapolu wydano pierwszy włoski przekład „Quo Vadis?” Sienkiewicza. Przez 45 lat ulicami Neapolu spacerował Gustaw Herling-Grudziński. O wyjątkowości tego miasta mogę opowiadać naprawdę długo!

W książce zawarte są też ciekawostki dla osób uczących się i wykładających język włoski…

- Tak jak już wcześniej wspominałam, w książce przewijają się dialogi napisane w języku neapolitańskim oczywiście w przypisach przetłumaczone na język polski. Jednak jest coś jeszcze. Z mojej inicjatywy, na końcu książki powstał pewnego rodzaju słownik, w którym wszystkie dialogi napisane w języku neapolitańskim przetłumaczone zostały przez autora- neapolitańczyka, na język włoski. To dwa zupełnie różne JĘZYKI! Celowo podkreślam słowo „języki”, ponieważ mówiąc o języku neapolitańskim, często używamy słowa „dialekt” i to jest bardzo dużym błędem. Oczywiście, w obrębie języka neapolitańskiego występują różne dialekty, choćby nawet w zależności od tego, kto w jakiej dzielnicy Neapolu mieszka. To bardzo interesujący temat do dłuższej dyskusji – może kiedyś będzie okazja.

Masz już kolejne tłumaczeniowe plany?

middle-GS-241204_MAGDALENA_RYDER-02.jpg

- Żeby nie zbudzić zazdrosnych bogów greckich, w tym momencie nie za bardzo chciałabym o nich mówić. Mogę za to zdradzić, że profesor Parisi właśnie ukończył swoją najnowszą książkę, która tematyką wykracza w przyszłość, a obserwując to, co dzieje się na świecie, czasami mam wrażenie, że Elon Musk wkradł się do komputera naszego autora i podkradł mu pomysły. Oczywiście żartuję! Ale… coś w tym jest. Będzie to nieco surrealistyczna historia dotykająca problematyki między innymi sztucznej inteligencji i wszystkiego, co się z nią wiąże. Nie będzie pozbawiona również wątku miłosnego czy problematyki związanej z niepełnosprawnością. Książka nakładem turyńskiego wydawnictwa Pathos Edizioni ukaże się na przełomie stycznia i lutego.

Magdalena Ryder – częstochowianka, pasjonatka kultury, sztuki i języka włoskiego, uwielbiająca spacery po lesie i podróże w głąb obrazów włoskich artystów; a przy okazji… urzędniczka częstochowskiego magistratu.

Fot. Grzegorz Skowronek


Galeria zdjęć

9 grudnia 2024
Grzegorz Skowronek
Zdjęcia powstały w październiku 2024 roku.

Zuzanna Suliga - czytaj więcej