Dziesięć lat z życia (twórczego) Tomasza Lubaszki
W częstochowskim hotelu Arche królują błękity, róże, ochra i kolory ziemi. Jedne powstały 10 lat, inne 10 miesięcy lub tygodni temu. 40 obrazów znanego artysty można oglądać do końca stycznia.
Wystawa w częstochowskim hotelu nie jest pierwszą, którą w tego typu przestrzeni zorganizował dotychczas Tomasz Lubaszka. - Nie jest to mój debiut w takich okolicznościach. Ze 30 lat temu prezentowałem moje prace w jednym z poznańskich hoteli, nazwy już nie pamiętam, tyle, że było to ekskluzywne wnętrze, takie z kasynem. Niemniej było to bardzo dawno temu, dziś i wnętrza, i możliwości są zupełnie inne – mówi malarz.

Jego współpraca z Arche trwa od lat. - Rozpoczęła się wiele lat temu. Na plenerze w pałacu w Sieniawie poznałem Władysława i Lenę Grochowskich, właścicieli spółki Arche. Oboje są filantropami, znakomitymi organizatorami. Potem, gdy w Częstochowie budowano hotel zapytano mnie, czy chciałbym - z okazji otwarcia - pokazać swoje prace. Oczywiście się zgodziłem. Wisiały tam przez pewien czas – wspomina Lubaszka. - Powróciły tu za sprawą obecnej dyrekcji hotelu. W połowie 2022 roku panie Katarzyna Dębińska i Joanna Skiba zaproponowały mi kontynuację współpracy i wystawę z prawdziwym wernisażem. Było to pierwsze tego typu wydarzenie w historii częstochowskiego hotelu. Mam nadzieję, że będą kolejne.
Wernisaż odbył się 18 listopada, czyli w dniu urodzin żony artysty – malarki Anny Ujmy-Lubaszki (hucznie uczczonych). Jednym z gości był kompozytor i malarz Jan Kanty Pawluśkiewicz, który dzień później otwierał własną wystawę w Miejskiej Galerii Sztuki. Muzycznie wydarzenie uświetnili Łukasz Kluczniak i Michał Walczak.

Według deklaracji ekspozycja pozostanie w Arche (ul. Oleńki 20) co najmniej do końca stycznia. Dlaczego warto ją odwiedzić? Odpowiedź stanowi 40 prezentowanych tu prac. Reprezentują one cykle: „Ostre formy”, „Rzeka” i „Menhiry”. Najstarsze datowane są na rok 2011, najnowsze – na 2022.
- To prace sprzed dziesięciu lat, dziesięciu miesięcy i dosłownie dziesięciu tygodni. Ostatni raz chciałem pokazać taki przekrój i sięgnąć po starsze obrazy. Z drugiej strony chciałem oddać to, że moje pejzaże, którymi dziś się zajmuję, zaczęły powstawać już w 2012 r. Nie były jeszcze tymi dzisiejszymi „błękitami”, ale były to już horyzontalne historie. Widać pewną ewolucję – tłumaczy artysta.
Duża przestrzeń umożliwiła wiele rozwiązań aranżacyjnych. Stąd na ścianach Arche zawisły m.in. wielkoformatowe prace mierzące odpowiednio 130 na 240, 180 na 120 czy 180 na 110 cm. Obok nich znalazło się miejsce na malarskie miniatury. Dominują róże, błękity, kolory ziemi, ochry... Wszystko ze sobą gra.
- Jak zawsze byłem sobie kuratorem i aranżerem, choć oczywiście przy wielkiej pomocy technicznej pracowników hotelu. Pokazuję tu 40 prac, ale przywiozłem ich niemal 60. Zawsze kieruję się tym, żeby pokazać obraz. Ten namalowany to jedna sprawa, a prezentowany wraz z innymi pracami to coś zupełnie innego. To immanentna część mojego malarstwa i nierozerwalny pokaz mojej sztuki. To musi grać. Wieszam więc, zdejmuję, pokazuje inne obrazy, patrzę z dystansu, czasem dobieram formatami, czasem stawiam na kontrę i przeciwieństwa. Jeden obraz nie może zabierać siły drugiemu. Wiele jest argumentów i powodów, którymi się kieruję – opowiada Tomasz Lubaszka.
Ciekawostką jest to, że właśnie na tej wystawie po raz pierwszy można zobaczyć trzy szkice rzeźbiarskie „Ostre formy” - To dokładne przeniesienie w trzy wymiary przestrzeni moich malarskich, „płaskich” realizacji – mówi malarz.
Zapytany o noworoczne plany Lubaszka odpowiada tak: - Chcę odpocząć, przez kilka miesięcy nie mieć wystaw. Może nawet nie malować? Nie wiem czy się tak da, sprawdzę. Nigdy nie próbowałem nie malować. W ciągu ostatnich dwóch lat w samej Częstochowie miałem w sumie trzy wystawy: w Muzeum Częstochowskim, Galerii 4Arte, teraz w Arche. Pora na małą przerwę.
Fot. Adam Markowski
