Erupcja kreatywności
Setki
zdjęć zamieszczonych na 500 stronach ukazujących migawki z życia na krawędzi
nielegalnej sztuki. „Wulkan.Ewolucja” to album autorstwa częstochowskiego
artysty kryjącego się pod wieloma pseudonimami. Jednym z nich jest Wybuch Wielki.

Wywodzi się z Nowego Jorku podobnie jak pozostałe elementy kultury hip-hop, czyli DJ-ing, Rap i B-boying. Jednak z nich wszystkich to graffiti jest odnogą najbardziej hermetyczną i niszową. To połączenie wandalizmu, sztuki i sportu ekstremalnego. Ludzie, którzy wsiąkają w tę kulturę, łapią zajawkę na kreślenie fantazyjnych liter i wrzucanie ich później - bardziej lub mniej legalnie - na miejskie powierzchnie. Im bardziej widoczne i trudne do „zbombienia” tym lepiej.
Tutaj tak samo jak styl samych prac liczy się rozmach i brawura. To ciągły hazard, ucieczki przed policją i służbą ochrony kolei, jazda na gapę lub wręcz na dachu kolejnych pociągów, bójki o miejscówki. W żadnej chyba dziedzinie sztuki tak bardzo tworzenie nie łączy się z niszczeniem. Bo to, że mimo wszystko jest to dziedzina sztuki, nie mam wątpliwości.
Oczywiście nie każdy akt grafficiarskiego wandalizmu to sztuka, tak samo jak nie każda piosenka, obraz czy wiersz to dzieło. To jednak sztuka: nieujarzmiona przez konwenans, poszukująca i ścierająca się, czasem zaangażowana. Hermetyczna i nieczytelna dla każdego, jednak czy goszcząca w prominentnych galeriach sztuka nowoczesna jest zawsze przejrzysta dla przeciętnego odbiorcy? Obserwując od lat to środowisko z bliskiej, ale jednak zewnętrznej perspektywy, widzę, że tutaj jak nigdzie liczy się to, co reprezentujesz swoimi pracami. Ludzie często nie znają swoich twarzy, prezentują się przez ksywki i charakter liter, a swoje uwagi wymieniają na hermetycznych forach lub przy nieoficjalnych jam’ach malarskich.
Im jestem starszy tym większą ambiwalencję mam w stosunku do graffiti, ale zawsze będę bronił opinii o artyzmie i doniosłości tego medium.
Tym bardziej wartościowe są inicjatywy, które próbują przedstawić to zjawisko szerszemu widzowi. Taka okazja powstała podczas premiery wydawnictwa zawierającego dorobek jednego z ważniejszych przedstawicieli częstochowskiej, jak i polskiej sceny graffiti - Wolcana, znanego też jako Wybuch Wielki (artysta posługuje się jeszcze wieloma aliasami), który na przestrzeni 16 lat działał w kilku grafficiarskich ekipach.

Na początku marca w Konduktorowni odbyła się prezentacja albumu „Wulkan.Ewolucja” i wernisaż kilku prac przeniesionych z niego na płótna. Rozmowę z autorem przeprowadzili: znany z miłości do hip hopowej kultury - Tomasz Florczyk oraz malarz i wykładowca - Marian Panek. Wulkan zdekonstruował image „wandala” bez intelektualnych kompleksów i z teoretycznym przygotowaniem. Jak to się mówi, koncepcyjnie ma to wszystko pochytane. Wie, po co to robił i przede wszystkim jak! Pod tym grafficiarskim alterego kryje się artysta poszukujący swojej drogi w sztuce i życiu, nieustająco eksperymentując z formą oraz treścią jednego i drugiego. Z niesamowitym warsztatem i kreatywnością.
O karierze na polu graffiti mogliśmy dowiedzieć się z rozmowy, ale też narracji prowadzonej przez cały album. Bo właśnie, prócz prezentacji setek zdjęć na blisko 500 stronach, autor opowiada o swojej drodze i przemianach, jakie przechodził: swoich korzeniach sięgających słynnej malarskiej rodziny, początkach działalności w gimnazjum i częstochowskim Liceum Plastycznym, dłuższych lub krótszych wyjazdach z miasta. Pozwala nam spojrzeć na migawki z życia na krawędzi nielegalnej sztuki, poczuć odrobinę filozofii, jaka przyświeca jej twórcom. Bo zwykle to ludzie oddający swojej pasji całe życie, wydający ostatnie pieniądze na farby, podróżują po całej Europie lub i dalej, by zostawić swój twórczy odcisk na jakiejś ścianie czy wagonie. Świetnie pomagają w uchwyceniu tego zjawiska zdjęcia. Robione ukradkiem, na szybko, oddające efemeryczność tak dzieła, jak i procesu twórczego. Budujące historię na równi z tekstem.

Album podzielony jest na sześć rozdziałów w chronologicznym spojrzeniu przedstawiającym dojrzewanie Wolcana aż do decyzji o zamknięciu tego rozdziału swojego życia. Przez co może wyjść z osłony incognito, by zaprezentować w światłach galerii i na łamach wydanego albumu swój dorobek.
Myślę, że w środowisku to wydawnictwo nie przejdzie bez echa. A większym lub mniejszym dyletantom tego tematu pozwoli liznąć trochę farby i zobaczyć tę kontrowersyjną gałąź sztuki z perspektywy samego twórcy. Zachęcam, byście sami zobaczyli, ile niezmierzonej kreatywności można wypracować na pustostanach, miejskich elewacjach, i pociągach. Pomoże to bardziej świadomie wrócić do dyskusji o artystycznym żywiole, jakim jest graffiti.
Pozdro! KWS.
Fot. Rafał Kwasek, Łukasz Stacherczak (promocja albumu)
