Fani dla fanów
Zespół Another Pink Floyd powstał z miłości do twórczości brytyjskiej legendy. I to przekłada się na koncerty. Bo tej pasji, tej energii, tej radości z grania, nie da się wyćwiczyć, nie da wyreżyserować. Ona musi być prawdziwa. Doświadczyliśmy tego podczas koncertu w Filharmonii Częstochowskiej.

Grupy sięgające po repertuar muzycznych ikon, często porywają się z motyką na słońce. Poziom tych wykonań bywa bardzo różny, dosięgnąć ideału to zawsze wyzwanie. Nie wystarczy zapał, dobre chęci i uwielbienie dla idoli. Another Pink Floyd znalazło jednak sposób na to, by fanowska zajawka zyskała bardzo profesjonalny wymiar.
Zespół powstał wiosną 2009 r. Tworzą go wielbiciele Floydów, a na ich czele stoi lider i założyciel grupy – klawiszowiec i wokalista Andrzej Łakomy. Wspólnie dbają o to, by utwory legendy odwzorowywać z dbałością o różne niuanse. Muzycy używają podobnych instrumentów co członkowie Pink Floyd, sięgają po identyczne efekty gitarowe, dbają o efekty świetlne i szczególną oprawę, która stanowi koncertową wizytówkę oryginału. I śpiewają i grają pierwszorzędnie. Przyznam, że nie sądziłam, że robią to aż tak dobrze.
Wybierając się na lutowy koncert, nie sądziłam, że dam się aż tak porwać, uwieść i zaskoczyć. Nastawiałam się bardziej na poprawny, coverowy wieczór, podczas którego posłucham kawałków jednego z moich ulubionych zespołów. Zwłaszcza że mam do czego porównywać, bo choć na koncert Floydów, niestety, się nie załapałam, to miałam okazję, posłuchać na żywo Rogera Watersa, który zafundował nam w Krakowie imponujące, doskonałe wręcz widowisko (z latającą świnią czy kukłą przerażającego nauczyciela z „Another Brick In The Wall, Part 2” w pakiecie).

- Dla fanów Pink Floyd grają tacy sami fani jak Wy, tylko jesteśmy na scenie – wyjaśnił Łakomy, rozpoczynając dwuipółgodzinny występ w Filharmonii Częstochowskiej.
I tę pasję, tę miłość do zespołu, tę żywiołowość, chemię sceniczną widać na każdym kroku. To coś, czego nie da się wyćwiczyć, nauczyć, wyreżyserować.
Oto jesteśmy!
Co ciekawe, dla Another Pink Floyd była to pierwsza wizyta w naszym mieście. - Pytaliście na Facebooku, kiedy Częstochowa. Oto jesteśmy – śmiał się wokalista Norman Power.
Zaczęli mocno, bo „Ścianą”. I otwierającym ten dwupłytowy koncept album - „In the Flesh?”. Potem przeskok do „Division Bell” i „Want Do You Want From Me”. Tytułowy Division Bell to dzwon wzywający do głosowania w brytyjskiej Izbie Gmin. To symbol zbliżającej się dorosłości. Więc nie mogło zabraknąć bijącego dzwonu, który na okoliczność „High Hopes” wjechał na scenę.
Another Pink Floyd dba o symbolikę, dba o detale, oczywiście dostosowując je do możliwości danej sceny i sali koncertowej. Repertuar koncertu oparto na formacie „The Best Of” (zespół ma w dorobku różne warianty programowe, w tym projekt symfoniczny czy w całości poświęcony „The Wall”). Szykując najlepsze z najlepszych, grupa sięgnęła przede wszystkim po najbardziej znane płyty i utwory Floydów. Wokalista nie krył jednak, że w setliście dodali utwór mniej popularny - „The Dogs” z „Animals”.

Przyznam, że ja tym wyborem byłam zachwycona, bo mój płytowy top PF wygląda następująco: „Wish You Were Here”, „Animals” i „The Wall”. Grając „Psy”, muzycy pokusili się również o własną interpretację wieczerzy, odgrywanej na koncertach legendy.
Wirtuozerskie solówki
W połowie koncertu do zespołu dołączył wybitny gitarzysta Marek Raduli. O jego dorobku można pisać naprawdę długo, ale wspomnę tylko, że w wieloletniej karierze grał m.in. jazz, rock i blues. Uczestniczył w nagraniach kilkudziesięciu płyt. Był członkiem takich grup jak TSA, Banda i Wanda, Bajm czy Budka Suflera. Od 2006 r. związany jest z zespołem Laboratorium (w listopadzie 2023 r., z okazji jubileuszu grupy, wystąpił na scenie filharmonii).
- Na jego zagrywkach gitarowych uczyliśmy się z kolegami gry – zapowiadali gościa specjalnego muzycy Another Pink Floyd. Sam Raduli zaznaczał, że w Częstochowie przypomniał utwory, które złożyły się na jego gitarową młodość. Nie zależało mu jednak na ściganiu się z oryginałem, a bardziej na oddaniu serca i ducha muzyki Pink Floyd. I słuchać to było w każdej kompozycji, na czele z monumentalnym „Hey You”.

Solówki Davida Gilmoura nie bez przyczyny uważane są za najlepsze, co mogło przytrafić się historii muzyki. Zmierzenie się z nimi i wyjście z tego starcia „z tarczą” wymaga mistrzowskiego kunsztu. Oddanie choć namiastki magii pierwowzoru już jest niebagatelnym osiągnięciem. A Raduli wraz z Another Pink Floyd przekazali nam znacznie, znacznie więcej.
Wieczór zachwytów
Trudno też ścigać się z ikoniczną wręcz wokalizą Clary Torry w „The Great Gig in the Sky” (z „The Dark Side of the Moon”). Trzeba znaleźć na nią inny, własny sposób. I taki, łącząc trzy wokalne siły, znalazły Aneta Łakomy, Maja Winkler i Katarzyna Kubiczek.
Ale wiele momentów tego koncertowego wieczoru wzbudzało zachwyt. Kolejnym było wykonanie „Wish You Were Here” (mojej ukochanej piosenki Floydów), dedykowane Sydowi Barrettowi, współzałożycielowi zespołu, który opuścił go w 1968 r. To jemu koledzy poświęcili genialny album z 1975 r. (z okładką z płonącym człowiekiem, zaprojektowaną przez Storma Thorgersona). Utwór poświęcono również innym, wielkim nieobecnym, także tym, których jak Ozzy’ego Osbourne’a, pożegnaliśmy w ostatnich miesiącach.

Na oficjalne zakończenie zabrzmiał inny monumentalny utwór – „Comfortably Numb”. Jedno z największych dokonań współczesnej muzyki. A na takie miano zasłużył on przede wszystkim za sprawą solówki Gilmoura, uznawanej przez wielu za najlepszą gitarową solówkę wszech czasów. Na samo jej wspomnienie na mojej skórze pojawia się gęsia skórka (i nie jest to przenośnia). Takie chwile zapierają dech, poruszają i trudno o nich zapomnieć. I to nie tylko publiczności, która jak oszalała oklaskiwała Radulego i cały zespół (ja oczywiście też!). – Jesteśmy poruszeni – przyznał gitarzysta.
I choć piękny był to finał, domagaliśmy się bisów. I to takich rodem z „The Wall”. Stąd „Another Brick In the Wall, Part 2” oraz fenomenalnym „Run Like Hell”.
Powrót?
Nie był to jednak koniec spotkania z Another Pink Floyd. Muzycy (Marek Raduli również) stawili się w foyer filharmonii. Rozdawali autografy, pozowali do zdjęć, rozmawiali o muzyce. I zburzyli biały mur. To ich koncertowa tradycja, że w towarzystwie publiczności rozprawiają się ze „Ścianą”.

Dla zespołu była to pierwsza częstochowska wizyta. Biorąc pod uwagę pełną salę, doskonały odbiór i prośby o powrót, z pewnością Another Pink Floyd zabrzmi jeszcze w filharmonii. Być może powróci z projektem symfonicznym (dodajemy, że koncert „Another Pink Floyd & Marek Raduli Symfonicznie w Krakowie” został zarejestrowany i wydany jako album).
A przy symfonicznych koncertach legendarnych utworów warto dodać, że 28 marca w tej samej sali chór i orkiestra Alla Vienna wystąpi z projektem „Queen Symfonicznie”. Na scenie pojawia się również solista Sebastian Machalski, wcielający się w rolę Freddiego Mercury'ego oraz ceniony gitarzysta Darek Wawrzyniak. Na to wydarzenie, podobnie jak wieczór z muzyką Floydów, zaprasza agencja Fantom Media.
Fot. Robert Jodłowski
