Filmy jednego kadru
Majówka to ostatnia okazja, by w Miejskiej Galerii Sztuki zobaczyć „Przebłyski”. Karol Lewalski zachęca, by zatrzymać się w biegu i poszukać piękna w zwyczajności. W tym, co zbyt często bywa pomijanie.
- Wolałem, by moje prace były bardziej odczuwane, aniżeli odczytywane – mówi Karol Lewalski, artysta grafik i nauczyciel akademicki. Mieszka i pracuje w Gdańsku (związany jest z tamtejszą ASP), urodził się zaś na Mazurach, a do Częstochowy przyjechał, by zaprezentować swoją pracę habilitacyjną.
Wystawa „Przebłyski” od marca zajmuje Salę Gobelinową Miejskiej Galerii Sztuki. Autor prezentuje tam zestaw 18 prac graficznych, ujętych w trzy uzupełniające się cykle: „Chwile", "Tożsamość" oraz "Przypadki”.
Autor nie ukrywa, że dla niego to wystawa wyjątkowa (choć na koncie ma kilkanaście indywidualnych i blisko setkę zbiorowych ekspozycji). Powody podaje przynajmniej trzy. Po pierwsze powstała na potrzeby habilitacji, podsumowuje więc okres od doktoratu (obronionego w 2019 r.) do chwili obecnej. – Drugi powód to mój debiut w Częstochowie. Trzeci, taki może najmniejszy, ale również ogromny. Jak otwieramy tę wystawę mam lat 39, a jak będziemy ją zamykać, będę miał 40 – zdradził podczas wernisażu.

Zapytany o inspiracje, Lewalski wskazał żonę, obecną zarówno na wernisażu, jak i pewnie w wielu jego pracach.
„Przebłyski” ogląda się jak klatki filmowe. Mówi się o nich, że to „filmy jednego kadru”. Zatrzymane sceny, przesiąknięte napięciem, emocjami, detalami, kolorem. To uchwycone sekundy, drobne sytuacje, które w codziennym pędzie zostają pomijane. Tu kradną uwagę widzów, zmuszają do zatrzymania, by świat stał się choć na chwilę wyraźniejszy, bardziej nasycony. Lewalski inspiruje zachwyty, zachęca, by odnaleźć piękno w tym, co na pozór zwyczajne, a zbyt często bagatelizowane i zapomniane.
„Plan na jutro”, „Zapach letniej bryzy”, „Ja jestem ćmą”, „Strażnik”, „Spotkania tam, gdzie wpada pierwsze światło”… Pomysłowe tytuły, wielkie formaty, imponująca wyobraźnia i godna podziwu technika.
- Narzędziem uwidaczniania wizji jest dla Lewalskiego technika linorytu barwnego. Linia/linie w grafikach tego Artysty zdecydowanie rozbijają jednolitość przedstawienia, ale tym, co buduje ich szczególną na-strojowość, jest kolor. Kolor przekracza tu granice kategorii, wprawia całość w ruch, pozwala widzieć, dotykać i słyszeć - oceniła twórczości artysty Barbara Major z Miejskiej Galerii Sztuki.

Sam autor nie ukrywał, że regularnie słyszy o swoich pracach, że są trudne, wymagające. - Ale trudność nie polega na samym warsztacie. Jest to wyzwanie, ale do opanowania - wyjaśniał. - Trudność polega na tym, aby utrzymać pewien ładunek emocjonalny przez półtora do dwóch miesięcy, bo własne tyle zajmuje mi stworzenie jednej z takich prac. A technika taka charakteryzuje się tym, że jak postawimy pierwszą linię, to zostaje ona z nami już do końca. W przeciwieństwa do malarstwa nie ma tu poprawiania. Nie można nic domalować, zamalować, zakryć – dodał.
Przygotowując częstochowską wystawę, postanowił uchylić rąbka warsztatowej tajemnicy. W Gobelinowej można więc poczuć klimat jego artystycznej pracowni, obejrzeć matryce, narzędzia, pędzle, wałki…
„Przebłyski” pozostaną w Częstochowie już tylko do 3 maja. W każdy dzień majówki Miejska Galeria Sztuki zaprasza do zwiedzania od godz. 11.00 do 19.00.

Warto dodać, że to również ostatnia szansa, by obejrzeć inne wystawy, o których pisaliśmy już na CGK. W Sali Śląskiej dominuje twórczość Renaty Szyszlak, Iwony Perlińskiej i Moniki Ślósarczyk, prezentowana pod wspólnym szyldem „Trzy po trzy”. Natomiast w Sali Poplenerowej i Antresoli można podziwiać malarstwo Agnieszki Mitury („Naturalnie”).
Szczegóły: galeria.czest.pl
Fot. Robert Jodłowski/Miejska Galeria Sztuki
