SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

Agnieszka Małasiewicz

Gorący czerwcowy wieczór z Hot Jazz Spring

10 czerwca 2025
Udostępnij
Gdy 6 czerwca przed wieczorem zaludniło się w Alejach, zabębniło i zatrąbiło, przechodnie po pierwszym spłoszonym „Co to?”, przypominali sobie: - Aaaa, to ten festiwal jazzowy.

middle-493962256_1316721653572583_6061449434065184512_n.jpg

Istotnie, to był on. Już 20. z kolei Hot Jazz Spring. Zaczął się, jak tradycja każe, paradą nowoorleańską z placu Biegańskiego na plac Armstronga przy Filharmonii Częstochowskiej. Jazzmanów poprzedzał Wojtek Kowalski w smoliście czarnym fraku, cylindrze, biało-czarnych butach al-caponkach, gnący się tanecznie w marszu i wymachujący laską o srebrzystej gałce. Za nim kroczyli muzycy, nie tylko słyszani (grali nawet na tarze do prania), ale i widziani – dzięki białemu suzafonowi sterczącemu wysoko nad morzem głów. A było to morze naprawdę spore, podrygiwało w korowodzie wielu częstochowian. Szczerze rozbawionych, dodajmy, strojnych w fikuśne kapelutki, w kwiecistych koszulach i sukniach, w egzotycznej biżuterii. A także z własnymi instrumentami, bo tu ktoś wuwuzelę przyniósł i trąbnął nią od czasu do czasu, tu grzechotką zagrzechotał, tam zaś inną przeszkadzajką.

middle-500871270_1316720973572651_7647764049695038508_n.jpg

Pod pomnikiem Louisa Armstronga pomysłodawca i szef artystyczny festiwalu Tadeusz Orgielewski ogłosił otwarcie imprezy. A potwierdził to gromki okrzyk: Niech żyje jazz!.

Potem - już w filharmonii – wiceprezydent Częstochowy Ryszard Stefaniak wspólnie z przewodniczącym Rady Miasta z Łukaszem Banasiem wręczyli statuetkę Honorowego Swingującego Kruka, tradycyjną nagrodę Hot Jazz Spring. W tym roku powędrowała ona do rąk Siergieja Wowkotruba, skrzypka częstochowskich filharmoników, ale i zapalonego jazzmana. Poprzedzają go na liście laureatów tej nagrody m.in. Henryk Majewski, Jerzy „Duduś” Matuszkiewicz, Wojciesław Kamiński, Wojciech Karolak, Scott Hamilton i Andrzej Jagodziński.

Nie było to jedyne wyróżnienie przyznane tego wieczoru. Tadeusz Orgielewski został zaskoczony przez wiceprezydenta Medalem Tysiąclecia Korony Polskiej, wręczanym w Częstochowie od 2025 roku osobom szczególnie zasłużonym. A dokładnie Tym, którzy służą Ojczyźnie na miarę swoich sił i swoich możliwości. Muzyk postanowił nie przemawiać z tej okazji, stwierdził, że zrobi to, gdy ochłonie.

middle-504878280_1316722136905868_1085685523051668924_n.jpg

Na tym zakończyła się część oficjalna. Trzeba jeszcze tylko dodać, że splendoru dodawała jej obecność prezesa Polskiego Stowarzyszenia Jazzu Tradycyjnego Kamila Krakowiaka, który wraz z Tadeuszem Orgielewskim – od niedawna prezesem honorowym PSJT - prowadził ten punkt programu.

I ♥ Częstochowa

Taki tytuł miał program przygotowany na inaugurację Hot Jazz Spring przez Siergieja Wowkotruba i jego kwartet. Zdobywca honorowej statuetki opowiedział w nim o sobie bodaj czy nie więcej niż laudacja towarzysząca wręczaniu Swingującego Kruka. Z niej dowiedzieliśmy się, że młodego Ukraińca, absolwenta Konserwatorium im. Czajkowskiego w Kijowie zaprosił do naszego miasta w 1992 roku Jerzy Kosek, ówczesny dyrektor Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Częstochowskiej. Nowy muzyk w jej składzie szybko został naszym pierwszym skrzypkiem. Nie ograniczał się jednak do klasyki. Już na uczelni interesował się jazzem; w Polsce, w 2001 r. założył synkopujące trio, zaś w 2011 r. - zespół Siergiej Wowkotrub Gypsy Swing Quintet. W 2006 r. uhonorowany został nagrodą Złotej Tarki, a w 2014 – odznaką Zasłużony dla Kultury Polskiej.

middle-505443007_1316722216905860_8581989402847448883_n.jpg

Tyle powiedziano w laudacji. A co zdradziły utwory (i ich tytuły) z programu „I ♥ Częstochowa”?

Po pierwsze, że laureat połknął u nas żużlowego bakcyla, zabierany przez przyjaciół na mecze. Zawołał nawet ze sceny: Włókniarz Częstochowa forever!. Z widowni odpowiedziały mu liczne głosy poparcia, a potem wszyscy kiwali się energicznie w rytm kompozycji „Po bandzie”.

Po drugie, że przyjaciele z innych miast nazywają laureata Medalikiem. Nigdy jednak nie czuł się tym urażony, przeciwnie, głowę unosił dumnie. Stąd pogodny kawałek pt. „Medalik”.

Po trzecie, że ma przyjaciół pod Myszkowem. Z jakiegoś powodu przypomnieli mu się, gdy przebywając raz w Hiszpanii wchłaniał witaminę D na Costa del Sol. Muzyka spłynęła ku niemu wprost z nieba, razem z promieniami zachodzącego słońca. Miał tylko problem z tytułem. Pomyślał jednak, że skoro był kiedyś przebój „Podmoskiewskie wieczory”, to mogą być też „Podmyszkowskie wieczory”. I tak zostało.

middle-504826890_1316722680239147_5358518844926750602_n.jpg

Po czwarte, że przez jakiś czas mieszkał na ul. św. Barbary; stąd do jednej z jego kompozycji trafiło bijące tam źródło. Ten akurat utwór okazał się niespodzianką. Nie dlatego, że refleksyjny, nastrojowy, trochę walc. Dlatego, że przy nim Wowkotrub odłożył skrzypce, popił wody z buteleczki i… zaczął grać na saksofonie.

Po piąte, że przez 17 lat mieszkał na Ostatnim Groszu; jeden z utworów poświęcił tej dzielnicy. Teraz z kolei mieszka na Stradomiu, przy ulicy… Jazzowej (na widowni byli sąsiedzi, machali entuzjastycznie). Na jej cześć napisał muzykę taką trochę spacerową.

Jeszcze słowo o wykonawcach programu: Siergiej Wowkotrub – skrzypce, saksofon, Michał Ostalski – fortepian, Daniel Pomorski – kontrabas, Arek Skolik – perkusja. Oraz – gościnnie – wokalistka Magdalena Syposz. Przyłączyła się z dwiema piosenkami skomponowanymi przez Siergieja Wowkotruba. Jedną było „Spotkanie” – do słów częstochowskiego poety Tadeusza Gierymskiego, drugą – „Nie wiesz, dlaczego”, z jej własnym tekstem.

middle-505120724_1316722806905801_8222887003428323825_n.jpg

Suita nowoorleańska

Znalazła się w drugiej części inauguracyjnego wieczoru, wykonana wspólnie przez zespół Five O'Clock Orchestra i Orkiestrę Symfoniczną Filharmonii Częstochowskiej pod dyrekcją Tomasza Chmiela. Kompozytor suity, Tadeusz Orgielewski, oczywiście znalazł się w tym gronie ze swoją trąbką i kornetem. Drugi z autorów dzieła, który je zinstrumentował, to Eugeniusz „Kerry” Marszałek. Nie mógł przyjechać, bo jest chory. Ale połączono się z nim telefonicznie i słuchał koncertu przez komórkę. Był to taki trochę prezent dla niego, jako że 6 czerwca obchodził urodziny. - Osiemnaste! - zdradził ze sceny Tadeusz Orgielewski.

- Dlatego nowoorleańska, że Nowy Orlean to moja ojczyzna muzyczna (chociaż nigdy tam nie byłem) – wyjaśniał na wstępie. Opowiadając o czterech częściach utworu, najwięcej czasu poświęcił tej trzeciej: - Daliśmy jej tytuł „Znowu odszedł któryś z wielkich”. Przewija się przez nią motyw ze znanego jazzowego utworu „Chcę się z tobą trochę przespacerować”, tradycyjnie granego w Nowym Orleanie na pogrzebach. Jest poświęcona tym, którzy wiele dla nas znaczą, a których już nie ma.

middle-505745781_1316721903572558_1684035118708007543_n.jpg

W tym gronie Tadeusz Orgielewski wymienił na wstępie Henryka Majewskiego, podkreślając, że to właśnie dzięki niemu daje sobie radę z kornetem. Potem Chrisa Barbera, który żył 91 lat i zainspirował obu autorów suity, pisząc „Symfonię nowoorleańską”. I wreszcie Ireneusza Kozerę, nieżyjącego już dyrektora Filharmonii Częstochowskiej – bo to on, gdy Five O’Clock zdobyła w Iławie na Old Jazz Meeting swoją pierwszą Złotą Tarkę, rozentuzjazmowany zaproponował Orgielewskiemu: A może zorganizujemy i u nas festiwal jazzowy?

Z tego niewinnego pytania powstała impreza, która w tym roku miała już 20. edycję.

Fot. Agnieszka Małasiewicz/Filharmonia Częstochowska



Joanna Skiba - czytaj więcej