Gorący czerwcowy wieczór z Hot Jazz Spring

Istotnie, to był on. Już 20. z kolei Hot Jazz Spring. Zaczął się, jak tradycja każe, paradą nowoorleańską z placu Biegańskiego na plac Armstronga przy Filharmonii Częstochowskiej. Jazzmanów poprzedzał Wojtek Kowalski w smoliście czarnym fraku, cylindrze, biało-czarnych butach al-caponkach, gnący się tanecznie w marszu i wymachujący laską o srebrzystej gałce. Za nim kroczyli muzycy, nie tylko słyszani (grali nawet na tarze do prania), ale i widziani – dzięki białemu suzafonowi sterczącemu wysoko nad morzem głów. A było to morze naprawdę spore, podrygiwało w korowodzie wielu częstochowian. Szczerze rozbawionych, dodajmy, strojnych w fikuśne kapelutki, w kwiecistych koszulach i sukniach, w egzotycznej biżuterii. A także z własnymi instrumentami, bo tu ktoś wuwuzelę przyniósł i trąbnął nią od czasu do czasu, tu grzechotką zagrzechotał, tam zaś inną przeszkadzajką.

Pod pomnikiem Louisa Armstronga pomysłodawca i szef artystyczny festiwalu Tadeusz Orgielewski ogłosił otwarcie imprezy. A potwierdził to gromki okrzyk: Niech żyje jazz!.
Potem - już w filharmonii – wiceprezydent Częstochowy Ryszard Stefaniak wspólnie z przewodniczącym Rady Miasta z Łukaszem Banasiem wręczyli statuetkę Honorowego Swingującego Kruka, tradycyjną nagrodę Hot Jazz Spring. W tym roku powędrowała ona do rąk Siergieja Wowkotruba, skrzypka częstochowskich filharmoników, ale i zapalonego jazzmana. Poprzedzają go na liście laureatów tej nagrody m.in. Henryk Majewski, Jerzy „Duduś” Matuszkiewicz, Wojciesław Kamiński, Wojciech Karolak, Scott Hamilton i Andrzej Jagodziński.
Nie było to jedyne wyróżnienie przyznane tego wieczoru. Tadeusz Orgielewski został zaskoczony przez wiceprezydenta Medalem Tysiąclecia Korony Polskiej, wręczanym w Częstochowie od 2025 roku osobom szczególnie zasłużonym. A dokładnie Tym, którzy służą Ojczyźnie na miarę swoich sił i swoich możliwości. Muzyk postanowił nie przemawiać z tej okazji, stwierdził, że zrobi to, gdy ochłonie.

Na tym zakończyła się część oficjalna. Trzeba jeszcze tylko dodać, że splendoru dodawała jej obecność prezesa Polskiego Stowarzyszenia Jazzu Tradycyjnego Kamila Krakowiaka, który wraz z Tadeuszem Orgielewskim – od niedawna prezesem honorowym PSJT - prowadził ten punkt programu.
I ♥ Częstochowa
Taki tytuł miał program przygotowany na inaugurację Hot Jazz Spring przez Siergieja Wowkotruba i jego kwartet. Zdobywca honorowej statuetki opowiedział w nim o sobie bodaj czy nie więcej niż laudacja towarzysząca wręczaniu Swingującego Kruka. Z niej dowiedzieliśmy się, że młodego Ukraińca, absolwenta Konserwatorium im. Czajkowskiego w Kijowie zaprosił do naszego miasta w 1992 roku Jerzy Kosek, ówczesny dyrektor Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Częstochowskiej. Nowy muzyk w jej składzie szybko został naszym pierwszym skrzypkiem. Nie ograniczał się jednak do klasyki. Już na uczelni interesował się jazzem; w Polsce, w 2001 r. założył synkopujące trio, zaś w 2011 r. - zespół Siergiej Wowkotrub Gypsy Swing Quintet. W 2006 r. uhonorowany został nagrodą Złotej Tarki, a w 2014 – odznaką Zasłużony dla Kultury Polskiej.

Tyle powiedziano w laudacji. A co zdradziły utwory (i ich tytuły) z programu „I ♥ Częstochowa”?
Po pierwsze, że laureat połknął u nas żużlowego bakcyla, zabierany przez przyjaciół na mecze. Zawołał nawet ze sceny: Włókniarz Częstochowa forever!. Z widowni odpowiedziały mu liczne głosy poparcia, a potem wszyscy kiwali się energicznie w rytm kompozycji „Po bandzie”.
Po drugie, że przyjaciele z innych miast nazywają laureata Medalikiem. Nigdy jednak nie czuł się tym urażony, przeciwnie, głowę unosił dumnie. Stąd pogodny kawałek pt. „Medalik”.
Po trzecie, że ma przyjaciół pod Myszkowem. Z jakiegoś powodu przypomnieli mu się, gdy przebywając raz w Hiszpanii wchłaniał witaminę D na Costa del Sol. Muzyka spłynęła ku niemu wprost z nieba, razem z promieniami zachodzącego słońca. Miał tylko problem z tytułem. Pomyślał jednak, że skoro był kiedyś przebój „Podmoskiewskie wieczory”, to mogą być też „Podmyszkowskie wieczory”. I tak zostało.

Po czwarte, że przez jakiś czas mieszkał na ul. św. Barbary; stąd do jednej z jego kompozycji trafiło bijące tam źródło. Ten akurat utwór okazał się niespodzianką. Nie dlatego, że refleksyjny, nastrojowy, trochę walc. Dlatego, że przy nim Wowkotrub odłożył skrzypce, popił wody z buteleczki i… zaczął grać na saksofonie.
Po piąte, że przez 17 lat mieszkał na Ostatnim Groszu; jeden z utworów poświęcił tej dzielnicy. Teraz z kolei mieszka na Stradomiu, przy ulicy… Jazzowej (na widowni byli sąsiedzi, machali entuzjastycznie). Na jej cześć napisał muzykę taką trochę spacerową.
Jeszcze słowo o wykonawcach programu: Siergiej Wowkotrub – skrzypce, saksofon, Michał Ostalski – fortepian, Daniel Pomorski – kontrabas, Arek Skolik – perkusja. Oraz – gościnnie – wokalistka Magdalena Syposz. Przyłączyła się z dwiema piosenkami skomponowanymi przez Siergieja Wowkotruba. Jedną było „Spotkanie” – do słów częstochowskiego poety Tadeusza Gierymskiego, drugą – „Nie wiesz, dlaczego”, z jej własnym tekstem.

Suita nowoorleańska
Znalazła się w drugiej części inauguracyjnego wieczoru, wykonana wspólnie przez zespół Five O'Clock Orchestra i Orkiestrę Symfoniczną Filharmonii Częstochowskiej pod dyrekcją Tomasza Chmiela. Kompozytor suity, Tadeusz Orgielewski, oczywiście znalazł się w tym gronie ze swoją trąbką i kornetem. Drugi z autorów dzieła, który je zinstrumentował, to Eugeniusz „Kerry” Marszałek. Nie mógł przyjechać, bo jest chory. Ale połączono się z nim telefonicznie i słuchał koncertu przez komórkę. Był to taki trochę prezent dla niego, jako że 6 czerwca obchodził urodziny. - Osiemnaste! - zdradził ze sceny Tadeusz Orgielewski.
- Dlatego nowoorleańska, że Nowy Orlean to moja ojczyzna muzyczna (chociaż nigdy tam nie byłem) – wyjaśniał na wstępie. Opowiadając o czterech częściach utworu, najwięcej czasu poświęcił tej trzeciej: - Daliśmy jej tytuł „Znowu odszedł któryś z wielkich”. Przewija się przez nią motyw ze znanego jazzowego utworu „Chcę się z tobą trochę przespacerować”, tradycyjnie granego w Nowym Orleanie na pogrzebach. Jest poświęcona tym, którzy wiele dla nas znaczą, a których już nie ma.

W tym gronie Tadeusz Orgielewski wymienił na wstępie Henryka Majewskiego, podkreślając, że to właśnie dzięki niemu daje sobie radę z kornetem. Potem Chrisa Barbera, który żył 91 lat i zainspirował obu autorów suity, pisząc „Symfonię nowoorleańską”. I wreszcie Ireneusza Kozerę, nieżyjącego już dyrektora Filharmonii Częstochowskiej – bo to on, gdy Five O’Clock zdobyła w Iławie na Old Jazz Meeting swoją pierwszą Złotą Tarkę, rozentuzjazmowany zaproponował Orgielewskiemu: A może zorganizujemy i u nas festiwal jazzowy?
Z tego niewinnego pytania powstała impreza, która w tym roku miała już 20. edycję.
Fot. Agnieszka Małasiewicz/Filharmonia Częstochowska
