SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

mat. Agencji Artystycznej Certus

I kto tu jest głupcem?

23 kwietnia 2026
Udostępnij

W „Kolacji dla głupca” śmiech nie jest pusty, mamy też morał, ale bez moralizowania, wartką akcję i wspaniałe aktorstwo. Tylko uwaga: jak raz zobaczycie ten spektakl, będziecie prosili o więcej.

middle-IMG_1912.jpg

Od dobrych kilkunastu lat moim komediowym ideałem jest „Kolacja dla głupca”. Wszystko za sprawą warszawskiego Teatru Ateneum i owianej już legendą realizacji, której podjął się w 2001 r. Wojciech Adamczyk (wcześniej, oczywiście, też ten tytuł wystawiano – chyba zresztą trzykrotnie - ale nie było o tym tak głośno). Kilka lat później to on wyreżyserował serialowe „Ranczo”. Wróćmy jednak na scenę. Na niej - w rolach głównych – Adamczyk obsadził Piotra Fronczewskiego (Pierre Brochant) i Krzysztofa Tyńca (Francois Pignion). W epizodycznych rolach towarzyszyły im m.in. Marzena Trybała i Emilia Komarnicka.

Do Ateneum wprawdzie nie dotarłam, spektakl obejrzałam w Filharmonii Częstochowskiej. Kilkakrotnie – przy wypełnionej po brzegi sali – zapraszała go do naszego miasta Agencja Artystyczna Certus. Było to dosyć karkołomne logistycznie i finansowo przedsięwzięcie. I właśnie wtedy Krystyna Pietrzak, szefowa agencji, która dziś sama jest cenioną producentką teatralną, powiedziała, że niełatwo zorganizować takie wydarzenie, ale takie wyzwania podejmuje się dla tzw. honoru domu, żeby w zalewie komedii nie najwyższych lotów, publiczność potrafiła wyłowić perełki, nie śmiała się z niczego.

middle-486564145_1182241327242610_920831130748997040_n.jpg

Bo tekst Francisa Vebera jest pierwszorzędny. Łączy ironię, żarty sytuacyjne, barwnych bohaterów, a przy tym niesie morał, choć nie moralizuje. Ten humor doceniono również w świecie filmu, bo francuska „Kolacja dla palantów” z 1998 r. w reżyserii i według scenariusza tego dramaturga, doceniona została trzema Cezarami. Niestety, gdy temat ten na tapet wzięli Amerykanie (mimo gwiazdorskiej obsady – Steve Carell, Paul Rudd, Zach Galifianakis) efekt nie był szczególnie udany.

Mierząc się z legendą

Niektórych legend widać lepiej nie tykać. Stąd – mając w pamięci spektakl Adamczyka – niewielu w Polsce miało odwagę zmierzyć się z tym tytułem (choć oczywiście realizowano go m.in. w teatrach w Gdyni czy Rzeszowie, a reżyserowali go np. Tomasz Man i Marcin Sławiński). Tej nie zabrakło za to Krystynie Pietrzak. Miała już pewne doświadczenie, bo po latach przerwy przywróciła teatromaniakom (zresztą z sukcesem) „Złodzieja” Erica Chappella (w którym przez lata w Teatrze Kwadrat główną rolę grał Jan Kobuszewski). Wówczas reżyserię i główną rolę powierzyła Cezaremu Żakowi. Aktor wywiązał się z tego podwójnego zadania znakomicie (zresztą po „Ranczu” wielozadaniowość stała się chyba jego specjalnością). Myśląc o realizacji „Kolacji dla głupca”, powtórzono sprawdzony patent, a Żak wcielił się w rolę Brochanta (a do dziś dla Certusa wyreżyserował już łącznie pięć tytułów – z najnowszą kryminalną „Pułapką” na czele).

middle-486575087_1182241117242631_8713539891961118020_n.jpg

Premiera (przekładana przed pandemię) odbyła się w 2022 r. w Częstochowie. Od tej pory spektakl grany jest w całym kraju (w sumie zaprezentowano go już blisko 400 razy!). Co więcej: "Kolacja" odwiedziła już Austrię, a w przyszłym roku zawita do USA i Kanady. Zresztą lubią ją nie tylko widzowie, ale docenia też środowisko, stąd nagroda dla „Najlepszego spektaklu” na X Ogólnopolskim Festiwalu Teatrów: Sztuka plus Komercja.

Sama oglądałam go już kilkakrotnie i robię to za każdym razem, gdy powraca do naszego miasta. Teraz taka okazja nadarzyła się w minioną niedzielę, 19 kwietnia. „Kolację” grano tym razem w Klubie Politechnik. Pokazy były dwa, a na każdym imponująca frekwencja.

Murowane zwycięstwo

O czym jest ta historia? Wspomniany Pierre Brochant to bogaty wydawca, który ma na koncie liczne literackie bestsellery. Niewiele w nim za to pokory, zresztą wśród jego wpływowych znajomych również nie jest to częsta cecha. Co tydzień spotykają się na tytułowych kolacjach dla głupca. Każdy bogacz przychodzi w parze z jakimś życiowym nieudacznikiem. Ten - nieświadomy sytuacji, w której się znalazł - bierze udział w konkursie na największego z frajerów. Poprzednio naśmiewano się z kolekcjonera waniek-wstaniek, teraz to Brochant czuje, że wygraną ma w kieszeni. Zapewnić ma ją mu Francois Pignion, który specjalizuje się w wykonywaniu makiet mostów z zapałek (pamiętajcie, że podporność ma tu kluczowe znaczenie) i może o nich opowiadać godzinami. Wydawca mami go pomysłem książki ze zdjęciami tych konstrukcji, a ofiara szybko łapie haczyk.

Wydawałoby się, że kolacyjne podium jest tuż tuż, ale sprawę komplikuje kontuzja. Bogacz jest uziemiony, a Pignion – na co dzień skromny pracownik wydziału podatkowego – zamiast na imprezie pojawia się u niego w domu. Ta wizyta namiesza i to bardzo. Konsekwencji jest naprawdę sporo. Żona Brochanta – Christine – postanawia opuścić małżonka, a jej miejsce chce zająć dawna kochanka – Marlene (i cztery jej psy). Dodajmy tu jeszcze kontrolera podatkowego, wiecznie pijanego lekarza, dawnego rywala i przyjaciela Pierre’a. Oj, robi się naprawdę gorąco.

middle-484372045_9783493125018672_3627052893644671801_n.jpg

Zapadając w pamięć

Cezaremu Żakowi w roli budowniczego makiet partneruje Bartłomiej Topa. Tworzą duet doskonały. Pełen chemii, doskonale czujący tekst, sypiący ripostę za ripostą. Oczywiście dużą rolę w tej relacji odgrywa czerwony telefon stacjonarny. A oddanie słuchawki Francoisowi za każdym razem bywa bardzo ryzykowne, i za każdym razem bawi do łez. Dosłownie, bo choć znam dobrze te żarty i zwroty akcji, to za każdym razem daję im się rozbroić. Mam zresztą jakąś słabość do skeczy z rozmowami telefonicznymi, bo uwielbiam je i w wykonaniu Kabaretów Tey i Moralnego Niepokoju, Macieja Stuhra czy nieodżałowanej Joanny Kołaczkowskiej.

Jednak ta realizacja to nie jest tylko „robota” dla dwojga. Żakowi, jako przede wszystkim aktorowi, zależało na tym, by koledzy, których zaprosił do współpracy, mogli… pograć. I to wielka przewaga produkcji Certusa nad tą Ateneum. Tam role drugoplanowe stanowiły tło, tu mocno zapadają w pamięć. Christine jest onieśmielająca Małgorzata Pieczyńska, „szaloną” Marlene, wierzącą w siły astralne grają zamiennie Marta Chodorowska oraz Agnieszka Więdłocha (w kwietniu w Częstochowie gościła pierwsza z wymienionych), a w podwójnej roli lekarza i kontrolera podatkowego podziwiać można brawurowego Michała Zielińskiego. Wszyscy fani programu Szymona Majewskiego i „Rozmów w tłoku” dobrze znają talent tego parodysty. Zieliński skrzętnie wykorzystuje go także w „Kolacji”, mówiąc głosem czołowych polskich polityków (i nie jest trudno zgadnąć kto tu jest kim).

middle-486433475_1182241273909282_7128042594981041029_n.jpg

Całość pełna jest smaczków, ma gustowną oprawę wizualną (akcja rozgrywa się bowiem w eleganckim, francuskim lofcie) oraz muzyczną (wykorzystano bowiem utwory ZAZ). To taka solidna teatralna robota, z pełną scenografią, przemyślanymi kostiumami, szeregiem detali.

Sceniczne niespodzianki

19 kwietnia śmiano się zarówno przed sceną, jak i na scenie. Topa i Żak „gotowali” się, gdy nagle odpadła klamka (a drzwi, jak i telefon, mają w tym spektaklu duże znaczenie), albo gdy Zielińskiemu odkleił się niespodziewanie wąs. Niemniej finalnie i te zaskoczenia potrafili ograć, zaimprowizować i włączyć w fabułę, a my zyskaliśmy dodatkową porcję nieplanowanego humoru.

Ale w „Kolacji” nie tylko o śmiech chodzi, bo i refleksje padają gorzkie. Kto tu jest naprawdę głupcem? Odpowiedź nie jest tu aż tak oczywista.

Na moim popołudniowym pokazie aktorów oklaskiwaliśmy na stojąco. Nie pamiętam tak długich braw, bo na scenę powracali kilkakrotnie. Myślę, że podobnymi reakcjami publiczność nagrodziła również i wieczorny spektakl.

Jeśli nie widzieliście, gdy tylko nadarzy się okazja (pewnie za rok czy dwa), wybierzcie się koniecznie. A jeśli „Kolację dla głupca” już znacie, to jestem pewna, że podobnie jak ja, nie oprzecie się pokusie i pójdziecie na nią po raz kolejny. Polecam gorąco!

Fot. archiwum Agencji Artystycznej Certus

Zuzanna Suliga - czytaj więcej