SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

Sławomir Jodłowski

Jak wysiedzieć, gdy gra Ira?

7 lutego 2024
Udostępnij

Tegoroczną trasę akustyczną Ira rozpoczęła w naszym mieście. W Filharmonii Częstochowskiej zrobiło się tłumnie. Przebój gonił przebój, ale na finał to zespół klaskał publiczności.

middle-ira1.jpg

Ira jest moją równolatką (stąd może ta mięta do niej?). W tym roku wspólnie świętujemy 37. urodziny. Nie słucham jej jednak „od kołyski”, ale od dobrych kilkunastu lat już tak. Zaległości nadrobiłam z nawiązką, nabijając sobie spory licznik koncertowy. Dawniej w hali, klubie, albo w plenerze, dziś głównie w Filharmonii Częstochowskiej.

Na ten występ, który odbył się 31 stycznia, przyznam, że czekałam od dawna. Po katowickim koncercie „Zadzwońcie po milicję”, podczas którego Ira (jeden z sześciu wykonawców), wykonała zaledwie kilka piosenek, miałam niedosyt. Było mi mało, podglądałam więc stronę Agencji Brussa, wypatrując, czy może wśród licznych organizowanych przez siebie wydarzeń doda i nasze miasto. Dodała. Choć osobiście bliżej mi do mocniejszego, rockowego grania z czasem przekonałam się do wersji akustycznej. Tym razem (jak i zawsze zresztą) skusiły mnie „największe przeboje” w „nowych aranżacjach”. Nie jest nowością, że lubimy to, co znamy. I myślę, że „Nadzieja” będzie mnie ciągle kręciła, bez względu na to, ile razy usłyszę ją jeszcze na żywo.

middle-ira13.jpg

Ira na scenie nie zawodzi. Początek zaserwowała hitowy, bo po „W górę patrz” zabrzmiał „Taki sam”, a mnie na krzesełku zrobiło się niewygodnie, bo jak tu wysiedzieć, jak nogi lecą w przytup. Muzykom szło to jakoś lepiej (widać mają większą wprawę). – Bardzo lubię te akustyczne, kameralne, intymne spotkania. Publiczność nie szaleje, siedzi i my też siedzimy – mówił lider zespołu Artur Gadowski, który znany jest z doskonałego kontaktu ze słuchaczami.

Pan w rzędzie przede mną zerwał z konwenansami i stanął z boku, co więcej wyciągał na potańcówkę panie z pierwszego rzędu. Ira dodała „Parę chwil”, a mnie korciło, żeby dołączyć. Gdy wraz z zespołem skończyliśmy śpiewać „Nie zatrzymam się”, Gadowski też wstał. Oczywiście nie po to, by potańczyć, a ustąpić wokalnego miejsca koledze z kapeli.

Mikrofon przejął gitarzysta Piotr Konca, poprawiał nutki, bo w końcu to filharmonia i zaserwował coś, co uwielbia każdy, kto zdzierał w kółko krążek „MTV Unplugged in New York” Nirvany: cover Davida Bowiego „The Man Who Sold The World”. Formuła serii MTV zakłada bowiem wplatanie we własny repertuar kilku coverów, legenda z Seattle wybrała ich aż sześć.

middle-ira9.jpgA skoro Ira również zagrała „bez prądu”, to także wsparła się światowymi perełkami. Kolejną (znakomicie zresztą) wykonał drugi z gitarzystów – Sebastian Piekarek. Fani Bonda byli zachwyceni! Muzyk postawił na „You Know My Name” Chrisa Cornella (oj, bardzo zachciało mi się powtórki z „Cassino Royale”). Ponieważ Częstochowa okazała się pierwszym miastem, w którym Ira w tym roku koncertowała akustycznie, te wykonania miały być nagrodą dla publiczności.

- Moi koledzy już grali i śpiewali, to teraz ja Wam zagram i zaśpiewam. Nie wiem, czy pamiętam, jak to się robi. Jakby coś udawajcie, że jest fajnie – zaskoczył nas Gadowski. - Jak zaczynałem się bawić w muzykę, chciałem być gitarzystą, śpiewać zacząłem przez przypadek – zdradził.

Zaczął spokojnie – od „Bezsennych”, a wkrótce potem siły połączyły trzy gitary… Po jednej nutce podjęłam decyzję, koniec z siedzeniem. Też stanę pod ścianą. Tu szalę przeważyła „Ona jest ze snu”, jedna z trzech moich ulubionych piosenek. Z nowej perspektywy dostrzegłam, że na końcu sali, takich wyrywnych było znacznie więcej.

middle-ira7.jpg

Nie było już sensu wracać na miejsce. No bo jak, skoro Ira sięgnęła po „Wiarę”, „Mój dom” i „Nadzieję” (także z mojego podium)? O tym, że Nie ma nikt tylu zmarnowanych lat zaśpiewaliśmy zaś tak, że tym razem to zespół klaskał publiczności. Nie ukrywajmy, że brawa były nam należne. Podobnie jak bisy, których zespół nie poskąpił. Tu czekałam na zamknięcie mojej trójki, czyli „Szczęśliwego Nowego Jorku” i nie zostałam zawiedziona. Na finał, z walentynkową dedykacją, przypomniano balladę „Ona i On” (podobnie jak „Ona jest ze snu” i motyw z filmu Janusza Zaorskiego pochodzi ona z debiutanckiej solowej płyty Gadowskiego). Ja zamieniłabym ją na „Dlaczego nic”, ale przecież nie można mieć wszystkiego.

Fot. Sławomir Jodłowski


Galeria zdjęć

1 lutego 2024
Sławomir Jodłowski
Koncertem w Filharmonii Częstochowskiej zespół Ira rozpoczął swoją tegoroczną akustyczną trasę. Zabrzmiały największe przeboje, a wśród nich m.in. "Taki sam", "Mocny", "Ona jest ze snu", "Szczęśliwego Nowego Jorku", "Wiara" i "Nadzieja".

Zuzanna Suliga - czytaj więcej