Jeden dzień, jedna kartka, jeden ślad. 983 odsłony codzienności
Zawsze warto we własnej, prozaicznej codzienności poszukiwać ukrytych artefaktów piękna. Artystyczna konsekwencja takiego działania sprawiła, że w częstochowskiej Konduktorowni mogliśmy oglądać wystawę Jolanty Jastrząb.

Ekspozycja zatytułowana „JEDEN DZIEŃ” była materializacją długoterminowego projektu artystycznego „1000 dni z życia”, w ramach którego autorka przez blisko trzy lata każdego dnia utrwalała obserwowany fragment rzeczywistości za pomocą ołówka. W Konduktorowni, siedzibie Regionalnego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych, wyeksponowano dokładnie 983 prace - wizualny dziennik uważności, w którym rygorystyczna dyscyplina warsztatowa spotyka się z afirmacją zwyczajności.
W pociągach, samolotach, samochodach i na promach
Kluczem do odczytania założeń twórczych Jolanty Jastrząb jest cytat z amerykańskiej eseistki Susan Sontag: Brakuje nam słów, a jednocześnie mamy ich za wiele. Wobec nieustannego nadmiaru bodźców i werbalnego szumu informacyjnego artystka świadomie zdecydowała się na powrót do najbardziej elementarnej formy artystycznego wyrazu. Decyzja o zainicjowaniu cyklu zapadła 31 grudnia 2023 roku w Juracie nad Bałtykiem. Katalizatorem stały się noworoczne podsumowania oraz poszukiwania intymnej przestrzeni życiowej. Od tamtego momentu twórczyni narzuciła sobie jeden stały rygor – wygospodarowanie chociażby ułamka czasu na stworzenie pojedynczego rysunku każdego dnia, ograniczając środki wyrazu wyłącznie do grafitu ołówka oraz czystego papieru o niezmiennym formacie A4.

Na wystawionych pracach dominują pozornie mało istotne, drobne detale. Jastrząb nie aspiruje do dokumentowania wielkich, przełomowych wydarzeń, lecz bezpretensjonalnie kieruje swój wzrok na przedmioty i sytuacje umykające w codziennym pośpiechu. W kadrach pojawiają się zwierzęta, rośliny doniczkowe, spacery z psem, liczne koty (te szczególnie mnie cieszą), polne pejzaże, zachmurzone niebo, kuchenny stół czy widoki z okna, a także motywy bezpośrednio związane z licznymi podróżami. Szkice realizowane były bowiem we Włoszech, Francji, Nowym Jorku i Armenii. Powstawały w nieustannym ruchu: w przedziałach pociągów, samolotach, samochodach i na pokładach promów.
Puste kartki z naniesioną datą
Kompozycja wystawy, rozwijająca się chronologicznie w układach pionowych – gdzie każdy kolejny dzień umieszczono bezpośrednio pod poprzednim – pozwala widzowi wnikliwie prześledzić naturalny rytm zmieniających się pór roku. Miesiące zimowe przynoszą obrazy koncentrujące się na domowym zaciszu, parującej gorącej herbacie i grubych wełnianych skarpetach. Z kolei wraz z nadejściem wiosennych miesięcy ustępują one miejsca uważnej fascynacji każdym płatkiem budzącej się do życia i rozkwitającej roślinności.
Szczególnie wymownym i symbolicznym elementem wystawy są puste kartki, opatrzone jedynie naniesioną datą. To szczere świadectwo fizycznej słabości, skrajnego braku wolnego czasu, gorszego samopoczucia lub zwykłej twórczej niemocy. Jak trafnie podkreśliła, otwierając wystawę, Anita Grobelak, szefowa „Zachęty”, te niezapisane strony wprowadzają swoistą, wewnętrzną ciszę. Sama autorka podchodzi do nich z głębokim szacunkiem wobec własnych ograniczeń psychofizycznych, w pełni akceptując fakt, że niemożność podjęcia aktu twórczego jest równie prawdziwym odbiciem danego momentu, co najbardziej precyzyjnie narysowany pejzaż. Zastosowana pustka nie przerywa więc ciągłości trwania cyklu.

983 zamiast tysiąca
Dla Jolanty Jastrząb wystawa w częstochowskiej Konduktorowni ma wymiar sentymentalny. Przestrzeń, w której artystka w przeszłości wielokrotnie realizowała autorskie pokazy, niezmiennie pozostaje dla niej miejscem bliskim i bezpiecznym. Z tego właśnie powodu zdecydowała się zaprezentować swój wieloletni zbiór właśnie tutaj, z całą świadomością poddając się galeryjnemu harmonogramowi, przez który do pełnego tysiąca rysunków zabrakło dokładnie siedemnastu dni.
Wpisana w cykl „1000 dni z życia” analityczna procesualność w sposób naturalny koresponduje z dorobkiem naukowym autorki. Jolanta Jastrząb, profesorka katowickiej Akademii Sztuk Pięknych i współprowadząca pracownię „Sztuka w działaniu”, jest wybitną specjalistką z zakresu arteterapii. Będąc koordynatorką tego międzyuczelnianego kierunku oraz członkinią Stowarzyszenia „Kajros”, od ponad dekady wykorzystuje działania wizualne w terapii społecznej. Pracowała bezpośrednio z osadzonymi w Zakładzie Karnym w Lublińcu, pacjentami onkologicznymi w wyspecjalizowanych placówkach w Gliwicach i Częstochowie, a także z osobami przebywającymi w hospicjach.

Podczas wernisażowego spotkania, które odbyło się 8 września, autorka odniosła się raz jeszcze do dzienników Sontag i przypomniała, że każdy tak rygorystyczny i nieprzerwany zapis nieuchronnie odsłania ukryte ego twórcy. Prezentowane rysunki ujawniają bowiem najczystszą prawdę o osobie dokonującej selekcji fragmentu codziennej przestrzeni.
Notabene 8 września także zapisał się w szkicowniku artystki. Tym razem utrwaliła w nim lustrzane odbicie szyldu Konduktorowni.
Już w najbliższą sobotę, 19 września o godz. 18.00, w siedzibie „Zachęty” odbędzie się kolejny wernisaż – tym razem będzie to wystawa malarstwa i rzeźby Adama Korszuna, zatytułowana „Zabierz mnie do miejsca, które znam”. Będzie to zarazem doskonała okazja, by, podziwiając obrazy z pogranicza „pseudo-neo-postsurrealizmu”, posłuchać autorskiej muzyki syntezatorowej, którą twórca tradycyjnie uświetnia swoje ekspozycje.
Fot. Piotr Karoński
