Jestem po prostu malarzem
Niektóre z prezentowanych w Konduktorowni prac dosychały niemal przed samym wernisażem. Jakub Jakubowski prezentuje bowiem malarstwo najnowsze. Można je oglądać do 3 kwietnia.

Malarz długo kazał nam czekać na tę ekspozycję. Jako prorektor ds. kształcenia i spraw studenckich Uniwersytetu Jana Długosza Jakub Jakubowski rok w rok otwiera liczne wernisaże i uroczystości, jednak tę własną ostatni raz inaugurował w Częstochowie w… 2019 r. Wówczas w Miejskiej Galerii Sztuki prezentował prace zebrane pod hasłem „Na zboczu góry idee umierały spokojnie”.
Zapytany, skąd ta kilkuletnia przerwa, przywołał bajkę o słowiku i szczygle Ignacego Krasickiego: - Parafrazując - lepiej krótko a dobrze, niż długo a miernie, a w tym przypadku to może - rzadko a dobrze, niż kiepsko a często – żartował autor.
Czekalibyśmy pewnie jeszcze dłużej, gdyby nie Anita Grobelak, prezes Regionalnego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych w Częstochowie. To ją Jakubowski nazywa sprawczynią wystawy. Ta pierwotnie wpisana była dopiero na 2027 r.

– Anita zadzwoniła i zaproponowała nowy termin, bo zrobiła się na to przestrzeń. Zapytała, czy chcę. To powiedziałem, że… nie. Ale później poprosiłem o dzień do namysłu i odpowiedziałem „tak”. I właśnie dlatego spotykamy się dzisiaj w Konduktorowni. Jestem bardzo szczęśliwy, że tak się stało – przyznał podczas wernisażu, który odbył się 12 marca.
Powrót to zdecydowanie udany. Na wystawie zatytułowanej po prostu „Malarstwo” Jakubowski pokazuje prace najnowsze (wielkoformatowe!), powstałe pomiędzy 2024 a obecnym rokiem. Niektóre z nich wręcz dosychały przed wernisażem (presja czasu i bliski termin wystawy zrobiły swoje). – Największym motywatorem oczywiście było to, że termin wystawy był obligatoryjny. Zdeterminowało mnie to, żeby z jednej strony skończyć rozpoczęte obrazy, a z drugiej - próbować również wykreować jakieś nowe płaszczyzny, przestrzenie malarskie. Pokazuję więc „świeży” materiał, dość spójny w znaczeniu formalnym, struktury obrazu, kolorystyki, czy koncepcji malarskiej – opowiada. - Jednocześnie nawiązuje on do rzeczy, które robiłem dużo wcześniej. Bo na przykład obrazy z cyklu „Przejście” maluję tak naprawdę w różnych wersjach od 2003 roku. To jest taki temat, który wciąż gdzieś tam próbuję eksplorować – wyjaśnił.

Ciągłość narracyjną stanowią trzy kluczowe dla jego twórczości elementy: człowiek, przedmiot i przestrzeń. - Zawsze w procesie twórczym myślę nie tylko o tym, jak te momenty, które są dość osobiste, subiektywne, czasami trudne, ale też jednoznacznie niezbędne, przełożyć później na najlepszą „ofertę” dla odbiorcy. By ten dialog, który przebiega gdzieś pomiędzy nami za pomocą języka plastycznego, był komplementarny. Wierzę, często to powtarzam, że dzieło staje się tą wspólną przestrzenią i tak tworzy się historia. Historia nie tylko tego, co w obrazie, ale historia tego, który malował, historia tego, który przed obrazem stoi, historia też tej osoby, która aranżowała wystawę oraz historia budynku, w którym te prace są prezentowane.
Zostając przy aranżacji, której współtwórcą jest Artur Wawrzkiewicz, to ta jest wręcz trójwymiarowa, dosyć niecodzienna i pozwalająca na to, by mocniej wejść do malarskiego świata Jakubowskiego.

Podczas wernisażu (imponującego pod względem frekwencji) autor składał podziękowania nie tylko koledze z uczelni (Wawrzkiewicz jest prodziekanem Wydziału Sztuki UJD), ale również dwóm wyjątkowym dla siebie kobietom. Pierwszą była żona autora – Anna. - Dziękuję bardzo za to, że każdego dnia przypomina mi, że jednak jestem po prostu malarzem. To dla mnie bardzo ważne – tłumaczył. Fakt, wśród tylu zawodowych, uczelnianych obowiązków, często można o tym pewnie zapomnieć.
Drugą z wywołanych pań była Beata Operacz, wieloletnia pracowniczka administracji. – To osoba, która zna mnie od początku mojej przygody z uczelnią. Ja pojawiłem się na studiach, a pani Beata rozpoczęła pracę na Wydziale Sztuki. Przeszła ze mną przez wszystkie etapy: kiedy byłem pracownikiem technicznym, a potem asystentem, kiedy mnie zwolniono i nie pracowałem przez jakiś czas na uczelni, gdy wróciłem. To dość burzliwe losy moje, które toczyły się i toczą na uczelni. A pani Beata jest dla mnie takim Honorowym Dziekanem Wydziału Sztuki Uniwersytetu Jana Długosza, co mówię dziś, w towarzystwie wielu kolegów z uczelni – opowiadał.

Malarz nie tylko dziękował, ale też odbierał liczne zasłużone gratulacje. Wśród gratulujących znalazł się m.in. prof. UJD Włodzimierz Karankiewicz (który otwierał przed laty również pierwszą wystawę w życiu Jakubowskiego). – To człowiek, który nauczył mnie malarstwa i dał mi złotą radę, którą często wspominam. Było to na jednym z plenerów, gdzie nam, studentom, jakoś nie chciało się malować. A pan profesor rzekł tak: Słuchajcie, doba ma 24 godziny – 8 godzin snu, 8 godzin pracy, 8 godzin zabawy. W praktyce wiecie, jak jest - 16 godzin pracy, 3 godziny snu, a na zabawę to już nie ma czasu – opowiadał o profesorze.
Dziś są przyjaciółmi. Chętnie wracają do dawnych, plenerowych wspomnień. Jednym z nich profesor Karankiewicz postanowił podzielić się również z wernisażową publicznością: Nie wiem, czy wyobrażacie siebie Kubę, który nosił długie włosy? I na jednym plenerze… obaj nosiliśmy je nie tylko długie, ale i… zielone.

- Trudno sobie wyobrazić dziś taką sytuację: profesor na plenerze proponuje studentowi: Słuchaj, mam zieloną farbę do włosów. A student mówi: Gdzie? Robimy to! Wtedy życie było proste. Ale świat się zmienia, kultura studencka się zmienia, a za tamtymi czasami zawsze będziemy tęsknić – dopowiedział Jakubowski.
A całkiem już serio: wystawa malarstwa Częstochowianina pozostanie w Konduktorowni do 3 kwietnia. Towarzyszą jej spotkania i oprowadzenia autorskie. Pierwsze odbyło się 17 marca, a na kolejne Jakub Jakubowski zaprasza w czwartek, 19 marca w godz. 16.00-17.30. Będzie to okazja, by poznać kulisy powstawania prac, poznać inspiracje i idee wpisujące się w tę ekspozycję. Na tym plany spotkań się jednak nie kończą, kolejne terminy artysta obiecał podać już niebawem.
Fot. Grzegorz Skowronek
