Klimaty Kultury
Najważniejsze jest to, żeby wyjść właśnie z tego cienia. To jest najtrudniejsze. Tak o nowej inicjatywnie kulturalnej opowiadają Waldemar Jabłczyński i Wioleta Szymkiewicz.
.jpg)
Spotykamy się, żeby porozmawiać o Waszej nowej inicjatywie — Klimaty Kultury. Zacznijmy jednak o rozszyfrowania tajemniczego skrótu w nazwie organizatora — Fundacji Wspierania Kultury ASK Jabłczyńscy. Waldku, wyjaśnisz?
Waldemar Jabłczyński: ASK to pierwsze litery imion Anna, Stanisław i Krzysztof. To moi najbliżsi, czyli rodzice i brat — ci, którzy natchnęli mnie zamiłowaniem do teatru, filmu, książki, czyli do kultury.
Czym więc zajmie się fundacja?
W.J.: Chcielibyśmy, żeby mieszkańcy Częstochowy działający twórczo — na przykład malujący w zaciszu domowym, robiący zdjęcia, piszący — wyszli z cienia i pokazali się szerszej publiczności.
Wioleta Szymkiewicz: To taka inicjatywa wsparcia młodych twórców na ich artystycznej drodze. I MicroKLIMAT jest takim fajnym do tego miejscem.
W.J.: No i wcale nie chodzi o to, że to musi być młoda osoba!
W.S.: Oczywiście, może być to też na przykład dojrzałe, mięsiste malarstwo.
Jak wobec tego zachęcić ludzi do udziału?
W.S.: Częstochowa jest niezwykle klimatycznym miastem. Mieszka tu masa fajnych, zdolnych osób, które są pełne pasji, tworzą świetne rzeczy. Chcemy ich pokazać. Zatem zapraszamy, po prostu warto.
W.J.: Mamy w naszym mieście tyle zdolnych osób w różnym wieku, że moglibyśmy robić spotkania nawet codziennie! Nie można tego rozwlekać w czasie, dlatego ostatecznie planujemy organizować wydarzenia co tydzień. Aktorka Sylwia Warmus, która jako pierwsza zapaliła się do tego projektu, wspomniała o obiadach czwartkowych. Może nie będą to obiad, ale czwartkowe wieczory kulturalne.
I tak na otwarcie, 17 lipca, przygotowaliście wernisaż wystawy Kasi Adamczyk i koncert Dariusza Adamczyka. Dlaczego właśnie oni?
W.J.: Oboje niedawno wrócili do Polski na stałe z Irlandii, gdzie mieszkali ponad 20 lat. Tak sobie pomyślałem, że dobrze byłoby umożliwić im ten powrót, zwłaszcza czymś dużym, z efektem „wow”.
W.S.: Kasia tworzy kolaże, takie z naturalnych materiałów, inspirowane krajobrazami i historią Irlandii. Są piękne. Widać, że to się cały czas w niej rozwija.
W.J.: Dariusz za to komponuje muzykę i pisze teksty. Tym razem będzie także dla Kasi akompaniatorem.
W.S.: To takie super małżeństwo, bardzo twórcze. Cała rodzina jest artystyczna, bo ich córka też tworzy. Cieszę się, że możemy ich „pokazać” w pierwszy dzień.
A możecie zdradzić dalsze plany?
W.J.: Na lipiec wszystko mamy już dopięte — 24 lipca spotkamy się z Magdaleną Młodkowską-Kamińską, psią behawiorystką, a 31 lipca odwiedzi nas Beata Kulisiewicz, dogoterapeutka. Porozmawiamy sobie o czworonogach, o tym, jakie błędy popełniamy, opiekując się nimi i jak to można zmienić.
Za to w sierpniu ruszamy z teatrem. Zaczniemy rozmową z Pawłem Bilskim, dyrektorem i założycielem Teatru Nowego w Częstochowie. Wszystkich planów na sierpień jednak nie chcę jeszcze zdradzać. Trwają ustalenia z kilkoma aktorami z Teatru im. Adama Mickiewicza i zobaczymy, jak to się poukłada.
Czyli pomysły macie ambitne...
W.S.: Na każdy miesiąc przygotujemy harmonogram wydarzeń, w którym zainteresowane osoby zobaczą, czego można się tu spodziewać, z kim spotkać, czego posłuchać, co zobaczyć.
W.J.: I jeśli kogoś nie zainteresuje, powiedzmy, teatr, to może jednak zainteresuje malarstwo.
W.S.: Dla każdego znajdzie się coś dobrego. I to jest właśnie piękne — poobcować ze sztuką i kulturą, w różnym wymiarze.
Co wobec tego będzie dla Was sukcesem?
W.S.: Chyba po prostu obecność publiczności. I to, że ktoś zechce się u nas pokazać. Byłoby świetnie, gdyby udało się kogoś faktycznie „wyciągnąć”. Artyści często tacy bywają — tworzą sobie w domu, często i długo do szuflady, niektórym brakuje śmiałości lub mają inne powody do tego, żeby się nie pokazywać. A my chcemy ich tu po prostu odkrywać.

W.J.: Powiedzmy, przyjdzie ktoś i powie: „moja żona maluje, proszę na to popatrzeć, czy to się nadaje na wystawę”. Wiola spojrzy i oceni, może trzeba jeszcze nad tym popracować, a może to jest na tyle dobre, że już się wystarczy na wystawę indywidualną lub zbiorową. Najważniejsze jest to, żeby wyjść właśnie z tego cienia. To jest najtrudniejsze.
Na koniec pytanie, które zawsze zadaję rozmówcom, związane z tytułem mojego cyklu „Krążę wokół waszych dźwięków”. Wasza ulubiona muzyka?
W.J.: Jestem fanem Marka Grechuty.
W.S.: A ja lubię szeroko pojętą muzykę, i rocka, i alternatywę. Nawet i techno lubię.
Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę, by Wasz nowy projekt na stałe wpisał się w kalendarz częstochowskich wydarzeń.
Fot. Piotr Karoński
