SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

Agnieszka Małasiewicz

Kobiety to zrobiły kobietom - w filharmonii

12 marca 2026
Udostępnij

Program koncertu z okazji 8 marca był bogaty. Od Rossiniego i Delibes’a po Tinę Turner. Pośrodku koktajl: przeboje Eugeniusza Bodo, Zuli Pogorzelskiej, Alicji Majewskiej, Miry Kubasińskiej, Barbry Streisand, Al Bano i Rominy Power. Filharmonia pokazała się przy tym z zaskakującej strony.

middle-648290558_1557450206166392_2474323019244116535_n.jpg

Pierwsze, co rzucało się w oczy zaraz przy wejściu do gmachu przy Wilsona, to nietypowy bukiet pośrodku foyer. Filharmonia - gdy chodzi o kolor - jest elegancko monochromatyczna: szarość kamienia, srebro luster, brąz drewna, pąs pluszu na fotelach. Teraz jednak rozkwitła całą gamą barw, a to dzięki wystawie prac Agnieszki Małasiewicz. Panią Agnieszkę, na co dzień pracownicę impresariatu FCz, dobrze znamy z koncertów - jako dyskretny cień z teleobiektywem. Robi dokumentację fotograficzną z imprez filharmonii, co z jednej strony jest jej zadaniem służbowym, z drugiej zaś całkiem prywatną pasją. Teraz zebrała zdjęcia, których bohaterkami są kobiety - śpiewaczki, skrzypaczki, dyrygentki, prześliczne wiolonczelistki... Wszystkie „złapane” w trakcie pracy, skupione, natchnione, zaangażowane. Pokazane zaś w bogactwie kolorów: a to hiszpańska czerwień, a to butelkowa zieleń, a to pudrowy róż na popielatym tle.

middle-649688587_1557450752833004_7096710891361778530_n.jpg

Fotogramy rozstawione na sztalugach prowadziły oglądającego przez całą długość holu filharmonii, po czym się skręcało i mijało bufet, gdzie wśród bordowych goździków parowała czarna kawa i czekało w chłodzie różowe wino. Te wszystkie kolory stanowiły zapowiedź późniejszych wydarzeń na scenie.

A działo się tam, oj, działo. Kolorystycznie również. Po pierwsze, panie z orkiestry poszły w czerwień, jeśli chodzi o strój. A nawet gdy zostały przy regulaminowej czerni, to była to - by zacytować Terry’ego Pratchetta - czerń na wakacjach, migocząca wszystkimi odcieniami tęczy, bo szczodrze posypana cekinem. Iskrzyły się też suknie solistek: jasne złoto, stare złoto, czarne złoto…

Były trzy (solistki, nie suknie). Agata Widera - zwykle słuchana przez publiczność jako sopran w Chórze Filharmonii Częstochowskiej „Collegium Cantorum”. Jej znakiem rozpoznawczym stały się humor i szyk rodem z musicali. Magdalena Meisel - częściej skrzypaczka naszej orkiestry, dobrze jednak znana widzom telewizyjnych talent show z branży wokalnej, bo finalistka „The Voice of Poland”, „Bitwy na głosy” i „Szansy na sukces”. Wniosła na scenę energię, ekspresję, rytm.

middle-646906630_1557449892833090_3208269878597107015_n.jpg

Aga Łazarczyk - wokalistka tyskiego zespołu Gruba Ferajna, a kto śledził „The Voice of Poland”, pamięta ją doskonale. Rozbujała widownię melodyjnym, wpadającym w ucho i kojarzącym się z wakacjami pop italiano, rodem z festiwalu w San Remo sprzed 40 lat.

Mając za plecami orkiestrę symfoniczną filharmonii i dyrygującego nią Adama Klocka, wspomagane przez chórek wyłoniony z Collegium Cantorum, panie poszły jak burza przez historię muzyki rozrywkowej. Czego tam nie było… Słynny żart muzyczny Gioacchino Rossiniego „Koci duet”, zaśpiewany w futrzanych maskach i z puchatymi ogonkami z tyłu sukienek. Bodaj czy nie słynniejsze „Memory” z musicalu „Koty” Andrew Lloyda Webbera. Drugi klasyk - duet kwiatów z opery „Lakmé” Léo Delibes’a. Międzywojenne przeboje Eugeniusza Bodo („Seksapil to nasza broń kobieca) i Zuli Pogorzelskiej („Ja się boję sama spać”). „W co mam wierzyć” Miry Kubasińskiej i zespołu Breakout. „A Natural Woman” Arethy Franklin i „I Wanna Dance with Somebody” Tiny Turner. Szał lat 80. - „Felicità”, „Sempre, sempre”, „Ci sarà” duetu Al Bano i Romina Power... A na koniec drapieżne trio - „Być kobietą” Alicji Majewskiej, zaśpiewane także na bis.

middle-648459246_1557448566166556_2693947819472825800_n.jpg

Tu dodajmy, że aranżacje utworów nie stanowiły dzieła żadnej z pań, tylko Klaudiusza Jani, obecnego zresztą na koncercie przy klawiaturze fortepianu. Na grupę wykonawców bowiem, tak zresztą jak w przypadku publiczności, składała się płeć piękna wymieszana hojnie z męskimi rodzynkami (ale np. brawurowe solo na puzonie grała kobieta).

Nim jednak cały ładunek opisanej powyżej rozrywki poszedł między ludzi, dyrektor Klocek wyjaśnił, jaka idea przyświeca imprezie. Oto filharmonia - biorąc pod uwagę, czym dysponuje - uznała, że zamiast sprowadzać obce gwiazdy, wykorzysta własne, plus wsparcie ze Śląska. Czas pokazał, że pomysł był przedni. Rozochocona publiczność dołączała do wykonawców nucąc, klaskając i podrygując, a nawet wyewoluowała z niej kilkuosobowa damska grupa, by tańczyć z machaniem do spółki z Magdaleną Meisel, gdy wokalistka zeszła ze sceny na widownię.

Podsumowując: dedykowany kobietom koncert z okazji 8 marca miał przypomnieć wszystkim paniom, że są wspaniałe, piękne, inteligentne, utalentowane, odważne i silne. Zdołał? No pewnie. Ja tam wychodząc z filharmonii czułam się jak słowik - taki, co mógłby konie dusić.

Fot. Agnieszka Małasiewicz

Joanna Skiba - czytaj więcej