SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

Łukasz Kolewiński

Koniec wakacji, więc dajcie tu jakąś muzyczkę

8 września 2026
Udostępnij

Fryderyk Chopin bez fortepianu? Tylko na orkiestrę i… balet? Oczywiście. Od 120 lat tak go wykonują. Ba, zrobili z tego przebój. Zapoznaliśmy się z nim na żywo podczas ostatniego w sierpniu koncertu filharmonii, zorganizowanego na finał Dni Częstochowy.

middle-ŁK-20260830-DNI-CZĘSTOCHOWY-FILHARMONIA-045.jpg

Beztroskich wakacji to orkiestra naszej filharmonii nie miała w tym roku: niby zakończyła sezon, niby lato trwało w najlepsze, a ona wciąż grała. Trwał bowiem Letni Jurajski Festiwal Muzyczny – a to w Nieznanicach, a to w Świerklańcu, w Złotym Potoku, Czarnym Lesie, Ogrodzieńcu i Częstochowie. Gdzie się człowiek nie obrócił, zaraz słyszał jakieś D-dury.

30 sierpnia muzycy zasiedli na własnej scenie z innej okazji. Tradycyjnie wzięli udział w koncercie finałowym Dni Częstochowy. To nie tylko impreza muzyczna, ale ważna uroczystość: władze miasta przyznają nagrody szczególnie zasłużonym dla lokalnej kultury (o tegorocznych laureatach można przeczytać na CGK).

Z tego właśnie powodu widownia filharmonii wyglądała odświętnie, bo gala flagowa zobowiązuje (w rzędzie przede mną siedziały obok siebie cztery panie, każda w perłach). Scena też się prezentowała dostojnie. Na lewo od widzów stał kosz z imponującym bukietem w barwach miejskiej flagi. U góry kompozycji kwiatowej śnieżnobiałe mieczyki, pośrodku pasek jakichś żółtych kwiatków, dołem szafirowe chyba hortensje. Po prawej – trzej strażnicy miejscy w wyjściowych mundurach, przy szablach, ze sztandarem Częstochowy.

middle-ŁK-20260830-DNI-CZĘSTOCHOWY-FILHARMONIA-047.jpg

Rychło część oficjalna ustąpiła artystycznej. Ta zaś nastąpiła z przytupem: Chopin, Polonez A-dur. Tyle że bez udziału fortepianu. Orkiestra i zero (!) klawiszy. Wiecie, jak człowiek reaguje w takiej sytuacji? Zaskoczony marszczy brew, przerzuca muzyczne fiszki w głowie i zastanawia się: - Skąd ja u licha to znam?

Dopiero dyrektor filharmonii i dyrygent Adam Klocek wyjaśnił: to Fryderyk Chopin i jego słynny polonez, ale w wersji przerobionej na orkiestrę.

A było to tak. W 1907 roku słynny rosyjski choreograf Michał Fokin szukał pomysłu na romantyczny balet dla Teatru Maryjskiego w Petersburgu. Wybrał do niego muzykę Chopina, a kompozytor Aleksander Głazunow ją zaaranżował. Zmieniając – dodajmy – tempa, bo oryginał nie był przewidziany do tańczenia, więc trzeba go było dostosować. Całość opatrzono tytułem „Chopiniana”; jest pod nim znana do dzisiaj. Jednak dwa lata później Sergiusz Diagilew zarządził zmianę nazwy na „Sylfidy”, po czym przy pomocy swego zespołu Ballets Russes zaprezentował choreografię Fokina zachwyconym Paryżanom.

W Częstochowie baletnice nie drobiły, niestety, przed widownią żadnego pas de bourrée suivi. Okazały się kompletnie nieobecne. Za to usłyszeliśmy jeszcze dwa fragmenty słynnego baletu – Nokturn i Walca.

middle-ŁK-20260830-DNI-CZĘSTOCHOWY-FILHARMONIA-058.jpg

- Mieliśmy plan, żeby zaprezentować państwu wszystkie części „Sylfid”, ale te pozmieniane tempa w mazurkach… Nie. Jakże to grać w Polsce? Tu wypada wykonywać muzykę Chopina tylko w oryginale – westchnął na koniec tej części koncertu Adam Klocek.

Jak na letni wieczór przystało, program imprezy składał się głównie z muzyki pogodnej, choć systemowo nazywanej poważną. A konkretnie - takiej, że nogi człowiekowi same się rwały do tańca. Orkiestra miała na pulpitach nuty słynnych baletów, Chopin zaś stanowił aperitif przed następującym menu: Ponchielli, Czajkowski, Prokofiew, Ravel i Chaczaturian.

Amilcare Ponchielli ze swoją „Muzyką godzin” zapowiadał się nawet spokojnie. Zapowiadał, ale nie skończył. W pewnym momencie bowiem orkiestra zasunęła najprawdziwszego kankana. Ech, gdyby tak choć ze trzy, cztery chahuteuses (w tłumaczeniu: niesforne dziewczyny) w falbanach...

Piotr Czajkowski i fragmenty „Jeziora łabędziego” położyły kres tym swawolnym myślom.

middle-ŁK-20260830-DNI-CZĘSTOCHOWY-FILHARMONIA-068.jpg

Poświęconą mu część programu orkiestra zaczęła co prawda od figlarnego pas de quatre małych łabądków, ale potem zrobiło się już bardzo lirycznie. Miłosny duet księcia i Odetty – czy trzeba coś więcej? Nad tło orkiestry wzniosły się solo skrzypce koncertmistrza Tomasza Kulisiewicza, wiolonczela Siergieja Rysanova i harfa Natalii Leśniewskiej. Ten i ów na widowni złapał się emocjonalnie za serce, a oczy się nam rozmaśliły. Potem był dramatyczny finał całego baletu, z jego najsłynniejszymi motywami muzycznymi. Cała widownia przygnieciona została potężnym ładunkiem romantyzmu.

A skoro już przy Rosji byliśmy, wykonawcy dołożyli nam dwa znane kawałki z „Romea i Julii” Sergiusza Prokofiewa. Lekkie? A skąd! Muzyka to raczej mroczna, niemniej pierwszy z tych kawałków, przebojowy „Taniec rycerzy”, i tak zawsze się podoba.

Kolejny punkt programu – tak samo. Nie wysłuchaliśmy co prawda całego Ravelowskiego „Bolera”, tylko skrót, za to dyr. Klocek dołożył opowieść o historii tego dzieła. Konkretnie zaś, o Bronisławie Niżyńskiej, siostrze Boga Tańca Wacława Niżyńskiego. To Bronisława w 1928 roku stworzyła choreografię „Bolera” – dla słynnej Idy Rubinstein.

middle-ŁK-20260830-DNI-CZĘSTOCHOWY-FILHARMONIA-061.jpg

Jak głosi legenda, Ravel skomponował ten utwór zainspirowany widokiem maszyn w zakładach Forda w Detroit (całe życie zresztą fascynowała go mechanika). Miał nawet pomysł na premierę dzieła: na scenie zmontuje się makietę fabryki, a tancerze będą odtwarzać ruchy robotników przy linii produkcyjnej. Bronisława jednak dała mu odpór. Ustawiła Idę na stole wśród dekoracji udających hiszpańską tawernę. Widok kobiety ruszającej się rytmicznie i coraz bardziej zmysłowo przed zebranymi w karczmie, tracącymi panowanie nad sobą mężczyznami, odebrał publiczności dech. Aż jedna starsza pani podniosła histeryczny krzyk: „To szaleństwo!” i podobno nawet zemdlała. Lata mijały, wrażenie tej choreografii pozostało - w 1961 roku Maurice Bejart też ustawił swoich tancerzy na stole.

U nas nie doszło do takich ekscesów… choć niewiele brakowało, bo na finał koncertu mieliśmy szalony „Taniec z szablami” Arama Chaczaturiana. Słuchacze oczywiście wstali z miejsc.

middle-ŁK-20260830-DNI-CZĘSTOCHOWY-FILHARMONIA-062.jpg

- Czy na bis mamy zagrać „Bolero”, czy „Szable”? – zapytał dyrygent, gdy stało się jasne, że bez powtórki któregoś z utworów orkiestra nie zostanie wypuszczona do domu. I co? Czajkowski, proszę państwa, ten morderca kompozytorów. Dopiero po wzruszeniu się drugi raz przy finale „Jeziora łabędziego” publiczność zgodziła się na zakręcony deser, czyli Chaczaturiana.

No, to przygrywka do nowego sezonu artystycznego w filharmonii już za nami. Jesteśmy gotowi na więcej. Jak to ujął klasyk: „Dajcie tu jakąś muzyczkę”.

Fot. Łukasz Kolewiński


Galeria zdjęć

1 września 2026
Łukasz Kolewiński
34. Dni Częstochowy zakończyły się 30 sierpnia, w Filharmonii Częstochowskiej. Podczas koncertu „W rytmie lata” Orkiestra Symfoniczna pod batutą Adama Klocka zaprezentowała program złożony z muzyki baletowej. Tradycyjnie finał Dni Częstochowy był również okazją do uhonorowania osób i środowisk szczególnie zasłużonych dla kultury miasta.

Joanna Skiba - czytaj więcej